piątek, 30 maja 2014

witches be trippin

#np Iggy Azalea - Murda Bizness

W środę miałam urodziny i z przykrego obowiązku poprawiam wszędzie swoje opisy, zamieniając 6 na 7. Kiedyś byłam zdania, że 17 lat to taki nijaki wiek, bo za późno, by być uroczą trzpiotką wyrwaną z serialu na MTV, a jeszcze za wcześnie na wszystko, co pozwala czuć się dorosłym w zmaterializowanej formie. Chociaż mam przed sobą pewnie kolejny ekscytujący rok siedzenia przed komputerem, wydawania pieniędzy na zakupach online, czytania książek, których nikt już nie czyta i przepijania hektolitrów mleka kokosowego. 17 lat to już nie przelewki, dlatego zaplanowałam kilka rzeczy, które chciałam zrobić od dłuższego czasu, zmiany w moim wydaniu nigdy nie są radykalne, ale wychodzę z założenia, że tylko te wprowadzane stopniowo mogą mieć realny wpływ na nasze życie. 
Dzisiaj troszkę witchy vibes, bo mimo, że AHS Coven skończyło się już dawno, dalej żyję (i nie tylko ja zresztą) czarnymi, wiśniowymi szminkami, kapeluszami z dużym rondem i chęcią przejścia testu siedmiu cudów.

I've turned 17 this Wednesday and with unpleasant duty I'm changing all my online BIOs from 6 to 7. When I was younger I used to think this age sucks so badly since you can't do legally most things but still you're too old to be socially acceptable while drinking hello kitty juice (best regards to one of my instagram comments saying that hello kitty is for 5 yrs olds). I keep telling myself how I want to change something but I've been in this point for my entire life so I guess it's just another year of reading books, spending money I don't have and sinking in the coconut milk. 
A little bit witchy outfit today. May the AHS Coven be done but my black heart will never be. Cherry black lipsticks, hats and basically layering all shades of darkness will make me pass the seven wonders test. 

crop top - MYVL/skinnybitchapparel | furry cardigan - ebay | denim - h&m | shoes - ebay 
sunglasses - allegro | hat - ebay | case - tally weijl

środa, 21 maja 2014

rape coulture & slut shaming


Pierwszy taki wpis zamieściłam na twitlongerze po wycieku pewnego zdjęcia Meet&Greet Justina Biebera z dziewczyną, która przyszła w skąpym stroju, a mianowicie w czymś takim. Przez pewien czas uważałam ten temat za wyczerpany, ale doszłam do wniosku, że potraktowałam go trochę po macoszemu, a przede wszystkim miał bardzo mały zasięg, bo wydawało mi się wtedy, że taki temat nie przystoi prawdziwiej feszyn blogerce, która potrafi pisać tylko o swoich ubraniach, ewentualnie kosmetykach. Ale kiedy napisałam Dying Beauty miałam najwięcej w historii bloga wyświetleń w ciągu jednego dnia, dużo komentarzy, w których osoby podjęły dyskusję, a także ogrom pozytywnych wypowiedzi i uścisk dłoni mojej matki, która powiedziała, że "mogłam komuś uratować życie". Wydaje mi się, że dzisiejszy post będzie cięższy do strawienia, co wcale nie deprecjonuje poprzedniego, bo oba zjawiska w moim przekonaniu są równie poważne.

Zacznijmy od początku. "Kultura gwałtu" odnosi się do kultury w którym gwałt jest normą, a winowajczynią jest kobieta. Wiedzieliście o tym? Pierw wzięłam to za swego rodzaju skrajność, ale gdy raz po raz na tumblr wyskakiwały kolejne posty z pokrzywdzonymi kobietami i hasła kampanii społecznych, zrozumiałam, że problem istnieje i przybiera coraz różniejsze formy.
Kiedyś koleżanka zapytała mnie, po co w ogóle mamy jeszcze ruchy feministyczne, skoro wydaje się, że kobiety i mężczyźni są równi? Ano po to, żeby nikt nie mógł kontrolować naszego ciała.

The way we dress does not mean yes 
Smutne jest to, że uczymy dziewczyny jak się ubierać, by wyglądać "przyzwoicie", nie eksponować swojego ciała, ale nie uczymy chłopców, jak nie gwałcić. W amerykańskich szkołach coraz częściej dyrektorzy zmieniają zasady dresscodu, gdyż dziewczyny w krótkich spódniczkach i szortach rozpraszają męską część. Szkoda, że nikt nie krytykuje chłopców za noszenie koszulek typu "cool story babe, now go make me a sandwich"
Smutne jest to, że wciąż funkcjonuje argument, że kobieta mogła kogokolwiek sprowokować swoim wyglądem, czerwona szminka przysługuje jedynie prostytutkom i najlepiej, jakbyśmy cofnęli się do czasów krępowania stóp i noszenia pasów cnoty, aby się przypodobać mężczyznom i pokazać, jak mało mamy niezależności.
Odsłanianie naszego ciała jest faktycznie bardzo gorszące zważywszy na to, że mam XXI wiek i wszyscy są pogodzeni ze swoimi ciałami, prawda? Byłam naprawdę zbulwersowana, gdy dostałam pod ostatnią notką komentarz o treści "nie podoba mi jak u młodej osoby jest widoczny brzuch , inaczej to wygląda na plaży a inaczej na ulicy, nie fajnie to wygląda". Nie staram się wnikać do niczyjej psychiki i analizować, skąd biorą się w ludziach poszczególne zachowania, ale serio? Nie zrobiłam nic nader wyzywającego, pokazałam tylko brzuch, będący wow, częścią mojego ciała. Powinnam się go wstydzić? Powinno mi być przykro, że mam brzuch? Jeżeli mam się czuć w ten sposób, to jedynie dlatego, że otrzymałam taką wiadomość od drugiej kobiety.



Im więcej granic przekracza Miley Cyrus, tym bardziej ją lubię. Z każdym kolejnym, idealnie planowanym wybrykiem, gdy cały świat się krzywi, agresywna loża internetowych komentatorów huczy, jak to młoda dziewczyna nie ma dla siebie szacunku, a ja sobie mówię damn, Miley to typ osoby, który można wielbić. Chyba wszyscy, jak tu jesteśmy znamy sprawę Wrecking Ball, którego teledyskiem niektórzy żyją do dziś. Jak mówi Miley: "jestem albo nudna, albo szmatą". Bo weźmy taki hit (tu powinnam dać cudzysłów, ale są ludzie, którzy naprawdę lubią tę piosenkę ps. dla mnie to też szokujące) jak Blurred Lines. Gdy mężczyźni rozbierają kobiety, to jest fajne, rozrywkowe, komercyjne i nikogo nawet nie interesuje, że gdzieś tam w Ameryce przeprowadzono bardzo oburzający projekt, a mianowicie poproszono zgwałcone kobiety, o napisanie na kartce tego, co powiedział do nich oprawca w tamtej chwili. Następnie zestawiono zdjęcia tych dziewczyn z fragmentami piosenki. Pokryły się. Natomiast, gdy Miley jest świadoma swojego ciała i seksualności, sama rozbiera się w teledysku -  jest szmatą. To jest ten pop, którego pragniecie? 

"brak szacunku do siebie" - to, co nosimy nie ma nic wspólnego z naszym szacunkiem do siebie. Szacunek definiują nasze wartościowanie przekonań, opinii, wyrażania siebie i upewniania się, że ludzie traktują Cię w sposób, na jaki zasługujesz. Każdy powinien mieć prawo do ubierania się w taki sposób, w jaki chce.
Lady Gaga przyszła kiedyś na wywiad w bieliźnie i powiedziała, że po prostu nie miała dzisiaj ochoty na zakładanie ubrań.

Nazywanie kogoś szmatą przez to, co ubiera, jaki ma makijaż, włosy i decyzje życiowe jest jednym z najbardziej niesprawiedliwych osądów, jakie można wydać na kobietę. Jedyne ciało o którym możesz decydować, to Twoje własne. Nie sprawiaj, aby inni czuli się źle, bo robią coś, co im się podoba, tylko dlatego, że Ty nie masz na to odwagi.

Mogłabym jeszcze długo lać wodę i opowiadać wiele anegdotek, jak to np. w Japonii mają święto płodności, gdzie kobiety siadają na wielkiego penisa i nie ma w tym nic gorszącego, ale 1) ostatnio dowiedziałam się, że Japonia jest poza wszelkimi kategoriami i nie można jej używać jako argumentu 2) uważam, że i tak już dużo wody przelałam w tym poście.
Coś, co chcę, żebyście wynieśli z dzisiejszego - feminizm jest naprawdę potrzebny. Kobiety zajmują obecnie wiele stanowisk, które przez wiele lat były zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn, ale nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jesteśmy równi, bo to jest jeden wielki bullshit. 

piątek, 16 maja 2014

RIDE OR DIE WHERE THE WORLD TAKES US

#np Iggy Azalea - New bitch

Ostatnio nie napisałam o tym zbyt wiele, ale teraz z braku laku ciekawszego tematu do zapełnienia tego miejsca pomyślałam "damn, może nie znienawidzą mnie tak szybko za pisanie tylko i wyłącznie o jednym". Czasem muszę sobie przypomnieć, że to mój blog i mogę tu pisać, co mi się tylko żywnie podoba. Do rzeczy. Tydzień temu w szkole dostałam powiadomienie o nowym obserwatorze na twitterze, z przyzwyczajenia sprawdziłam jego profil na którym gratulował nominowanym w rozdaniu nagród Company 2014. Klimatyczne i lepiej wprowadzające byłoby opisanie mojej reakcji, ale przez głowę przeszła mi masa myśli, dlatego z prawdziwie drżącymi rękoma próbowałam sprawdzić, czy się dostałam, ale strona nie posiadała wersji mobilnej i nie otwierała się poprawnie na telefonie. Uświadomiłam sobie, że do tego czasu nie wiedziałam jeszcze, co znaczy życie w niepewności. Dosłownie. 
Od razu gdy wpadłam do domu, rzuciłam się na komputer, a gdy zobaczyłam tam Sup Carolyn (czemu nie mogli napisać Carolyn Dolly, taką mam nazwę bloga i byłoby to dla mnie sensowniejsze, niż rozkładanie adresu, ale whatevs). Miałam ochotę, krzyczeć, płakać, tarzać się po podłodze, zjeść białe pieczywo i umrzeć szczęśliwa. Po jakiś dwóch godzinach dziwnych stanów uniesień uświadomiłam sobie, że przecież to tylko początek prawdziwych igrzysk śmierci i teraz najbardziej potrzebuję wsparcia. Jak można mi pomóc? Wystarczy wejść TUTAJ, poklikać next aż do 8 kategorii best teen style i wybrać na Sup Carolyn. Potem znowu trzeba trochę poklikać aż do 11, gdzie szybko wypełnia się formularz z imieniem, nazwiskiem i adresem mailowym. Tylko tyle, a będę dozgonnie wdzięczna.

Geez I'm so stoked about The New Classic by Iggy Azalea and I can't stop listening to her rhymes, she got me real thug this week and basically that's why I went skating the first time this year. That precious moment when you walk down the street with your skateboard and The Ragged Priest sweatshirt on in the rhytm of Fuck Love. 
However, last week I've got shortlisted on company.co.uk and I do really need your help. If you have email and name, just vote for me in he 8th category best teen style as Sup Carolyn. It will make me the happiest girl on earth although I'm not sure if I can be there since I'm from Poland and all those people are from UK but still I hope I can make it.

sweatshirt - the ragged priest | mtv crop top - tally weijl | leggings - basic | creepers - ebay
snapback - ebay

piątek, 9 maja 2014

Romanticisation of Mental Illness, Kelsey Weaver

#np Lady Gaga - Brooklyn Nights

Nie znam się zupełnie na fotografii. I mam tu na myśli kompletny brak znajomości tematu, począwszy od jakiejś terminologii a kończąc na tym, że potrafiłabym wymienić może z 3 światowych fotografów? Dlatego zazwyczaj omijam tę ścieżkę sztuki, czasami zachwycając się tym, co zobaczę na tumblr i tak było i tak razem, gdy zobaczyłam zdjęcia Kelsey Weaver. Jednak oprócz typowego, kilkusekundowego zachwytu i wciśnięcia przycisku reblog poczułam dziwne uczucie, że jest to coś, czym trzeba się podzielić. Koncepcja nie jest jakoś nader skomplikowana i pewnie sama mogłabym takie zrobić (coś, co mówi każda osoba, która nic nie wie o sztuce), a mimo wszystko tak mocno do mnie trafiły i wyperswadowały napisanie osobnej notki i opublikowanie ich tutaj. 

Angielskie słowo romanticizing po polsku znajduje odpowiednik jedynie w słowie koloryzować, co brzmi trochę paradoksalnie przy czarno-białych tumblrach nastolatków o bujnym życiu towarzyskim i wyimaginowanej depresji, ale będziecie musieli to zrozumieć w ten sposób. Nie ma niczego pięknego w rzeczach, które sprawiają ból, nie pozwalają wyjść z domu, ograniczają. Te rzeczy dotyczą zwykłych ludzi, nie cudownych bohaterów tragedii. Depresja nie polega tylko na prowadzeniu smutnego bloga i pisaniu wierszy po nocach. Depresja to brak prysznica przez kilka dni, przepocony podkoszulek i łóżko, bo wtedy nic nie ma sensu. To nie jest piękne, romantyczne, to nie jest coś, co dobrze wygląda w filmach, o czym ludzie chętnie piszą. 

I don't know much about photography and all those little things connected to that but I can say what really touches and leaves a mark on my mind. Romanticisation of Mental Illness by Kelsey Weaver is definetely one of those things since I'm really fed up with the black and white blogs featuring depressing quotes, self harm and eating disorders because it's cool. It's not. There is nothing tragically beautiful and poetic about smelling bad when you see no point in taking shower. Nothing great about swallowing tons of pills, neither laying in bed the whole fucking life. You don't need a depressing side blog to feel like you're teenager, enjoy the moments and if you need help, don't be afraid to ask the ones you love. 

Wszystkie zdjęcia dzisiaj publikowane są własnością Kelsey Weaver

Ps: dostałam się dalej w brytyjskim konkursie Company, wystarczy wejść TUTAJ i zagłosować na Sup Carolyn jako BEST TEEN STYLE (numer 8). Nie musicie nawet wybierać na siłę w innych kategoriach, można przejść dalej za pomocą next. Będę wdzięczna dozgonnie, bo to wiele znaczy!

Ps: I've made it and got shortlisted on Company.co.uk so if you feel like I deserve to be BEST TEEN STYLE (#8) vote for Sup Carolyn HERE. It means the world to me, thank you so much!

piątek, 2 maja 2014

♀ She may be young, but that girl ain’t no damn fool

#np Lola Blanc - shut the damn door

Odkąd zaczęła się przerwa majowa non stop latam pomiędzy starym, a nowym domem, obładowana kartonami z mangami, podręcznikami, kosmetykami i rzeczami bliżej niezidentyfikowanymi, które nie znajdują żadnego zastosowania w życiu, ale muszą być zamknięte w najgłębszej szufladzie i czekać. To i tak była przyjemniejsza część, bo poprzedni dzień wspominam dość dramatycznie; wszystko musiało być myte po kilka razy, dużo schylania się i łapy dinozaura po wszystkich środkach chemicznych, które przyszło mi używać. Dlatego też byłam trochę nieobecna, ale to było jak najbardziej pozytywne uczucie, a przynajmniej na krótką metę.
Na szczęście moja majówka to nie tylko katorgi związane z przeprowadzką, ale też wyjazd do Ostrawy, z czego strasznie się cieszę i nie mogę doczekać, żeby zobaczyć nowe miasto. Sprawdzam pogodę  i na sobotę przewidziano 25 C, a na niedzielę 30 C, co jest wręcz niewiarygodne.

Tekst strasznie miałki, ale nic nie poradzę na to, delektuję się swoją niezależnością i przerwą od internetu, mogę cały dzień wsłuchiwać się w czasem głupawe audycje z opowiadaniami i wpatrywać się w jeszcze puste ściany. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić room tour gdzieś jesienią, chociaż moja ekscytacja bierze górę i już niektóre fragmenty udostępniałam, ale taka moja natura.

I've been working my ass off with moving to new house and I have no time for other activities. Empty white rooms, dirty knees, running around, coffee cups, carton boxes, cleaning. Everything is messy at this point but I'll get it right asap. Thank God I have something like little spring break and I'm coming to Ostrava this weekend, yay! Can't wait to explore the city and get inspired.

crop top - h&m | skirt - ebay | mary jane platforms - lovelyshoes.net | hologram glasses - ebay
backpack - ebay

.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}