czwartek, 24 lipca 2014

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ i'm up to no good Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

#np Meghan Trainor - all about that bass

Po upalnych dniach, gdy ludzie obawiający się o swoją karnację siedzieli w domu i oglądali wszystkie głupawe seriale telewizyjne w końcu nastała pora deszczowa i za oknem słychać przyjemne uderzanie kropel o szybę i targanie wiatrem drzew. 
Naprawdę wysilam się, żeby jakoś ubrać w słowa otaczającą mnie rzeczywistość, ale moje życie stało się tak przewidywalne, nudne i właściwie nie wiem na czym upływają mi całe dnie, bo siedzę sama w domu i tylko czasem wyskakuję do babci porozmawiać o mordercach w moim mieście albo pooglądać największe damy w naszej rodzinie. Uwielbiam stare zdjęcia, ale nie te kolorowe, a monochromatyczne, z fryzurami, które na moje oko nie powinny się trzymać uwzględniając prawa fizyki, kokardami we włosach, koronkowymi sukienkami i białymi podkolanówkami. Chyba z tego powodu zaczęłam też oglądać filmy o wiktoriańskiej Anglii, bo nigdy nie przestaną mi imponować tamte sukienki i filiżanki z "miejscem na wąsa", żeby żaden dżentelmen nie musiał ich moczyć w herbacie.

 tartan shirt - sh | pants - h&m | top - h&m | shoes - lovelyshoes.net | sunglasses - ebay 

wtorek, 15 lipca 2014

FUCK YEAH FRUiTS: outfit inspirations

#np Iggy Azalea - walk the line

Im dłużej siedzę w domu i przenoszę się jedynie z łóżka na kanapę, tym trudniej zmusić mi się do tak prozaicznych czynności, jak napisanie notki raz w tygodniu, co było dla mnie dość naturalne, a teraz wymaga trochę gimnastyki z mojej strony. Mam dużo pomysłów, ale rozleniwiłam się już wystarczająco mocno, by swoją działalność internetową ograniczyć do powiadomień na telefonie i oddać się spokojnemu oglądaniu anime, beznadziejnie idiotycznych programów telewizyjnych, czytaniu mangi i książek. 

Z drugiej strony, dużo swojej energii wkładam w ostatnie szlify mojego nowego pokoju, jeżdżę stale do IKEA, przeglądam strony internetowe, podliczam koszty i myślę, co mogłabym sama zrobić i szukam jedynie osób, które wykonują za mnie czysto techniczną robotę. Sporo kłopotów przysparza mi wybór obrazu (teraz wchodzą w grę nawet 2), bo na jakiś czas odwidziało mi się sprowadzanie paczek ze Stanów, a ściany wydają mi się przytłaczająco nagie. 

Cóż, nie przedłużając: zapraszam na garść inspiracji z mojego ulubionego japońskiego magazynu z modą uliczną, czyli FRUiTS. Wszystkie skany pochodzą z fy-fruits.tumblr.com! 

środa, 9 lipca 2014

Don't be embarrassed if you lose control

#np Rita Ora - never let you down

Pierwszy tydzień wakacji minął jak z bicza strzelił, a do mnie ledwo dochodzi fakt, że mam wakacje. W niedzielę oprócz mojej depresji i złamanego nastoletniego serca po zobaczeniu Tonari no Kaibutsu-kun chciałam szybko wracać z centrum handlowego, bo wciąż miałam uczucie, że powinnam była przygotować coś jeszcze. Zboczenie zawodowe? Może, ale po zobaczeniu tego anime dostałam jakiejś nowej dawki energii i jestem bardziej zmotywowana do nauki. Z każdym z bohaterów mogłabym znaleźć wspólny mianownik, ale to właśnie najzimniejsza suka Shizuku stała się moją woman crush i utwierdziła mnie, że można nie widzieć świata poza szkołą, a i tak coś ciekawego może dziać się w życiu. Nie zamierzam jednak popadać w taką skrajność, mój zapał przejawia się w czytaniu mangi po angielsku i tworzenia listy skomplikowanych słówek, których przeciętne osoby nie używają (moje, niepotwierdzone badania), rozglądaniu się za nowym plecakiem i  mobilizacją do czytania jak największej ilości książek.
Z innego podsumowania mogę wspomnieć o moich pięknych okularach za które pierwszy raz w życiu musiałam zapłacić cło. Nie żeby mnie to specjalnie dziwiło i udawała teraz rebeliantkę, ale płacenie podatku od takich pierdół jest dla mnie dosyć okrutne, szczególnie gdy jesteś 17-letnią feszyn blogerką, a Twoje wszystkie oszczędności idą na ubrania, więc do końca miesiąca musisz chodzić z gigantycznymi odrostami sztucznych paznokci i bić się po twarzy, gdy przypomnisz sobie o sprawdzeniu czegoś na ebayu. Zdaję sobie sprawę z tego, jak płytko to brzmi, ale nigdy nie cierpię na nadwyżkę finansów, więc zazwyczaj potrafię nad tym panować i moje życie nie kręci się jedynie wokół wydawania pieniędzy, więc czasem smutno mi na duszy, że niektórzy ludzie tak mnie postrzegają i najchętniej przyjęliby mój wykaz "dochodów" i wydatków, ale okrężnymi drogami pytają na asku, co i ile miesięcznie mnie kosztuje. Poruszanie tego tematu jest dla mnie maksymalnie niezręczne, chociaż zdawałam sobie sprawę z tego, że z upływem czasu ktoś zacznie zaglądać do mojego portfela. Nie, nie jestem bogata ja, ani moi rodzice. Temat uważam za wyczerpany.

 sunglasses - unif via dollskill / maxi dress - h&m / shoes - ebay / iphone case - tally weijl  
choker - ebay / hat - ebay

Dzisiejszy post jest sponsorowany przez złe światło, brak zasłonek i niewyjściową twarz.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Nowy wspaniały świat?

#np Brain's all gone - Education

W całkiem niedalekiej przeszłości zapytano mnie na asku, co wywołuje u mnie obrzydzenie. Wymieniłam kilka marek, które w moim przekonaniu nie zasłużyły na szacunek, co spotkało się nie tyle ze zdziwieniem i lawiną kolejnych pytań, ale też oburzeniem - Carolyn, ale jak można nie lubić światowych i znanych kompanii? Żeby nie rozpisywać się tam po dziesięć razy i ostatecznie, żeby ten trud nie poszedł na marne, zebrałam kilka z tych firm i dzisiaj postaram się Was przekonać, że nie wszystko, co zagraniczne niesie ze sobą złote życie i amerykański sen.

AMERICAN APPAREL
Marka bardziej znana ludziom, którzy chcą dorównać najnowszym hitom na tumblr, czyli tenisowym spódniczkom, crop topom i połyskującym spodniom. Ubrania są ładne, dobre jakościowo, a przyczyna mojej niechęci może wydać się nieco trywialna i czemu właściwie ona przeszkadza, ale proszę - American Apparel w swojej reklamie jest liderem seksizmu i uprzedmiotowiania kobiet. Mężczyzna reklamujący koszulę w kratę, to model stojący prosto, w zapiętej koszuli. Płeć żeńska ma koszulę rozpiętą, odsłaniają biust i często prezentowane są w wyuzdanych pozach, które zakrawają o pornografię i wielu krajach są banowane, jak np. w Wielkiej Brytanii, a także doczekują się protestów. Kontrowersja zawsze była kluczem do sukcesu i wcale nie neguję koszulek z waginami, albo przyklejania włosów łonowych do manekinów, ale czy ja zdecydowałabym się na kupienie coś od marki, która tak degraduje obraz kobiety? Chyba nie. Dla przykładu promocja skarpet American Apparel, mężczyźni vs kobiety:
Jeśli czytacie dłużej mojego bloga, wiecie, że jestem za body positive, więc kolejny minus AA: promują często nierealny wygląd kobiety, a niektóre ich ubrania nie są sprzedawane w rozmiarach większych niż US 6 (nasze S/36). Sklep jednak nie odnosi się do rozpaczliwych komentarzy klientek.

Oprócz powyższych faktów słyszy się więcej dziwnych i niepokojących plotek o CEO (chief executive officer, szef szefów), Dov Charney. Nie ma na to konkretnych dowodów, a jedynie wzmianki dziewczyn pracujących dla tej firmy, więc traktujcie to z pewną rezerwą, ale myślę, że jednak doda to pikanterii. Zarządca American Apparel słynie ponoć z kupowania pracownicom wibratorów, próśb o masturbowanie się przed nim, wchodzeniu do biura w bieliźnie, a w 2004 dziennikarka utrzymywała, że uprawiał seks oralny podczas wywiadu do magazynu Jane. Dov Charney był wielokrotnie oskarżony o molestowanie seksualne.

Źródła (polecam przejrzeć, wystarczy dla samych zdjęć): X, X, X, X, X.

MAC
MAC w marcu 2013 został usunięty z listy PETA, na której znajdują się marki nie testujące na zwierzętach. To nie tyle sprawa, która budzi we mnie nienawiść, a raczej łamie mi serce. Firma, która przez 10 lat etykietowała się jako cruelty free, wkracza na chiński rynek, gdzie testowanie na zwierzętach jest wymagane i zmienia całkowicie politykę, tracąc klientki na całym świecie. No hate, to po prostu smutna sytuacja, sama przez długi czas planowałam kupno szminki, bo zawsze byłam pod wrażeniem ich kolorów, ale teraz wycofuję się. Nie kosztem zwierząt, które godzinami są torturowane. Tu możecie sprawdzić, które firmy nie testują i są wegańskie: 


STARBUCKS
Nigdy nie piłam kawy ze Starbucksa. Przez pewien czas było to moją bolączką, gdy lajkowałam miliony zdjęć na instagramie i dziękuję pani profesor z polskiego za skserowanie fragmentu książki Güntera Wallraffa (reporter, który wślizguje się przez tylne drzwi wszystkich korporacji, zatrudnia się pod zmienioną tożsamością i jest w stanie zmienić kolor skóry, aby wykreować nową postać) i pomoc w znalezieniu wytłumaczenia. A teraz nawet lekkiej pogardy.
W czym rzecz? Najprościej mówiąc: Starbucks wykorzystuje ludzi: niepłacone nadgodziny, szkolenia poza godzinami pracy, śmieszne niskie płace, a dla bardziej zasłużonych w hierarchii - spanie na workach kawy, bo nie ma czasu na powrót do domu, Starbucks jest teraz twoim domem. Pracownicy są kontrolowani, jeśli nie nawiązujesz odpowiedniej więzi, masz minus. Nie ma kontaktu wzrokowego? Kolejny minus. To jest szalenie przerażające, mamy XXI wiek, a ludzie w tak popularnej sieci kawiarni pracują w nieludzkich warunkach. Starbucks albo milczy, albo odpowiada sloganem swojej Deklaracji Starbucksa. Trochę jak totalitarne państwo.

BINGO SPA
Czy czasem widzicie reklamy, które są skrajnie głupie i na starcie wiecie, że nie chcecie mieć nic do czynienia? Pewnie, że tak. Sprawa już stara, chociaż dalej mam ciarki, gdy myślę o milionach kobiet kupujących kosmetyki Bingo Spa - kolejna marka, która karmi nas seksistowskimi hasłami i liczy na rozgłos, nieważne nawet jaki, byle rozgłos. Mnie to osobiście obrzydza, a z drugiej strony zastanawiam się, czy gdzieś w dziale reklamy nikomu nie przyszło do głowy, że skoro klienci to miażdżąca przewaga kobiet, czy by na pewno to będzie trafna kampania? Na koniec zacytuję Codziennik Feministyczny: "Osobom odpowiedzialnym za tę kampanię radzimy poczuć naturalną rozkosz swojej głupoty i uderzyć twarzą o ścianę, najlepiej tak mocno, aby żaden krem, maska, serum czy kolagen, nie załagodziły cierpienia."
Źródła: XX.
PRIMARK
Słyszałam kiedyś porównanie Primarku do angielskiego Pepco. Coś w tym jest, jednak mnie ten sklep kojarzy się raczej z hurtową sprzedażą na Allegro i chęcią wzniesienia się na wyżyny mody, bo to w końcu zagraniczne ubrania. Nawet jeśli wyrabia się je w tragicznych warunkach. A skoro są takie tanie, to jaką część dostaje za nie "siła robocza"? Kilka centów? Welp, kilka dni temu było głośno o aferze z metkami, podobno znaleziono już trzy wołające o pomoc, uświadamiające o poniżających warunkach w fabryce i wyczerpującej pracy przez długie godziny. 

Nikomu nie zaglądam na metki, nie przewrócę oczami, gdy powiesz mi, że chcesz się napić kawy ze Starbucksa, ale celem dzisiejszej notki jest zwrócenie uwagi, że ten koszmar nie dzieje się wcale w małym firmach, a dużych koncernach, które kosztem innych osób zgarniają grubą kasę i dalej są najczęściej wybierane na świecie. To my, konsumenci dokonujemy wyborów. A jeśli znasz prawdę i dalej chcesz żyć w kłamstwie, to również Twoja decyzja. Ja powoli wychodzę z ciemności.

Na zakończenie coś zupełnie oderwanego od tematu, ale zapraszam Was na mojego fanpage. Sama nie wiem po co, ale być może kiedyś się przyda.
Niedługo notka przeciwna, czyli firmy, które zyskują laur Carolyn Dolly.
Stay tuned.

piątek, 27 czerwca 2014

SUMMER HOLIDAY

#np Porcelain Black - this is what rock n roll looks like

Koniec roku szkolnego to taki dziwny moment. Z jednej strony czujesz wolność, zapach waty cukrowej i smak schłodzonej lemoniady, z drugiej zaczynasz zastanawiać się nad upływem czasu i rozpaczasz nad kolejnym przepieprzonym (wow, co za wyjątkowo wulgarne słowo) rokiem.Chciałabym go jakoś podsumować, ale nie mam żadnych przemyśleń. Było, minęło, nic ciekawego. Ten rok szkolny był miałki, pełen mojego lenistwa i wiecznego udawania przed samą sobą, że coś się dzieje, że wcale nie jest tak beznadziejnie, a mimo wszystko z dnia na dzień kruszyłam swoją dumę. 
Przynajmniej mogę być trenerką pokemonów. Mogę? Pewnie, że tak. Nikt mi nie powie, że nie mogę.
Nawet mogę dzisiaj pomalować swoje włosy na fioletowo, farbą Manic Panic, która kosztowała mnie majątek, a ma się trzymać około 2 tygodni. Jednak wolę mieć możliwość chwalenia się zagranicznym kosmetykiem, który jest wegański i cruelty free.

 pants - h&m | crop top - o-mighty via skinnybitchapparel | sheer black shirt - second hand | creepers - ebay

Życzę wszystkim udanych wakacji. Nie wiem, czego jeszcze, bo każdy inaczej odczytuje w tym kontekście słowo "udane", ale chciałabym, aby oprócz ciepłych nocy zarwanych na oglądaniu całego sezonu serialu - był to dla Was czas dobrze wykorzystany.

piątek, 20 czerwca 2014

DIY: eye see u flower pot

#np Iggy Azalea - Goddess

Co się przyda: zwykła doniczka, moja to biała, odzyskana ze starego domu, IKEA / klej glossy warnish, Pentart (opcjonalnie) / pędzel / marker permanentny / czarny cienkopis (opcjonalnie)

Całość do wykonania jest banalnie prosta, właściwie nie potrzebaa żadnej instrukcji, żeby namalować markerem oczy. Chciałam na początku zaznaczyć kontury cienkopisem, gdyby coś nie wyszło, ale stwierdziłam, że w tym wypadku im bardziej niedbale wyjdzie wykonanie, tym lepiej. Na końcu nałożyłam lakier, mazak nie powinien się zmyć, ale stwierdziłam, że dla świętego spokoju mogę go użyć.
Skradłam pomysł z instagrama Audrey Kitching, a że planuję rozszerzyć moją kolekcję sukulentów stwierdziłam, że nowe doniczki się przydadzą. Niedługo zamierzam też zrobić post o mojej liście zakupów do nowego pokoju, więc spodziewajcie się więcej home inspo!

piątek, 13 czerwca 2014

I want money, and all your power, all your glory

#np Lana del Rey - Money, Power, Glory

Siedzę od 3 godzin z otwartą kartą bloggera, ale nic sensownego nie przychodzi mi do głowy, a zbliża się mój prywatny deadline i słyszę tykanie w mojej głowie. Gdzieś w tle leci Lana, ja wyciągam się na łóżku i delektuję chwilą, gdy nie muszę się uczyć. To tylko chwilowo, bo mama dalej robi sobie nadzieję na pasek, gdy ja już dawno odpuściłam i właściwie we wszystko angażuję się minimalnie, a jednak robię wrażenie jakiś efektów. W każdym bądź razie, dziennie muszę przez kilka godzin udawać, że patrzę w zeszyt, czyli przez kilka godzin prowadzę wewnętrzny monolog, doglądam kaktusów, sprawdzam instagrama, rysuję lub znużona zasypiam. 
Nie chce mi się dzisiaj nawet tłumaczyć notki na język angielski.
Trudno.
Ps: nie śmiejcie się z tych dziur i porozrzucanych narzędzi, rodzice składają tam sypialnię gościnną. Źle się z tym czuję, bo to był mój pokój na zdjęcia i myślałam, że pozostanie tak na wieki, natomiast teraz nie mam gdzie się podziać #konfuzja

shoes - lovelyshoes.net | fishnet tights - local store | crop top - h&m | skirt - ebay 
 plastic bag - vintage

piątek, 6 czerwca 2014

cute outfits 4 summer

#np Lily Allen - as long as I got you

Hej! Ostatnio brałam udział w dosyć śmiesznym (przynajmniej z mojej perspektywy) projekcie i póki nie znam jego dalszych losów, nie będę dłużej rozwodzić się na ten temat. W każdym bądź razie, wymagało to ode mnie chwili zabawy w Photoshopie, więc przy okazji zrobiłam kilka kolaży wiosenno-letnich z moimi ulubionymi ciuszkami, których nigdy nie będę mieć, a które możecie znaleźć na mojej fashioliście.
Tymczasem wracam do czytania "Roku 1984", bo obliczyłam sobie ilość stron, jaką muszę dziennie przeczytać i mam obsesyjną chęć wyrobienia nadwyżki, żeby moją ucieczkę poza miasto spędzić na innym rodzaju odpoczynku i odciąć się od tego, co "tutejsze".

Hi! Recently I took part in quite funny (that's how I see this thing) project and at this point I can't say much but I could mess around Photoshop one more time, so here you go guys with some spring-summer outfits, all pastels, holograms and 90s on the dash. Once again, I'm bringing back my collages.






.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}