piątek, 25 kwietnia 2014

my blog is cooler than i am

#np Sky Ferreira - I blame myself

Jakoś przypadkowo przy rozmowie z panią profesor z WOKu wynikło, że jestem maniaczką blogów i "blogów", więc dostałam propozycję przygotowania materiału na ten temat w ramach zaliczenia z przedmiotu. Nie wiem, czy dojdzie to do skutków, ale już od tego momentu zastanawiałam się gorliwie, co ewentualnie mogłabym powiedzieć o polskich blogach, więc dzisiejszą notkę nie bierzcie całkowicie na poważnie, może dla niektórych będzie to coś w rodzaju poradnika, ale głównie jest to zbiór moich notatek, przemyśleń i narzekania. Jeśli jakiekolwiek zdanie tutaj napisane odnosi się do Ciebie - nie miałam na celu obrazę Twoich uczuć i kwestionowanie internetowej działalności.

Zacznijmy od tego, że bloga prowadzę sumiennie od ponad roku, a pisać w internecie zaczęłam może nieco 3 lata temu i wiele widziałam, co mnie naprawdę denerwuje (wszystkie tematy wzajemnie się przenikają, sama nie wiem, dlaczego próbowałam to przypasować do danej kategorii)

Obserwatorzy
Są piekielnie ważni. "Zwykły", anonimowy czytelnik nigdy tego nie zrozumie, ale oni naprawdę są ważni. Stanowią swego rodzaju wizytówkę bloga i jak bardzo chcielibyśmy mówić, że nie są wyznacznikiem bycia fajnym, to nasz wzrok mimowolnie kieruje się na ten widżet. Czasem ta liczba jest naprawdę zaniżona i kiedy spotykam dobrych blogerów i mam tu na myśli ludzi, którzy odwalają strasznie dobrą robotę, aż czuję się głupio, że ktoś taki jak ja ma więcej. Pierwsze, co nasuwa mi się na myśl, to "proszę, zabierz moich obserwatorów, jestem ich niegodna". Problem zaczyna się wtedy, gdy followersi danego bloga, to zbiór przypadkowych ludzi, zazwyczaj wyżebrani przez samego autora. Przez długi czas żyłam w przekonaniu, że wystarczająco dużo osób tępi i wyraża dezaprobatę wobec "obserwuj za obserwuj?", "obserwujemy????/" i milionami innych form, ale słuszne głosy wydają się gubić w natłoku spamu osób komentujących. Zastanówcie się, czy naprawdę zależy Wam na jak największej liczbie osób, którzy dosłownie mają Cię w dupie, bo liczy się dla nich to samo, czyli budowanie imperium osób do których można zwrócić się w notce "czytelnicy". Obserwacja to wyrażenie chęci czytania jakiegoś bloga, aktywne uczestnictwo i wracając do początku, ukłon w stronę autora.

Komentarze
Wydawało mi się, że ten temat mogłabym rozwinąć równie obszernie, co obserwatorów, ale powyżej zawarłam już znaczną część, a nie chciałabym się powtarzać. Jeśli reklama Twojego bloga zajmuje więcej niż faktyczny komentarz dotyczący notki, to powinieneś przemyśleć swoje zachowanie. Serio, zostawienie linka swojego bloga jest do zaakceptowania, ale czy naprawdę potrzebuję adnotacji "jeśli spodobał ci się mój blog, zaobserwuj go"? Musicie mi zaufać na słowo, że umiem obsługiwać bloggera. Nie pomyślelibyście, prawda? 
Następna maniera należy częściej do zagranicznych blogerek i wiążę się z tym, co właściwie napisałam, ale powoli przychodzi to do Polski, czyli wklejanie linków do wszystkich swoich kont w serwisach społecznościowych. Sharing is caring, ale jaki to ma związek z moim blogiem, notką, komentarzem, whatever?
Tak samo denerwuje mnie odpowiadanie na komentarze, które pozostawiłam na czyimś blogu pod moim postem? Halo, komentarz tyczy się bieżącego posta, a nie

O mój Bosch, Sheinside odpisało!
Pewnie Was to nie zszokuje, ale Sheinside jest chińską firmą z ubraniami, które można dostać praktycznie wszędzie, więc mniemam, że ich podróbki dość popularnych projektantów zyskały taką sławę przez programy współpracy z blogerkami, które są w stanie przyjąć propozycję każdej zagranicznej firmy, bo jest zagraniczna i sypną darmówkami. Przybywam ja, zapamiętajcie moje imię.
Sheinside wielokrotnie okryło się złą chwałą i jest to temat, który porównałabym do kosmetyków testowanych na zwierzętach. Wiele z nas jest tego świadomych, ale i tak je kupujemy, bo są tanie, ładnie pachną i w sumie yolo, wszyscy umrzemy kiedyś. Z tym, że zanim zdecydujecie się z nimi współpracować, chciałabym, abyście byli świadomi, kto zostaje Waszym partnerem. Pierwsza rzecz, o której często piszę w komentarzach pod tak zwanymi store view, czyli przeglądami sheinside, to przede wszystkim body shaming, którego dopuścili się na jednej z blogerek. Miała wystarczająco dużo obserwatorów i jej blog nadawał się do współpracy, jednak nie spełniała fizycznych wymogów, czyli nie była odpowiednio chuda. To pewnie nie robi wrażenia na Was wrażenia, prawda? Poza tym ostatnio na grupie blogerów czytałam, że kilka osób spotkało się z sytuacją w której sklep zgadzał się na współpracę, natomiast po napisaniu notki zostawały "odrzucone", czyli prościej mówiąc "fajnie, że zrobiliście nam reklamę, ale jednak nie".  Kolejnym powodem dla którego dużo osób dystansuje się wobec Sheinside jest ich ciągłe wykorzystywanie ilustracji internetowych artystów, oczywiście bez ich zgody i jakichkolwiek profitów dla twórców. Chiński sklepik zarabia na ludziach, którzy poświęcają mnóstwa godzin w programie graficznym. Żeby nie być gołosłowną zostawiam kolejne linki - skradzione prace: Gemmy Correl i Missjedflip, jest ich więcej. Czy to ten sklep wspieracie swoimi pozytywnym recenzjami?
Fakty, pytania, tagi i inne rzeczy, które mnie nie obchodzą
Każda notka musi być napisana tak, żeby przyciągnęła czytelnika. Nie mówię, że jest to jakaś złota zasada według której trzeba żyć i znowu maniakalnie skupiać się na obserwatorach, ale jeśli dopiero zaczynacie i nie macie "ustatkowanych" czytelników musicie mi uwierzyć, że nikt nie przeczyta 50 faktów typu "lubię słodycze" lub lakoniczną odpowiedź na jakiś głupawy tag, czyli najbardziej uniwersalne "zależy". Jestem w 90% pewna, że to tylko moje zdanie, ale wydaje mi się to wyjątkowo głupawym sposobem na zapchanie bloga. A jeśli nie masz pomysłu na notkę, to fajnie zbierać requesty od czytelników, problematycznie robi się wtedy, gdy co chwilę musisz przepraszać za swoją nieobecność, bo nie było o czym napisać. To znaczy, że albo jesteś wyjątkowo kiepska w tym, co próbujesz robić, bo inspiracje są wszędzie lub stawiasz sobie poprzeczkę za wysoko. Nikt się nie obrazi, jeśli postawisz na jakość i nie będziesz uzupełniała bloga dzień w dzień o tym, co się wydarzyło w szkole, jak trudne jest życie nastolatki i co zjadłaś na obiad.

Posty tematyczne
Posty tematyczne są świetną sprawą i niech wszystkie bóstwa japońskie błogosławią osobie, która je wymyśliła. Idealne miejsce, by dać upust swoim negatywnym emocjom (jak ja teraz) i poruszyć jakiś ważny problem społeczny, no chyba, że wybierasz sobie najbardziej oklepany jak np. hejterzy w internecie. I chyba, że traktujesz temat po macoszemu, na zasadzie czterech zdań "to jest niefajne, nie popieram, powinniśmy się szanować i lofki". I chyba, że co paragraf wstawiasz swoją selfie (samojebka dla mniej wtajemniczonych), która nie jest w ogóle związana z tym, o czym piszesz, ale masz silną potrzebę opatrzenia tekstu jakąś grafiką, więc randomowe zdjęcie powinno uratować sytuację. No nie, na ogół wywołuje tylko uśmiech i lekkie zażenowanie osoby czytającej.


Jednym z głównych powodów dla których nie lubię używać zwrotu feszyn blogerka jest przede wszystkim pewien stereotyp, o których pewnie dużo z Was nie myśli, skoro i w naszym kraju mamy świetną ekipę współpracującą ze światowymi markami, będące wizytówką polskiej blogosfery. To są osoby będące poza zasięgiem tej notki, teraz mam na myśli inne "szafiarki". Nie jestem głupia, a przynajmniej tak siebie postrzegam. Próbujcie ludziom udowodnić to samo. Wiem, celem Twojego bloga jest pisanie o ubraniach, ale postaraj się opchnąć trochę dodatkowej treści, która może wzbogacić czyjąś wiedzę, przy okazji pokaż, że są inne tematy, w których poruszasz się swobodnie. To jest strasznie trudne. Nie wszyscy są przeznaczeni do bycia erudytami i tu jestem też ja, bo mam ulotną pamięć i po 10 minutach zapominam, o czym czytałam przed chwilą, ale próbujcie. Nie jestem dumna z etykietki feszyn blogerki, bo nie chcę, aby mnie postrzegano jako osobę infantylną, ograniczoną i przede wszystkim próżną. 

Młode dziewczyny te z kategorii bardzo lifestyle'owych zakładają blogi i uważają, że z tym momentem rozkładają czerwony dywan w Mediolanie i wszyscy ludzie związani z modą będą im się kłaniać i wysyłać masę darmówek. Darmówki są fajne, dopóki nie widzi się w nich jedynego sensu prowadzenia własnej strony i spędzania godzin przed komputerem, żeby namówić ludzi do wyklikania odpowiedniej ilości wyświetleń. 


a teraz, żeby sama się utwierdzić w przekonaniu, że nikt tego nie przeczytał, a żebyście mogli cokolwiek napisać w komentarzu (ci, którzy się przynajmniej wysilają) zadam Wam pytanie: co najbardziej denerwuje Was na blogach?

ps: nie dawajcie unsubów, serio Was lubię i nikogo nie potępiam za pisanie o tym, co sprawia, że jesteście szczęśliwi, bo to jest najważniejsze i oprócz tematu sheinside, który chciałabym, żebyście przemyśleli, to nie napisałam tu niczego, co miało na celu obrazę kogokolwiek. Po prostu Agnieszka (pani fotograf) miała egzaminy w tym tygodniu i nie chciałam jej rozpraszać, więc stwierdziłam, że sama mogę coś dłuższego przez święta wymęczyć. Chociaż, może za bardzo się usprawiedliwiam przed samą sobą, a i tak przyjdzie banda osób, które uznają mnie za gotową do obserwacji za obserwację i całkowicie oleją to, co pisałam przez prawie 3 godziny. 




piątek, 18 kwietnia 2014

For crying out loud, settle down! (`皿´)


#np The 1975 - settle down

Podoba mi się ten outfit, nawet jeśli zdecydowanie przesadzam z ubieraniem tej dżinsowej katany upolowanej w lumpku z rok temu, nie umiem używać dobrze czarnej szminki i prawdopodobnie znajdą się ludzie, którzy powiedzą mi, że mam za duży brzuch do noszenia crop topów, ale nieszczególnie przeszkadza mi to we wpatrywaniu się w te zdjęcia z zachwytem i dostrzegania postępów w moim pozowaniu, jeśli tak można ująć moje pokraczne próby wyglądania korzystnie, chociaż moja mama otwarcie przyznała, że wyglądam lepiej w internecie, niż na żywo. Jeszcze raz ci dziękuję, mamo.

Podejrzewam, że nikt, kto nie siedzi w kulturze japońskiej, a przeszedł obok wieszaka z tym crop topem, nie zastanowił się, czy wzór kota faktycznie ma jakieś znaczenie, czy jest może kolejnym idiotycznym nadrukiem serwowanym w sieciówkach dla mało wymagających klientów. Tymczasem ma, a dokładniej, przedstawia on Maneki-neko, kota, który swoją podniesioną łapą ma przyciągać klientów, gości, pieniądze i wszelkie ziemskie dobrobyty. Tradycja tej figurki wywodzi się kultury japońskiej i chińskiej. Im wyżej podniesiona łapa - tym więcej zyskuje jej posiadacz. Mało popularne są maneki-neko z dwoma podniesionymi łapami, gdyż uważa się je za przesadę.

Skoro już jesteśmy przy temacie Japonii, czyli moim koniku i chorej fascynacji, to nie powstrzymam się przed podzieleniem książką, która mnie ostatnio oczarowała, a mianowicie reportaż Joanny Bator Rekin z parku Yoyogami. Kilka miesięcy temu obiecałam sobie, żeby Japonią interesować się trochę poważniej, a swoją wiedzę nie bazować jedynie na rosnącym stosie mang i kolejce anime do zobaczenia, więc zaczęłam odwiedzać dział literatury japońskiej, oglądać video blogi Krzysztofa Gonciarza i sama poczytywać sobie różne strony.  Prawdopodobnie gdybym wylądowała w Japonii, byłabym zbyt przerażona wszechobecnością "krzaczków" i tym, że zaraz zrobię coś wyjątkowo niestosownego, ale wierzę, że kiedyś uda mi się tam dotrzeć, a wtedy będę mogła otwarcie powiedzieć, że tam przynależę.


I truly like this outfit although I wear this denim jacket way too often. I can't help that it matches everything perfectly and gives that 90s/grungy touch. Do you recognize the cat from my crop top? It's maneki neko, can popular in Japan and China which is known as talisman of good luck, money or simply inviting guests. I need the white one in my new room. Some asked me to make a post with room tour and believe me or not but I really like this idea. Sharing is caring, huh? It won't be that quick though I'll have to move first and live there some time so I make sure everything is the way I want it to be.
Now, let me spend my whole spring break with books, carrot juices and stalking people on instagram. Have a very happy Easter if you do celebrate it. If not, do you best to survive this weekend like you always do.

crop top - h&m | pants - tesco | creepers - ebay | denim jacket - second hand | sunglasses - ebay | earrings - ebay

Jako, że następna notka dopiero za tydzień, to chciałabym Wam już życzyć udanych, radosnych świąt Wielkanocy, abyście nie zwariowali w natłoku tych creepy kurczaczków, kolorowych jajek i ludzi, którzy strategicznie biegają z pistoletami na wodę, jakby to był co najmniej counter strike. Jeśli ich nie lubicie tych świąt lub zwyczajnie ich nie obchodzicie - starajcie się po prostu przeżyć te kilka dni. A że święta to podobno czas dawania, a ja jestem wiecznie thirsty (chociaż i tak nie jestem prowadzącą blogerką w tej kategorii) to przypominam o nominacji mojego bloga w kategorii best teen style na company.co.uk, bo to znaczy bardzo wiele (。´∀`)ノ

piątek, 11 kwietnia 2014

Monochrome outfits ft. LovelyShoes.net

#np Lady Gaga - princess die

Ostatnio przeglądałam sobie oferty różnych sklepów i dość przypadkowo wpadłam na lovelyshoes.net. Liczba pięknych butów jest dosłownie przytłaczającą, będąc na och stronie nie wiem, na co spojrzeć. Kiedyś przeczytałam, że kobiety dzielą się na drużyny torebek lub butów. Strasznie generalozujący pogląd, ale jesli miałabym siebie gdziekolwiek przyporządkować, to poszłabym za butami. Wcale nie odkryłam tego niedawno, bo zawsze uwielbialam je oglądać. 
Poproszono mnie o mały przegląd sklepu, więc stwierdzilam, że zamiast zwykłych obrazków zrobię outfitowe kolaże, bo to przyjemniejsze dla oka i daje rzeczowy obraz wykorzystania oferty danego sklepu, prawda? Nie przedłużając - zapraszam do oglądania, wyłapywania swoich ulubieńców i dzielenia się nimi w komentarzach. Oczywiście uprzejmie proszę też o klikanie w linki, bo sami wiecie, że to dużo znaczy. 

I was searching through some online stores when I found lovelyshoes.net. The amount of beautiful shoes is overwhelming! It's hard to not fall in love since you can find there each style, from cute pastel pumps to chunky dark platforms. All in affordable prices. I was asked to do a shop view so here we go, instead of just showing you their pieces I decided to do outfit collages. I always have fun making them and that's also better way to show you how great these shoes go along with different styles. Enjoy and please click the links below shoe pics, thank you so much!













Ostatni post był przeze mnie na szybko edytowany w celu dodania dopisku o pewnej nominacji, ale dużej części pewnie to umknęło, więc nie kamienujcie za powtórzenie się, ale taka jest sprawa: jeśli macie chwilkę, to proszę, nominujcie mojego bloga (supcarolyn.blogspot.com) na http://www.company.co.uk/magazine-hq/company-style-blogger-awards-2014 w kategorii best teen style, wiem, ze nie mam żadnych szans i jestem frajerem, ale chciałabym spróbować przynajmniej, może coś fajnego z tego wyjdzie.
Nie trzeba się rejestrować czy coś, podajecie tylko maila i zaznaczacie, że nie chcecie od nich otrzymywać wiadomości, więc nie będzie żadnego spamu. Z góry dziękuję i przesyłam mnóstwo miłości ♥

If you have few seconds, please nominate me on http://www.company.co.uk/magazine-hq/company-style-blogger-awards-2014 for best teen style. No registration required. It will mean a world to me, thank you all 


piątek, 4 kwietnia 2014

guns hidden under our petticoats ︻デ═一 ▸

#np the 1975 - chocolate

Lubię kreację dziewczyny w chocolate. Ubrana od stop do głów w czerń, z pistoletem pod halką, manipulantka, która roztacza słodki zapach czekolady. W ogóle lubię obraz kobiety przedstawiany przez nich. Może dlatego, że mam wielkiego crusha na front mana (późno przechodzę nastoletnie zauroczenie zespołami), ale lubię te urocze szyderstwo w Girls i zgubne oddanie settle down. Nie chcę oceniać muzyki, bo nic o niej nie wiem. Nie chciałabym nikomu dyktować, co jest sztuką, a co tylko śmieciem, po prostu lubię the 1975. I kiedyś miałam momentu, gdy krzywiłam się po usłyszeniu, że ktoś znajduje modową inspirację w muzyce, ale słuchając ich piosenek mam jakiś realny obraz w mojej głowie, którym chciałabym się stać. 
Kratka dalej mi się nie znudziła, a przy tym typie sukienek, które pokochałam, wygląda jeszcze bardziej czarująco. Kojarzą mi się z tymi, w które ubierała mnie mama do przedszkola, ale wtedy niezbyt za nim przepadałam. Teraz zaś nie mogłam się doczekać paczki z Glitter for Dinner, czekałam coś koło 2 tygodni, ale zdecydowanie było warto. Też lubicie te bardziej spersonalizowane paczki, które wyglądają jak prezent od Was dla Was? Moja przesyłka była ręcznie wypisana, obklejona kolorowymi kotami i serduszkami, a po otwarciu ukazała się żółta paczuszka przewiązana liliową wstążką do której dołączono holograficzne naklejki. Czekam na komentarze, jak bardzo to infantylne, ale kradnie moje serce i czekam na przypływ gotówki, bo na pewno coś jeszcze zamówię z tego sklepu.

I've been listening to The 1975 for the past few days and I'm deeply in love with their music and also creation of modern woman. It's not like I'm dictating anybody what good music since I know nothing about it and I can respect your taste buuuuut they do deserve round of applause.
I'm still not over tartan pattern and pinafore dresses kinda remind me of the ones my mom used to make me wear in kindergarden which was total tragedy. As everything in life changes, I got rid of my hate and after ordering this piece from GFD I couldn't wait for my parcel to arrive. I like customized packages that look like a gift from myself to myself. That's how i would describe this one: covered with stickers, lilac ribbon and yellow paper. Super cute! Give me some $$$ and I'll order more aye

dress - GFD / bracelet - ebay / sheer top - sh / shoes - ebay 

jeśli macie chwilkę, to proszę, nominujcie mojego bloga (supcarolyn.blogspot.com) na http://www.company.co.uk/magazine-hq/company-style-blogger-awards-2014 w kategorii best teen style blogger, wiem, ze nie mam żadnych szans i jestem frajerem, ale chciałabym spróbować przynajmniej, może coś fajnego z tego wyjdzie.
Nie trzeba się rejestrować czy coś, podajecie tylko maila i zaznaczacie, że nie chcecie od nich otrzymywać wiadomości, więc nie będzie żadnego spamu. Z góry dziękuję i przesyłam mnóstwo miłości ♥
There’s as many atoms in a single molecule of your DNA as there are stars in the typical galaxy. We are, each of us, a little universe.
- Neil de Grasse Tyson
.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}