piątek, 17 lutego 2017

Let the bridges that I burn light the way for no return

#np Cruel Youth - Riot in my heart

Wow, ostatni raz na outfitowych zdjęciach byłam pod koniec listopada i aż dziwnie było marznąć na dworze w imię internetowej sławy (heh). Dzisiaj zestaw z nowym vintedowym nabytkiem - różową puchową kurtką, bo sesja poprzestawiała mi w mózgu i nie dość, że jest napompowana jak Michelin to jeszcze ma kolor agresywnej brzoskwini. Mimo wszystko, dawno nie miałam tak ciepłego okrycia wierzchniego. 

Z ciekawszych rzeczy, które zrobiłam w tym tygodniu: dodałam swój pierwszy filmik na kanał (klik). Strasznie się tym stresowałam, ale widocznie niepotrzebnie. Odbiór był bardzo pozytywny, co zmotywowało mnie do dalszej pracy. Oczywiście na razie muszę usiąść na dupsku, bo w przyszłym tygodniu wracam na studia i pewnie szybko skończy się laba, a zacznie nauka. Już i tak zaczynam gnić w łóżku, bo nadrabiam zaległe znaki kanji i kreślę na ścianie coraz to bardziej skomplikowane krzaki. W każdym razie, dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia pod filmikiem, jest to dla mnie przygoda i ciekawe, w jakim kierunku pójdzie.

puffer jacket - puma / vinted.pl // turtleneck - thrift shop // pants - thrift shop + diy // shoes - allegro.pl // beanie - thrift shop 


niedziela, 12 lutego 2017

VALENTINE'S DAY WISHLIST ft. StyleWe.com

#np M.I.A - P.O.W.A

Cześć wszystkim! Miałam deadline, żeby dodać tego posta do 12 lutego, więc dzisiaj po veganmanii (relacja soon) (na to liczę) wręcz doskoczyłam do komputera, żeby posklejać obrazki i dodać Wam wishlistę utrzymaną w klimacie walentynkowym, bo wiecie: serca i czerwony kolor. Oczywiście są dwie opcje, jedna dla normalnych, a druga dla goth girls. Niezależnie od tego, czy gdzieś wychodzicie bądź jecie lody i popijacie szampanem przed telewizorem, zakupy online to zawsze dobry pomysł, enjoy!

Hi everyone, today I'm presenting a Valentine's day themed wishlist that I prepared in collaboration with StyleWe.com. Of course we have two versions: normal and goth girl suitable. So whether you're gonna spend that day loving yourself or you really need some outfit, I got you covered! Check out my picks:
 StyleWe
1 /////// 2 ////// 3



piątek, 10 lutego 2017

VALENTNE'S DAY INSPIRATIONS!

#np Brooke Candy - bitch like me

Jakoś w zeszłym roku zrobiłam zdjęcie strony książki, którą czytałam. Nie pamiętam tytułu, ale wiem dla jakiego fragmentu ją zachowałam. [...] kładzie się do łóżka z oczami jakby pełnymi sproszkowanego szkła. Tak właśnie się czułam przez ostatni tydzień, kiedy wszystkie egzaminy zwaliły mi się na głowę i próbowałam się ze wszystkim wyrobić na czas. Wstawałam wcześnie, piłam po 6 kubków zielonej herbaty, wieczorem pochłaniałam pringlesy i kładłam się późno, bo potrzebowałam jeszcze chwili na rzeczy niezwiązane z nauką. 

Dlatego tak strasznie cieszę się z wolnego, mam dużo kreatywnych planów i liczę na to, że przynajmniej część uda mi się spełnić, a Wy będziecie ich świadkami (zadowolonymi)(chyba). 

Jako, że dopiero wracam do siebie po sesji, dzisiaj kolejny post z serii zapchaj dziurę, ale pełną parą ruszam od przyszłego tygodnia i jeszcze chwilkę musicie się ze mną pomęczyć, chociaż ja uważam różowe obrazki za estetycznie satysfakcjonujące. Niezależnie od tego, czy walentynki spędzacie z drugą połówką lub dołączacie do facebookowych wydarzeń typu 14 lutego spędzę z pizzą, I got u covered. Czerwona bielizna, naszywki ambivalentlyours, bombonierki z minerałami albo serduszka na twarzy - dla każdego coś dobrego.


czwartek, 9 lutego 2017

DRESSPL / prom dress hunting

Czy sezon studniówkowy wciąż trwa? Mam nadzieję, że tak i kogoś zainteresuje dzisiejszy post i moje sukienka studniówkowa. Właściwie to piszę go zakopana w notatkach z językoznawstwa, ale zrobiłam sobie szybko przerwę dla sklepu Dress.pl, który ma naprawdę bogatą ofertę. Od kiczowatych sukienek po naprawdę bajkowe kreacje. Mnie jak zwykle podobają się te haute couture, które imitują pokazy Eliego Saab lub skrajnie minimalistyczne do których można dobrać obfitą biżuterię. 

Kolejną fajną rzeczą, jaką wyhaczyłam na ich stronie jest możliwość podglądu, kiedy najprawdopodobniej dostaniecie swoje zamówienie. Przy każdej sukience jest kalendarzyk, gdzie można sobie to obliczyć i względnie się odstresować, że sukienka zdąży na czas. A jak nie, to wciąż mamy karnawał, więc można wyskoczyć na jakąś fancy imprezę, gdzie nosi się suknie wieczorowe, no nie?
Poniżej kilka moich ulubieńców z dresspl.pl, wszystkie są podlinkowane pod zdjęciami, wystarczy kliknąć w numerek!

Update: pisałam tego posta dwa tygodnie temu, ale przez sesję, a później brak odzewu ze strony sklepu jestem na 99%, że wszyscy przeżyli już swoje studniówki i pozostało Wam tylko zaopatrzyć się w suknie na charytatywny bal wiedeński :(
Z normalnymi notkami wracam już od przyszłego tygodnia, bo pozostało mi się jeszcze rozprawić z historią Wielkiej Brytanii [*], także trzymajcie kciuki!

 DressPL


 Dresspl

niedziela, 29 stycznia 2017

TOO FACE The Grand Hotel Cafe.


Hej, póki co musicie mi wybaczyć, że publikuję zaległe haule zakupowe i recenzje zakupowe, ale historia wielkiej Brytanii próbuje mnie wykończyć, a ja jeszcze nie chce skończyć zabawy w studia. Może obędzie się bez poprawek i kryzys potrwa tylko do 10 lutego. Co do dzisiejszej gwiazdy - Grand Hotel Café z Too Faced. Mój swiąteczny prezent. Czy tylko ja nie lubię niespodzianek i lubię wszystkim powiedzieć, co chcę dostać lub wiedzieć, co dać? Na "zaskocz mnie", "wiesz, co lubię" reaguję niemalże pianą z pyska, bo co się okazuje - najbliższym osobom najtrudniej kupić satysfakcjonujący prezent. A po co bawić się w udawanie, że duperela, która nie przyda się kompletnie do niczego jest idealnym prezentem.
W tym roku trochę nie miałam na siebie pomysłu, wiec weszłam na stronę sephory i ujrzałam to cudo. Połączcie jedna z moich ulubionych Marek kosmetycznych z jednym z moich ulubionych filmów i oto jest, The Grand Hotel cafe. Poszłam już naciągać rodziców, kiedy zorientowałam się, że domku nie można zamówić przez internet. Ok, wiec gdzie można kupić stacjonarnie. Na Śląsku została jedna drogeria i to w Rybniku. Byłam pełna nadziei, że plan się może powieść, ale o dziwo nikt nie reagował równie emocjonalnie na wiadomość, że są to 3 palety z edycji limitowanej, jedna paletka too faced kosztuje zawsze coś koło 150 zł, a tu jeszcze miniaturka mascary bijącej rekordy popularności. I co? Psinco. Przez kilka dni sprawdzałam na stronie, czy może nie nadchodzi jakiś restock, ale taka informacja sie nie pojawiła. Kiedyś wsiadałam do autobusu z otwarta stroną sephory i akurat zrobili dostawę do wszystkich drogerii. Na Śląsku przynajmniej. Pamiętam, że zadzwoniłam do taty, a on mi powiedział, że mam się zając poważnymi sprawami, a ja mu powiedziałam, ze gdybym tylko o nich myślała, dostałabym do głowy.

Mimo wszystko, nie byłam pewna, czy znajdę pod choinką wymarzony zestaw, bo nikt nie zapisał sobie chociażby jego nazwy, ale najwidoczniej rodzice musieli się dogadać z ekspedientką w sephorze, że córka potrzebuje takiego różowego domku z kosmetykami.




Pepperermint Mocha zawiera paseczek z różem i cienie utrzymane w dość chłodnych odcieniach. Moim ulubionym jest sprinkles i coffee chip, pierwszy wydaje się być na zdjęciach jakimś pochodnych fioletu i na to liczyłam, jednak na powiece ma bardziej ciemno-różowawy, lekko czerwony kolor. Uwielbiam go łączyć z innymi burgundami. Coffee chip zaś idealnie nadaje się do smokey eyes z którymi ostatnio eksperymentuję. Do różu byłam średnio przekonana, bałam się, że będzie na mnie wyglądać dość cudacznie, ale nosiłam go kilka razy i jest całkiem niezły.


Eggnog latte ma kolejny duży paseczek z różem, peach cobbler, którego kilka razy używałam za transition shade. Myślę, że fajnie zgrywa się z brzoskwinkową paletą i pasuje do delikatniejszych, bardziej naturalnych makijaż (nie moich heh). Oprócz tego kocham się w brązach, idealnych na załamanie powieki. Zieleni jeszcze nie próbowałam, bo czekam na powrót glonów na głowie, a wtedy będę mogła pomyśleć o jakichś lookach przy jego użyciu. Rozczarowaniem jest niestety cold brew. Mój na zdjęciu jest już dziabnięty po kilku użyciach, ale jeśli sprawdzicie zdjęcia w Google, wygląda on nieziemsko. Niestety, tylko pierwsza warstwa jest tak błyszcząca. Jeśli się ją zetrze, dalej jest wciąż świecący cień, ale jakkolwiek próbowalibyście wklepać go palcem, mokrym, suchym, mokro-suchym, efekt będzie przeciętny.


Gingerbread House jest ostatnią paletką z tego zestawu. Jak można skojarzyć z piernikową nazwą - większość cieni to brązy, włącznie z dużym paseczkiem bronzera. Chociaż nie jestem przekonana do bronzerów, bo nie jestem specjalistką od konturowania, a większość tych, które próbowałam mają dla mnie zbyt pomarańczowy odcień. Prawdę mówiąc, bladziochom ciężko jest znaleźć chłodny bronzer, który wygląda jak cień, a nie rajstopy w spreju zaaplikowane na kości policzkowe. Z tym jest jednak inaczej, używam go sporadycznie, ale wygląda to estetycznie i dość delikatnie, mimo wszystko.  Co do cieni - piękny bazowy, ginger cream, chłodne brązy, złoto, które też było trochę przekłamane i winter dream, który jak dla mnie nie ma żadnego fioletowego pigmentu po nałożeniu na powiekę, po prostu się błyszczy. A szkoda, bo czegoś takiego wciąż brakuje mi w swojej kolekcji.


Ciężko mi podsumować tę paletkę. Ma dla mnie cienie bardzo ważne, których używam codziennie, ale rozczarowały mnie te, dla których właściwie tak wierciłam dziurę w brzuchu rodziców, a więc te śliczne połyskujące kwadraciki. Jak to się mówi, not everything that glitters is gold. Mimo wszystko polecam przetestować je samemu, widziałam nawet, że na vinted sprzedają nówki sztuki, pojedyncze paletki, więc można wybrać swoją ulubioną i za 1/3 ceny wypróbować, jak pachną święta według Too Faced. Ja swoje "książeczki" niezmiennie mam na blacie toaletki, bo w tygodniu nawet nie opłaca mi się ich chować do szuflady, gdyż praktycznie każdego ranka z nich korzystam.
.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}