środa, 11 maja 2011

Things u mustn't do.

Ugh, nie wiem, czy aż tak bardzo się obijałam przez cały rok szkolny, że dziś - niby jedna z lepszych uczennic w klasie, a jednak tyle poprawiania, pisania, przejmowania się wszystkim.
Po prostu potrzebuję jakiegoś guziczka z dużym napisem OFF. Mamy środę, a ja jestem strasznie zmęczona. Mało sypiam, dużo się uczę. Efekty mimo to są, jakie są. Trójki i piątki, trójki, trójki i piątki. Powinnam sobie już spisywać postanowienia na przyszły rok, żeby nie powtarzać tych samych błędów. A teraz tak naprawdę widzę, jak dużo ich było. Jedynie chcę powiedzieć: trzymajcie kciuki.

Od rana uczyłam się geografii, na autobus wyszłam dosyć wcześnie. Nie mogłam dłużej myśleć o wszystkich geograficznych strefach, wiecznie mylących się ze skałami, procesami, glebami, wybuchami, łubudubu i odpadaniem skał . Po prostu było to za dużo materiału do przyswojenia w jeden dzień, tym bardziej jeżeli się chodzi z Agnieszką po sklepach śmiejąc się z dziwnych imion.
Pierwsza lekcja - matematyka - powoli zabieramy się za geometrię, bardzo lubię ten dział. Łatwiej mi sobie wyobrazić jakiś ot taki kwadrat niż puste równanie, na które mogę patrzeć i nic szczególnego mi nie powie.
Druga, nie gorsza lekcja - angielski - nie lubię angielskiego, bo póki co są dla mnie za proste rzeczy i strasznie się nudzę na lekcjach. Ponadto dowiedziałam się, że jeżeli dobrze napiszę jutrzejszy sprawdzian i zrobię coś dodatkowego będę miała 6 na koniec roku.
Trzecia okropna lekcja - niemiecki - skomentowałabym w jakiś sposób tą lekcję, ale dostałam taką ocenę, że lepiej byłoby się nie odzywać.
Czwarta nawet dobra lekcja - polski -dalej przerabiamy lekturę, więc mogę siedzieć cicho, póki nie skończy się las rąk i trzeba sięgnąć po dodatkową pomoc. Jak na razie chętnych nie brakuje, więc tylko piszę w zeszycie.
WF na stadionie, nie cierpię biegania, ale mimo to nie było jakoś tragicznie źle. Za sam bieg dostałam 4, ej - starałam się.
I Geografia. O jakiż to był lęk, żyłam z nadzieją, że pani zapomniała o pytaniu, albo (całkiem dobra opcja jakby nie patrzeć) przełoży to na piątek. Wchodzę, siadam. I po kolei do odpowiedzi. Byłam, że tak napiszę lekko przerażona, bo znałam odpowiedź tylko na nieliczne pytania. I wreszcie ja, gdzieś tam na szarym końcu, kiedy połowa klasy siedzi z jedynkami i dwójkami idę ja. Kroczę szybkim, zdenerwowanym krokiem. Kładę ten nieszczęsny zeszyt i odsuwam się od biurka.
1 pytanie - Nie wiem, jakie nawet. Wiem, że prawiłam strasznie o linii wiecznego śniegu. Wszakże na odpowiedź "pole firnowe" zdobyłam się nieco później. Kompletnie mi tam nie pasowała i nie chciałam jej powiedzieć, bo była aż tak głupia, że ktoś by mi to wypominał jeszcze ho ho.
2 pytanie - czym jest krasowienie? - dobra, rozpad skał wapiennych poprzez działanie wody.
3 - najgłębszy rów - i tu nie wiem, co ja sobie ubzdurałam, musiałam się zastanawiać chwilę, aż w końcu wydusiłam z siebie "rów mariański".
4 - jeden przykład z gleb astrefowych - rędziny.
Przepiękne uczucie lekkości wypełniło mnie od razu, wiedząc, że to już koniec wszystkiego. Strasznie zależy mi na 4 na koniec roku, więc nie dziwcie się, że tak bardzo to przeżywam.

Mam nadzieję, ze u Was nie jest tak źle jak u mnie. Wyrabiacie się? XD

3 komentarze:

  1. ej, u mnie jest tak samo :< niby jestem jedną z lepszych uczennic, a nie dość, że ogólnie mamy dużo sprawdzianów, kartkówek to jeszcze muszę poprawiać. masakra :x

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja też tak mam, zawsze czerwony pasek, a teraz muszę się postarać, aby mieć średnią 4,8 xd

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja muszę teraz robić wszystko, żeby nie mieć więcej czwórek XD

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli obserwujesz mojego bloga, to dlatego, że Ci się podoba - nie uznaję obserwacji za obserwację. Regularnie natomiast odwdzięczam się za komentarze i z góry za nie dziękuję (◡‿◡✿)

.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}