czwartek, 26 marca 2015

i'm the ghost of a girl that i want to be most

#np Christina Perri - the lonely

Hejka! Tydzień minął mi w zastraszającym tempie, a to dlatego, że prawie się nie namęczyłam. W szkole byłam jedynie do wtorku, następnie przyjmowałam dziewczyny z Japonii na homestay, a skoro dostałam kilka sygnałów mówiących, że w sumie byłby to ciekawy temat na kolejny post, więcej napiszę już w przyszłym tygodniu. Na ten moment mogę jedynie powiedzieć, że spędziły ze mną jedynie dwie noce, ale i tak wszystkie płakałyśmy przy pożegnaniu. Teraz czas wrócić do rzeczywistości i nadrobić wszelkie zaległości, życzę wszystkim miłego piątku! 

midi dress - the ragged priest // creepers - ebay // fishnet tights - local store // hat - ebay 

piątek, 20 marca 2015

GeoExpo 2015: giełda minerałów w Gliwicach

#np Madonna - Joan of Arc

Kiedy pierwszy raz wybrałam się dość spontanicznie na giełdę minerałów w Katowicach, byłam zdecydowana jedynie kupić onyks, bo to kamień śmierci i właściwie fajnie coś takiego posiadać w domu, prawda? Ostatecznie puściłam się w dzikie zakupy i wróciłam do domu z kamieniami, których nazwy ledwo potrafiłam zapamiętać, a na samej giełdzie nie sposób udawać eksperta, chociaż uprzejmi sprzedawcy odpowiadali na wszelkie pytania. "Jak nazywa się ten kamień?" "noc kairu", wtedy pozostało wyszeptanie "what the fuck" i usunięcie się z uprzejmą miną do kolejnego stoiska. Jednak od tego czasu trochę czytałam, oglądałam i na szczęście wiele minerałów potrafię już rozpoznać. Boję się powiedzieć, że to moje hobby, ale prócz samej estetyki i kolekcjonerskiej manii, widzę w tym coś uduchowionego.

Przechodząc do samego doświadczenia na GeoExpo - rozmiar okazał się rozczarowujący, bo stoisk było dwa razy mniej niż w Katowicach, a znakomita większość z nich prezentowała biżuterię i oszlifowane kamienie, co mnie niezbyt interesowała, lecz czy jest coś, co mogło by powstrzymać mnie w wydawaniu pieniędzy? Śmiem w to wątpić. Wróciłam do domu z dwoma obsydianami, dwoma karcami różowymi, dużym ametystem, którego kolor bardziej przypominał już czerń niż fiolet, drobnymi minerałami, które kupiłam głównie dla specjalnego kaktusa i jeszcze mniejszymi kamyczkami, które dorzucę kilku osobom do w odpowiedzi na niedawno otrzymane listy. Jeśli moje tłumaczenia nie są w stanie zwizualizować tych zakupów to zapraszam na instagrama, gdzie znajdziecie ich zdjęcie!


piątek, 13 marca 2015

OUTFITS FT. CHOIES

#np Kyary Pamyu Pamyu - candy candy

Porzuciłam karierę naukową i całe czwartkowe popołudnie poświęciłam na spanie i sklejanie outfitów, o które poprosiła mnie przemiła pani z Choies argumentując, że muszę nazbierać jakieś punkty i potrzebne jest klikanie w linki pod ubraniami, także there you go:


futro: KLIK  // buty: KLIK  // crop top: KLIK  //
 kapelusz: KLIK // buty: KLIK  // sweter:  KLIK 
 kimono: KLIK  // spodnie:  KLIK  // buty: KLIK  // top: KLIK

 crop top: KLIK // spódniczka: KLIK 
spodnie: KLIK // torba: KLIK // kapelusz: KLIK  // sweter:   KLIK // buty: KLIK

piątek, 6 marca 2015

I just want to be held when I’m scared

#np Marina & the diamonds - blue 

Poprzedni tydzień był wyjątkowo gówniasty i nie boję się użyć tego określenia, bo w rzeczy samej - dawno nie czułam się aż tak źle. Żeby trochę oczyścić się z negatywnej energii, zdecydowałam podjąć 30 days minimalism challenge. Od 1 marca dziennie wykonuję skrupulatnie jedno zadanie, wstaję wcześniej, żeby poćwiczyć jogę, wychodzę na spacery, zbieram wyrzucone kwiaty i wydawałoby się, że wszystko zaczyna powoli wracać do normy. Kto by pomyślał, że można zrobić tyle rzeczy jednego dnia, kiedy nie można przez 24 godziny używać internetu? Well, na pewno nie ja, ale z racji, że zepsuło mi się wifi w telefonie, jestem teraz na dłuższym odwyku.

Poniżej długo wyczekiwana premiera sukienki, którą kupiłam za złotówkę i jeszcze dzień wcześniej szorowałam zmywaczem do paznokci, bo pewne plamki nie zeszły w praniu, ale teraz wygląda cudownie i dodaje +10 do bycia czarownicą. 


dress - second hand | boots - ebay | hat - ebay

piątek, 27 lutego 2015

my hair care


Przez długi czas zaniedbywałam swoje włosy i ich pielęgnacja ograniczała się do codziennego umycia przypadkowym szamponem znalezionym w łazience, ale odkąd ścięłam je przed pójściem do liceum, zaczęłam eksperymentować z różnymi mazidłami. Przebrnęłam już przez wiele lepszych i gorszych specyfików, które były epizodycznymi kuracjami w saszetce albo długo męczonymi przeze mnie maskami do spłukiwania. Wszystkie te doświadczenia utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że jestem wybitnie leniwą jednostką i najlepsze są dla mnie odżywki w spreju, które wymagają najmniej zaangażowania, ale żeby być człowiekiem postępowym, a przynajmniej wykazać trochę woli poświęcenia kupowałam różne środki.

Od pewnego czasu staram się używać wegańskich kosmetyków, ale ze względu na ich cenę i dostępność w Polsce, zdarza mi się robić porządne zakupy w "normalnej" drogerii. Choć trzeba przyznać, że linia naturalnych kosmetyków Rossmanna czyli słynna Alterra naprawdę trzyma poziom i bardzo się zaprzyjaźniliśmy w ostatnim czasie, toteż będą one królować w tej notce. Nie przedłużając, zapraszam na post o alternatywnym tytule: "jak mieć 99 produktów do włosów, ale tak naprawdę nie dbać o nie"


1. nawilżająca odżywka do włosów / 2 i 3 szampony nawilżające i do włosów osłabionych / 4. maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych


 1. szampon aloesowy | Ziaja, przywraca moje włosy do normalnego stanu / 2, szampon kokosowy curly wurly | Lush, zrozumiałam, że o wiele bardziej wolę płynne szampony, ale i tak bardzo się lubimy z tym produktem. Recenzja tutaj. / 3. Gdzieś przeczytałam, że ładnie pachnące olejki nie pomagają włosom, ale jednak skusiłam się na oil therapy | Pantene. Co prawda "eliksir" brzmi naprawdę niebezpiecznie i już sygnalizuje, że powinniśmy się zdać bardziej na magię niźli działanie składu, jednak muszę przyznać, że olejowanie włosów jest dla mnie katorgą, więc z przyjemnością używam szybkiej wcierki, której nie trzeba spłukiwać, a jeszcze ma cudownie je chronić! 4. Gliss Kur hair repair | Shwarzkopf, używam już długo i jestem zadowolona. Włosy są zawsze miękkie i wyglądają na zadbane.


Od dwóch lat regularnie farbuję grzywkę na czarno i zawsze jest to farba Garnier Olia (1). Ostatnio jest to zwykła czerń, bo o dziwo głęboka czerń jest trudniej dostępna, ale tak czy inaczej - pozostaje widoczna na moich włosach i kontrastuje się z dość jasnym brązem. Kiedy mam dłuższe wolne, chętnie bawię się kolorem, chociaż moje serce nieustannie oddane jest fioletowi. Używam pianki koloryzującej Elysee violet (2), która w zależności od trzymania na włosach, potrafi pozostawić swój ślad do miesiąca.

piątek, 20 lutego 2015

// OUTFITS //

#np Marina & The Diamonds - Forget

Dawno nie było już sklejek z internetowymi ciuchami, które maniakalnie zbieram na swojej fashioliście i przynajmniej raz w tygodniu masowo serduszukuję wszystko, co czarne, drogie i prawdopodobnie nigdy nie będzie moje, ale sprawia mi ogromną przyjemność będąc po prostu gdzieś w pamięci i sferze marzeń. 

Powrót do szkoły nie był tak dramatyczny, jak sobie to wyobrażałam i co zaskakujące - szybko wbiłam się w tryb nowego planu, aczkolwiek poniedziałki pochłaniają zdecydowanie za dużo energii. Mam 8 lekcji, do domu wpadam przed 16:00, jem obiad, robię mało przyjemne rzeczy do szkoły i zaraz biegnę na japoński, gdzie przez 1,5h myślę tylko o tym, jak bardzo jestem zmęczona.

Dobra nowina jest taka, że w przyszłym tygodniu będę miała rekolekcje, więc jakąkolwiek wiadomość otrzymam 23 lutego, gdy poznam trzech najlepszych autorów Bloga Roku, będę mogła nadmuchać basenik i napełnić go brokatem lub zrobić sobie papierową koronę, żeby znieść porażkę w samotności, jedząc rakotwórcze chrupki ryżowe o smaku wasabi, słuchając nowych piosenek Mariny & The Diamonds. Oprócz uzewnętrzniania moich emocji mam również w planach napisanie czegoś dłuższego na bloga, liczę, że nie sponiewiera mnie aż tak bardzo, aby było to niemożliwe i nareszcie oprócz moich cotygodniowych lamentów pojawi się jakiś bardziej wartościowy tekst. Stay tuned!


creepers - T.U.K // lips - lime crime // top - monki // denim - topshop // jacket - comme des garcons
rings - topshop

creepers - ebay // socks - miuxin // denim dress - net-a-porter // heart shaped bag - vivienne westwood
o ring choker - shopjeen.com 

denim - river island // gun comb - blacc.no // hat - h&m // nail polish - black heart beauty 
bagpack - openingceremony.us // shoes - unif
hat - h&m // shoes - modekungen.se // jacket - modekungen.se // eyeliner - nasty gal 

shoes - ??? // purse - moschino // eyeliner - lime crime // poncho - net-a-porter 
 crop top - net a porter 


piątek, 13 lutego 2015

welcome waste of time

#np Tesco Value - Perversities in d-minor

Zapiszcie tę datę w dzienniku, wytatuujcie ją sobie na klatce piersiowej, nazwijcie tak swoje dziecko - dzisiaj dzień wyjątkowy, bo ukazuje się post, gdzie czerń nie pochłania większości moich ubrań, spięłam grzywkę, a jeszcze pojawiła się sukienka. Nie wiem, czy jesteście gotowi na tyle wrażeń. Dodatkowa ich dawka przyda się pod koniec ferii, które jak można było się spodziewać, minęły praktycznie bezproduktywnie, pomijając kilka wyskoków, gdy nuda stała się wręcz nieznośna i zobaczenie ponad 60 odcinków The most popular girls. Po tym serialu czuję, że znalazłam w życiu ścieżkę, którą chcę podążać. 

Jutro walentynki, dzień znienawidzony przez wszystkie zgorzkniałe osoby, którym dedykuje się lody umieszczone obok innych serduszkowych gadżetów w gazetkach promujących dany market. Żeby nie czuć się smutnym 14 lutego, warto pamiętać, że jest się tak samo niekochanym jak każdego innego dnia. Jeśli o mnie chodzi, co roku świetnie się bawię wysyłając walentynki znajomym, a w tym roku też kilku osobom od których w ostatnim czasie dostałam listy. Czy to nie jest paradoks, że święto w którym chodzi o dzielenie się pozytywnymi emocjami, wywołuje tak wiele negatywnych? 





// dress - The Ragged Priest / choker - ebay / creepers - ebay / hat - ebay / make up: lime crime black velvet & colour pop eye shadow //

wtorek, 10 lutego 2015

THANK Y'ALL


#np Justin Bieber - I would

Więc jeśli pamiętacie, w zeszłym tygodniu, gdy żebrałam o głosy do konkursu i również poprosiłam o wysłanie screenów, żebym mogła zrobić kolaż na bloga i jakoś oficjalnie podziękować za całe wsparcie. Kolejne 5 minut zastanawiałam się, czy to ma w ogóle sens, jeśli dostanę tylko 5 zrzutów, ale dosłownie za kilka chwil moje całe interakcje na twitterze zatonęły w morzu wiadomości, podobnie jak moja skrzynka mailowa i instagram.
Niektórzy się dziwili, dlaczego tak bardzo się zaangażowałam. Przed pierwszym podliczeniem, nie sądziłam nawet, że jest jakakolwiek możliwość, abym dostała się do pierwszej 10, a tu bezproblemowo zajęłam drugie miejsce i trzymałam się tak chyba do soboty, gdy spadłam na 3. TO BYŁO DLA MNIE NAPRAWDĘ COŚ. Obserwowałam ludzi, którzy zdaje się, mieli więcej czytelników, lajków, obserwacji i Bóg wie czego, ale ci wszyscy ludzie nie potrafili się tak zebrać, jak zrobiliście to Wy, a to jest dla mnie coś niesamowitego, co naprawdę wymaga osobnej notki i przypomnienia, że the power of people is stronger than people in power. Będę w tej chwili bardzo emocjonalna, ale cały tydzień to było dla mnie tylko sprawdzanie pozycji w rankingu, przypominanie na wszystkich portalach społecznościowych, że jest taki a taki konkurs, że tu trzeba wysłać pod ten numer sms i kosztuje złoty dwadzieścia trzy. Nie wyobrażam sobie, żebym przez to wszystko mogła przechodzić podczas szkoły, więc dziękuję Bogu za dogodny termin ferii, ale przede wszystkim dziękuję Wam, drodzy czytelnicy. Dzisiaj oglądałam filmik Opry, która mówiła, że tylko my jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie i naszą przyszłość, ale myślę, że w takim razie trzeba byłoby w dużej mierze zdać się na przypadek. Czy się chce lub nie, jednak ludzie mają ogromny wpływ na nasze życie i niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy, niejednokrotnie będziemy coś powierzać w ich ręce. Wiem, że Oprah ma rację i robię niepotrzebny wywód do czegoś, co jest logiczne i wszyscy wiemy, co miała przez to na myśli, ale zaraz po jego zobaczeniu pomyślałam sobie, że faktycznie, zrobiłam ten pierwszy krok i zgłosiłam swojego bloga, ale to nie ja odpowiadałam za dalszy bieg zdarzeń. To byliście Wy. I to było dla mnie dziwne, bo przez tyle lat, żyłam według ideologii Ciela Phantomhive ludzie, którzy okradają i są ludzie okradani, a nagle napłynęło do mnie przez tydzień tyle pozytywnych wiadomości i życzeń, żeby się udało, iż z początku nie byłam do końca przekonana w prawdziwość tych słów.
Teraz zastanawiam się, jak mogłam napisać tak rozwlekły tekst, właściwie cały czas krążący wokół "nie wierzyłam, ale stało się". W nocy kiedy z 3 miejsca spadłam na 10 byłam bliska histerii, nie umiałam zasnąć, a nie umiałam już prosić o pomoc i automatycznie postawiłam na sobie krzyżyk, ale o 6:00 stwierdziłam, że wszystko poszło już za daleko, aby teraz się wycofać i zrobiliśmy to. O 12:00 stanęło mi serce.
Skończyłam na 7 miejscu z liczbą głosów 251. Mogłabym napisać 77 linijek "dziękuję", ale myślę, że to wciąż nie zobrazowałoby Wam mojej wdzięczności, ani kilkuminutowego krzyku/pisku/kwiku, gdy dostałam milion wiadomości z "udało się", "wierzyłam", a później już tylko fala gratulacji.
Poniżej kilkadziesiąt screenów, które napłynęły, tych ostatnich nie zdążyłam już dołączyć, ale wiele z nich opublikowałam między innymi na twitterze i asku.



Wyłączam komentarze, bo są chyba zbędne.
Jesteście wszyscy moimi małymi kuleczkami ryżowymi.
.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}