piątek, 15 lipca 2016

♡ shiny summer nailz ♡

#np Andy Black - we don't have to dance
Zrobiłam małe głosowanie na Twitterze z którego niejasno wynikało, że notka o paznokciach jest bardziej wyczekiwana niż kolejny outfit, więc there you go! Notka trochę późno, ale byłam rano zawieźć dokumenty na uczelnię - w końcu mogę pochwalić się, że zostałam studentką filologii angielskiej z japońskim! Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki ♡

Jestem małym paznokciowym junkie, szczególnie po tym, jak zaczęłam oglądać na youtubie Simply Nailogical, którą polecam wszystkim poszukującym youtuberów ze specyficznym poczuciem humoru i holoseksualnym, bo holo to słowo klucz na tym kanale.

Z paznokciami robionymi u kosmetyczki mam dość nieprzyjemne wspomnienia. Wyglądały dobrze przez tydzień, potem zaczął robić się odrost, a po dwóch tygodniach złamałam jeden paznokieć w przerwie między panelami i kafelkami. Trochę się podłamałam, bo kocham długie i błyszczące paznokcie, a te są trudniejsze do uzyskania przy tradycyjnym manicure, ale po długich poszukiwaniach prezentuję Wam lakiery na trudne czasy, dzięki którym uzyskacie błyszczące szpony oślepiające wrogów. 


Najważniejszym krokiem ku lśniącym szponom jest zakup dobrej bazy i top coat'u. Baza oprócz utrwalania lakieru zapobiega między innymi powstawaniu pęcherzyków powietrza, a co za tym idzie: zmywania i malowania po kilka razy. Najczęściej teraz używam double duty Sally Hansen, ale z tej firmy mogę polecić również 18k gold hardener, szczególnie jeśli Wasze paznokcie nie należą do najsilniejszych, a chcecie je trochę zapuścić.
Top coat to kolejne zabezpieczenie mani. Dla olśniewającego efektu warto wybierać te nabłyszczające, chociaż trzeba liczyć się z tym, że nic nie trwa wiecznie (to była złota myśl), po kilku dniach każdy lakier poddaje się naturalnemu procesowi matowienia, więc jeśli tak często nie zmieniacie koloru - warto nałożyć go po raz kolejny. Moje ulubione są z Astora, Golden Rose i Sally Hansen.


Te lakiery Golden Rose możecie kojarzyć z poprzednich postów, kocham je przede wszystkim dlatego, że schną bardzo szybko, a to ważny czynnik, kiedy nie potrafisz nie dotykać niczego przez dłużej niż 10 minut. Oczywiście w takich przypadkach 60 sekund jest trochę przesadzone, natomiast do 3-4 minut paznokcie są suche. Zebrałam sporą kolekcję kolorów z tej serii, ale chciałam Wam pokazać moje ulubione kolory na ten moment. Ostatnio moja emo choroba cofnęła się i wzięło mnie na jaśniejsze kolory typu nude lub baby.

Tutaj moje obecne paznokcie, raczej średnio to widać na zdjęciach, ale w rzeczywistości mam przejście z nude do baby pink, co wygląda, poetycko mówiąc, jak zachód słońca i prześlicznie komponuje się ze złotymi pierścionkami za 80 centów.

piątek, 8 lipca 2016



Po trzech latach przyszedł czas na uaktualnienie mojego dziennego makijażu. W 2013 dodałam bardzo profesjonalny post, którego przygotowanie musiało mi zająć maksymalnie 10 minut, ale takie to były trudne czasy dla modowych blogerek. Nawet odpowiedniego aparatu nie było. Teraz oprócz ładnych zdjęć dodaję też krótkie opisy każdego z produktów, chociaż niektóre możecie już kojarzyć z wcześniejszych postów. Dawne kosmetyki starałam zastąpić się ich wegańskimi odpowiednikami. Pod znakiem zapytania pozostają produkty Lovely, podobno nietestowane, natomiast można znaleźć sprzeczne informacje na temat ich składów. Korektor Catrice zawiera wosk pszczeli, ale przymknęłam na to oko, bo desperacko szukałam czegoś, co da dobre krycie. Reszta kosmetyków jest cruelty free.


paleta Lime Crime Venus 1 • korektor Lovely Magic Pen (nr 1) • eyeliner Lovely • mascara Too Faced better than sex  pomada do brwi Anastasia Beverly Hills dipbrow pomade (Medium Brown)

Zobaczyłam darmową wysyłkę na Dollskill i wpadłam w popłoch. Piniądza brak, a przecież szkoda zmarnować okazję, bo przypomnijmy, że koszty shippingu z USA oscylują w granicach 20-35$, więc czasem koszt dostawy jest większy niż wartość samego produktu. Stwierdziłam, że po maturze należy mi się coś dobrego i zamówiłam paletę Lime Crime Venus the grunge palette i ostatnio używam jej non-stop, chociaż żodyn by nie pedzioł, że pozwolę sobie na taki szał kolorów. Jak dla mnie jest znacznie lepsza niż chocolate bon bons z Too Faced: żaden cień się nie osypuje, są dobrze napigmentowane i łatwe do blendowanie.
Nie kupiłam jeszcze żadnej bazy do oczu, więc póki co używam korektora z Lovely. Jest kiepski, jeśli chodzi o krycie niedoskonałości, ale sprawdza się na powiekach i ewentualnie do podkreślenia brwi. Eyelinerów mam całą kolekcję, przy moich grubych krechach zużycie jest duże, dlatego najlepiej sprawdza się najtańszy, również z Lovely. Pędzelek jest mało precyzyjny, ale same kreski trzymają się cały dzień. Mascarę Too Faced better than sex recenzowałam w tym poście. Chciałam kupić ulepszoną, wodoodporną wersję, ale nie mogę doczekać się jej premiery w polskiej Sephorze, więc wciąż korzystam z miniaturki. Jeśli chodzi o brwi, to uległam nurtowi insta hoe i zamówiłam pomadę ABH. Niestety wszystkie brązowe swatche w internecie wyglądały łudząco podobnie i trochę nie trafiłam z kolorem, bo powinnam mieć ciut ciemniejszą. Oprócz tego jestem zakochana! Nawet gdy nie mam wyregulowanych brwi, mogę narysować nią całkiem inny kształt i wygląda to przyzwoicie. 

rozświetlacz Too Faced chandelier glow • róż Too Faced love flush (baby love) • puder Too Faced cocoa powder foundation (light) • korektor Catrice camouflage cream (010 ivory) • podkład Catrice All matt plus (010 light beige)

O rozświetlaczu mogliście przeczytać w tym poście. Róż do policzków udało mi się upolować na vinted u dziewczyny, która sprzedawała nówki ze Stanów. Z tego, co wiem, pojedyncze serduszka nie są dostępne w Polsce. Jedynie można dostać paletkę z miniaturkami wszystkich kolorów. Wzięłam kolor baby love, bo jest dla mnie najdelikatniejszy, a nigdy w życiu różu nie używałam i dalej wydaje się dodatkiem zbędnym. Chociaż z tym się zaprzyjaźniłam, człowiek od razu wygląda trochę mniej martwo niż się czuje. Kakaowy puder-podkład jest również z Too Faced, pachnie oczywiście cudownie, zresztą jak wszystkie ich czekoladowe produkty. Byłam przyzwyczajona do pudru stay matte z Rimmel i trochę bałam się, jak poradzi sobie z moją tłustą cerą. ale jest całkiem dobrze. 
Jako podkładu używam Catrice all matt plus. Długo szukałam czegoś bardzo jasnego i matującego, ale się opłaciło. 18h bez świecenia to oczywiście ściema, ale trzeba przyznać, że ze wszystkich kremów bb i podkładów, ten faktycznie matuje najdłużej. Na niedoskonałości nakładam chyba wszystkim świetnie znany camouflage cream. 

piątek, 1 lipca 2016

You think you're smarter than me with all your bad poetry

#np Melanie Martinez - Alphabet boy

Bardzo długo szukałam prostej, czarnej sukienki-ogrodniczki i prawie dostałam ataku serca, gdy zobaczyłam ją w lumpeksie z metką Topshopu. Niestety to jeden z tych ekskluzywnych sklepów z odzieżą używaną, gdzie trzeba zapłacić 25 zł za coś wartego według metki 68$. Ale kupiłam i jestem zakochana. Raczej unikam noszenia spodenek, więc w lecie moja kolekcja sukienek znacznie się powiększa, a przynajmniej zajmuje górne warstwy na półkach z ubraniami (jeśli posprzątam, bo generalnie moja garderoba wygląda jak nowa interpretacja piekła Dantego). Taka zdobycz zdecydowanie zasługuje na własny post, więc there you go: 

dress - thrifted (topshop) // turtleneck t-shirt - thirfted // hat - choies // socks - local heroes // shoes - ebay



środa, 29 czerwca 2016

MONTHLY INSPIRATIONS: ORANGE

#np Kim Chi, Lucian Piane - Fat, Fem & Asian

Kto się stęsknił za comiesięcznymi inspiracjami, ręka w dół! Poszłam za radą osób komentujących poprzedni post i zdecydowałam się na coś intensywnego, bo lato to przecież czas, gdy wszyscy umieramy w piekielnym ogniu. Pomarańczowy kojarzy mi się głównie ze świeżymi owocami, lodami sorbetowymi i plastikowymi butelkami kremów, których trzeba używać, by zachować karnację trzydniowego trupa.

W czerwcowym moodboardzie po raz kolejny pojawia się Erika Bowes i zdjęcia z tumblr UNIFu. Oprócz tego soczysty cień do oczu jam z palety Venus II Lime Crime, Doe Deere, grafiki, grafika Ekateriny Veselovej, filiżanki (bo mam obsesję, w którą na szczęście nie inwestuje) z etsy, ogniste futra, okulary Thomasa Taita, brzoskwiniowe tatuaże (obrazek chyba zbyt powszechny w internecie, by znaleźć źródło), róż Taj Mahal (Nars?), miód z pszczołami jako wegańska propaganda oraz trochę czysto modowych inspiracji, zapraszam:


piątek, 24 czerwca 2016

WHAT'S IN MY BAG?


Pani z Banggood zaczęła mnie ścigać mailowo, bo zalegałam z pokazaniem na blogu powyższej torebki. Problem był takiej natury, że wszystkie moje ubrania na kolejny outfity są w drodze i nie miałam okazji, żeby sfotografować ją w akcji. Przypomniały mi się wtedy czasy stron na Buzznecie, gdzie furorę robiły posty typu what's in my bag. Robiłam już coś takiego, ale jeruna, kiedy to było? Ponad dwa lata temu. Dzisiaj edycja nieco wakacyjna, bo przecież od dzisiaj większość z Was ma już oficjalnie wolne i w końcu nie będę jedyną osobą bezkarnie rozkoszującą się lenistwem. Gratuluję przetrwania kolejnego roku szkolnego!

Gdyby ktoś był zainteresowany dość ascetyczną zawartością torebki z 2014, rzucam link - KLIK.
A tu można zakupić torebkę z dzisiejszego posta i polecam ją nie tylko, dlatego, że kazali. Wybrałam ją sama, świadomie i bardzo dobrze się sprawuje, słowo feszyn blogerki - KLIK



Zaczynam od lewej, nie robiłam numerków, bo chyba wszyscy zorientują się, o czym mówię. A jak nie, to z chęcią odpowiem na wszystkie pytania.

• słuchawki - towarzysz wszystkich samotnych wycieczek, który pomaga przetrwać ciężkie chwile izolacji społecznej
• lusterko z chusteczkami matującymi - dostałam je rok temu od Japonek i właściwie cały ten czas przeleżało w garderobie. Znalazłam je ostatnio przy sprzątaniu, a teraz zawsze wrzucam do torebki. Dla osób z tłustą cerą - wybawienie!
• coś, co ja nazywam podpaśniczką, ale noszę tam też zwykłe chusteczki.
• telefon, bardzo przydatne narzędzie, szczególnie dla ludzi żyjących życiem wirtualnym, wojowników mediów społecznościowych
• gumy do żucia - uzależnienie dość brzydkie zważając na skład, ale na coś trzeba umrzeć, no nie?
• klucze
• pomadka Blistex - ulubiona, ukochana! oprócz nawilżenia, daje magiczne uczucie chłodu na ustach, niektórzy moi znajomi używają ją zamiast kleju, kiedy wykonują makijaż drag queen.
• gumki do włosów
• czarny cienkopis - bo dość często odbywam tripy na pocztę, czasem nie można dopchać się do długopisu, dlatego warto wyprzedzać swoją epokę i nosić w torebce coś do pisania. Niektórzy idą o krok dalej i pakują ze sobą notes, ja natomiast mam świetną pamięć do rzeczy o których chcę pamiętać.
• okulary przeciwsłoneczne - bardzo modny i praktyczny gadżet, ja ostatnio przekonałam się do kolorowych akcentów mojej mrocznej duszy, więc noszę sobie takie wygrzebane z odmętów szuflad różowe lenonki. Nawet nie pamiętam, gdzie je kupiłam. W internecie, na pewno.
• jakieś mniejsze perfumy, ostatnio crushuję na Chance Chanel, bo mają dla mnie jakąś egzotyczną nutę. Nie wiem, nie znam się, ale ładnie pachną, to noszę.
• bilet autobusowy i legitymacja - niezmiennie since 2010, bo wciąż nie zrobiłam prawka.
• portfel hello kitty - który wzbudza wątpliwości w kasjerach, czy aby na pewno jestem pełnoletnia.
• pendrive, powerbank, kabel do ładowania - trochę ściemna z tymi technologicznymi akcesoriami, na co dzień tego nie noszę, to już bajery na dłuższe wycieczki.
• żel do dezynfekcji rąk
• szczotka do włosów

A co Wy nosicie zazwyczaj w swoich torebkach?

.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}