piątek, 29 sierpnia 2014

jak nie rzucić się do czynnego wulkanu czyli BACK TO SCHOOL by Carolyn

koszula - reserved / kokardka - ebay / tennis skirt - ebay / sweterek - f&f

#np danganronpa OP - never say never

Przez ten tydzień przebrnęłam przez piętrzącą się górę lepszych i tych dziwniejszych postów "ozdób ołówek na 30 sposobów" z bardzo oklepanej serii back to school, a jednak wciąż klikam w kolejne linki i obsesyjnie przyglądam się kolorowym zeszycikom, bo taka natura człowieka, że ciekawość każe nam nawet zaglądać do jego plecaka. Postanowiłam podejść trochę inaczej do tego tematu, a więc ugryźć go z bardziej merytorycznej strony i zrobić personalny poradnik, jak przeżyć. Zbiór notek dla siebie, upubliczniony, abym wiedziała, że gdzieś ktoś wymaga ode mnie pamięci o tym, co napisałam i żebym ja czuła się zobligowana do ich przestrzegania.

Wczesne wstawanie ratuje życie: Nie wiem, czy znajduje to swoje oparcie w nauce i pewnie wywoła ogólne zdziwienie ludzi, którzy rano zostawiają sobie tyle czasu, ile im dokładnie potrzeba na latanie po domu i szukanie czystych koszulek, ale tak właśnie jest. Od gimnazjum wstaję o 5-6 i zawsze mam na wszystko czas. Ubrania szykuję dzień wcześniej, tak samo jak całą wyprawkę. Rano mam czas na przegląd newsów, wypicie herbaty, przeczytanie notatek, jogę lub przypomnienie sobie o czymś, czego nie zrobiłam poprzedniego dnia. Rzadko zdarzają mi się chaotyczne poranki, to znacznie wpływa na mój dzień.

Dbaj o jedzenie: Zamówiłam sobie uroczy lunch box i mam nadzieję, że to pomoże mi zachować jakąś stałość posiłków, bo nie do końca byłam zadowolona z mojego odżywiania w poprzednim roku. Chciałabym robić urocze bento, ale nie sądzę, aby nadeszła chwila, gdy spędzę tyle czasu w kuchni wycinając gwiazdki z sera, więc zadowolę się kanapkami z awokado, dużą ilością owoców i detox water. Złe jedzenie zwykle rozleniwia, przyćmiewa umysł, co skutkuje złymi wynikami i małą produktywnością. Moim słabym punktem jest zajadanie stresu, gdy leżę z podręcznikiem przez kilka godzin muszę mieć przekąskę, więc hurtowo kupuję suszone owoce i orzechy.

MOODBOARDY: Jeśli jesteście już ze mną spory kawał czasu, to pewnie przyjdzie Wam na myśl pewien post (sama nie wiem, czy go już nie usunęłam), ale od tego czasu dużo osób przybyło, więc objaśnię wszystko jeszcze raz, bo zdobyłam w końcu białą tablicę magnetyczną i wracam do dawnych nawyków. Wieszam tam wszystkie inspiracje: skrawki materiałów, wycinki z gazet, cytaty, zdjęcia z Tumblr, a także plan lekcji, cele na dany miesiąc/tydzień i notatki dla siebie. Kiedy widzisz to każdego dnia, łatwiej skupić się na rzeczach, które są ważne.

No negativity allowed: Zejdźmy na ziemię i powiedzmy sobie szczerze, że nie zawsze w planie dnia znajduje się miejsce na wypicie herbaty z porcelanowej filiżanki. Czasem jest ciężko podnieść się z łóżka, cały dzień zawalony nauką, a stos zeszytów piętrzy się na biurku. Kolejna niezapowiedziana kartkówka (damn), "co to było za zadanie??????", "to było na dzisiaj?". W wolnej chwili zobacz Binbō-gami ga! i pomyśl, że właśnie wyczerpałaś swój przydział szczęścia, ale Bogowie Nieszczęść niedługo przywrócą sytuację do porządku i wszystko wróci do normy. Tymczasem trzeba zacisnąć zęby, pracować 2xciężej, a po zażegnaniu ciężkiego okresu zjeść dużą miskę płatków i odetchnąć głęboko.

Treat yo self: Potrzebujesz nagród. Tylko Ty wiesz, jak ciężko jest, ile pracy musisz w to włożyć. Przestań oczekiwać od ludzi, że będą doceniali to, co robisz. Wystarczy, że Ty będziesz zadowolona ze swoich osiągnięć. Za każdym razem, gdy dostaję paczkę jest to prezent ode mnie dla mnie. Lekarstwo na wszystkie moje smutki. A kiedy nie zamawiam przez internet, biorę kąpiel z nową solą morską, czytam książki, oglądam filmy. Rytuały dają nam poczucie bezpieczeństwa, komfortu i nie pozwalają się wypalić. Czasem lepiej zainwestować w cynamonowe świeczki z przeceny, niż kolejną rzecz, która tak naprawdę znacznie się nie przysłuży.

Na asku często pytacie mnie, jakie są moje sposoby na naukę. Prawda jest taka, że kluczem do odpowiednich metod jest przede wszystkim poznanie swoich predyspozycji i odpowiednie ich wykorzystanie. Pewnie, można zdać się na poradniki sugerujące słuchanie muzyki barokowej o odpowiednim tempie i robienie przerw na wprowadzanie ciała w stan hipnozy bez hipnozy, ale łatwiej jest skupić się na sobie. Ja jestem wzrokowcem. Wszystkie moje podręczniki są pomazane kolorowymi zakreślaczami, trudniejszych słów uczę się przez skojarzenia. Nie potrafię w tym czasie słuchać muzyki, potrzebuję absolutnej ciszy, łóżka i wyżej wspomnianego jedzenia. Kiedy wiem, że mój mózg zaczyna się wyłączać i nie przyswajam informacji, robię przerwę na rowerek i po 30 minutach wracam do nauki.

Stwórz sobie alter ego (to bezpieczne i nie wiąże się z żadnymi chorobami psychicznymi, a pozwala radzić sobie ze skomplikowanymi przypadkami), chodź szybciej, mów "nie", kiedy ktoś stawia Cię w niekomfortowej sytuacji, zachowuj porządek na biurku, nie czytaj po ciemku, pij dużo wody, wyłączaj telefon, planuj, zadawaj sobie pytania, trzymaj się rzeczy, które wychodzą Ci najlepiej.
Nie wiem, czy wyrażam się jasno, ale jeśli odejdziecie od komputera i zastanowicie się, jak możecie to wykorzystać w swoim życiu - osiągnęłam swój cel.


Pytaliście na asku też o moje szkolne zakupy i chociaż to dla mnie dziwne, udostępniam Wam ich część, bo stwierdziłam, że pokazywanie gumek lub zestawu ołówków jest już co najmniej przesadą. Z plecakiem miałam niemały problem i od początku wakacji szukałam czegoś fajnego, ale zdecydowałam się na klasyczny, czarny Nike. Zeszyty wszystkie kupione są w Tesco, większość Oxfordu i kilka zeszłorocznych z Hello Kitty. Obok nich leży mały notatniczek, gdzie zapisuję angielskie słówka, których uczę się extracurricural, czyli poza szkołą, głównie z mang. Pod nim leży czarny żelopis i moje pióro, którego używam od gimnazjum, gubiłam je już tysiąc razy, ale zawsze do mnie powraca. Niżej naklejki na książki, włochaty piórnik z Tesco (mój 3 taki, chyba nie umiem wprowadzać zmian w życie) i buty Nike, kupione jeszcze w Budapeszcie. Brakuje tylko mojej śniadaniówki, ale pogodziłam się z myślą, że zabraknie jej w pierwszych dniach szkoły.



piątek, 22 sierpnia 2014

she's a selfie queen, take my picture over here

#np Zolita - Valley Gurl

Hi guiz! Starałam się nie wspomnieć o tym, że wakacje nieubłaganie zbliżają się do końca, a warto dodać, że czasy podstawówki już za mną i jestem pogodzona z faktem powtarzania się pewnych dat. Niestety, tylko to krąży mi teraz po głowie. Nie jestem smutna, zdołowana, sfrustrowana. Po prostu o tym myślę. Zawsze piszę posty z pewnym wyprzedzeniem, natomiast w piątek (dzień publikacji tego posta? who knows) jadę do liceum na próby do rozpoczęcia roku i to wywołuje u mnie dziwne uczucie, bo mentalnie byłam nastawiona na poniedziałek, ale dostałam news z ostatniej chwili,że jednak zapraszają mnie wcześniej. Nie lubię mieć planów (nawet jeśli to oglądanie House'a i Akt Zbrodni), gdy ktoś wpada i każe mi zrobić coś innego, bo zaburza całą harmonię mojego monotonnego życia. Cóż, z pokorą muszę to przyjąć. Może znowu wstąpię do antykwariatu po książki, których już nikt nie czyta i duży kubek mleka kokosowego na uspokojenie skołatanych nerwów. 

Swoją drogą kurteczka jest jedną z moich ostatnich lumpeksowych nabytków. Taka dziwna, ale z drugiej strony strasznie urocza. Normalnie lata 60, Bee Gees'i, jak powiedziała moja matka. Widziałam kiedyś podobną we FRUiTS!, więc jak mogłabym się jej oprzeć? Pewnie nie będę nosiła jej zbyt często, ale za 2 zł mogę w niej wyjść te kilka razy, prawda? Notka dla ludzi, ktorzy będą mi pisali, że mogłam ją przynajmniej wyprasować: zrobiłam to, ale materiał się tak szybko gniecie, mimo wszystko. A to było chyba konieczne do dodania, bo czytając komentarze pod ostatnią notką musiałam ocierać łzy z oczu. Serio, czy poprawianie mojego "chumanistka" było niezbędne? Wydawało mi się, że użycie niepoprawnej formy w tym kontekście miało oczywiste znaczenie, ale chyba zbyt dobrze je ukryłam...


Hi guiz! I'm trying real hard not to mention that school is staring in less than two weeks but I'm concious about repeating some dates so it's not that bad after all. I'm not sad, depressed or frustrated (maybe that's all just gonna come soon). I just sit there, stare in the wall and think over things. I'll be back in my high school on Friday to take part in rehearsal for the 1st September what gives me that weird feeling that things are going too fast for me. I wasn't mentally prepared for this.
However, I trifted this perfet pink jacket few days ago and I'm so happy with this purchase. Like, isn't it cute and edgy at the same time? It cost me around 50 cents so although I won't be wearing this often, it was totally worth it getting! 


platform slip on shoes - lovelyshoes.net | pink jacket - sh | mesh top - sh | pants - ebay | sunglasses - allegro 
clear backpack - ebay | sport bra - ebay

środa, 13 sierpnia 2014

Rainy days and black umbrellas


My condolences
I shed a tear with your family
I'll open a bottle up
Pour a little bit out in your memory
I'll be at your wake dressed in all black
I'll call out your name but you won't call back
I'll hand a flower to your mother when I say goodbye
'Cause baby your dead to me

❁ ❁ ❁
Długo mnie nie było, ale dużo z Was, czytelników mojego skromnego bloga i odbiorców zagmatwanej paplaniny wie, że byłam na wakacjach w Budapeszcie i chociaż mogłam opublikować post, wolałam na chwilę uwolnić się od mojego przyjemnego obowiązku i oddać cudownemu lenistwu, jakie przynosi wielkie miasto i smród metra. Swoje sumienie uspokajałam dumnym planem napisania notki podsumowującej wyjazd, coś jak zeszłoroczne "Croatia via instagram", ale wstawiłam tam zaledwie 4 zdjęcia, a pozostałe 600 zalegających na moim telefonie utrudnia wybranie góra 20, więc pozostałam w kropce na kilkanaście godzin, aż nie położyłam się z laptopem i stwierdziłam, że jestem winna przynajmniej skrótowy opis tego, jak spędziłam ostatnie 9 godzin, bo na pytanie "jak było?" nie przystoi chumanistce odpowiedzieć "fajnie". 

Podróż była męcząca, 7 godzin malowniczą trasą wioskami, które można by określić zapomnianymi przez Boga i czekającymi na wprowadzenie się jakiś państwa Kirishiki. Na zmianę tylko spanie, czytanie książki, zapętlanie piosenek Melanie Martinez i dbanie, aby żadna kończyna nie zdrętwiała. W końcu dotarliśmy na miejsce i 15 minut czekaliśmy na panią z kluczami, która robiła dobre wrażenie, ale chciała mnie wpakować do windy, więc trochę ujęło to naszej znajomości. W sumie, skąd miała wiedzieć, że nie lubię wind. Wdrapywałam się po schodach z początku wolno, ale 4 piętra dalej nie było widać, doszłam na górę spocona i zdyszana. Tak wyglądały moje wszystkie powroty do różowej kamienicy przy placu Nyugati 5.

Wstawaliśmy zazwyczaj o 10:00, jedliśmy śniadanie i ruszaliśmy w miasto. Słyszałam, że obecny premier wierzy, że każdy powinien mieć pracę, nawet jeśli jest trywialna i za marne grosze, dlatego na każdej stacji metra stoją kontrolerzy biletów. W większości przypadków w liczbie dwóch, są zajęci rozmową, więc tylko kiwają głowami i zapraszają do przejścia dalej. Linia kursująca obok hotelu była wyjątkowo obskurna, co prawda nie była to słynna M1, czyli zbudowana w XIX wieku i najstarsza w Europie zaraz po Londynie, ale siedzenie w jej dusznych wagonikach przyprawiało człowieka o dreszcze, wszyscy siedzieliśmy z kamiennymi twarzami, ale wiedzieliśmy, że gdzieś tam obok znajdują się rajskie stacje M4 z pięknym designem, klimatyzacją i plakatami festiwalu Sziget.

Zobaczyliśmy wszystkie najważniejsze miejsca, ale żeby zgłębić Budapeszt potrzeba o wiele więcej czasu, dziennie bywaliśmy w Budzie, potem znowu Peszcie, a gdy błądziliśmy i wsiadaliśmy do przypadkowych autobusów wywozili nas na drugi brzeg Dunaju i wracaliśmy do Budy. Chyba najbardziej zaskoczył mnie cyrk węgierski z największymi gwiazdami Europy, cudowna architektura, bardzo sympatyczni ludzie (cierpliwie odpowiadali na pytania błądzących turystów, a jedna pani po włosku próbowała nam wytłumaczyć trasę) i te dziwne placki zwane langoszami, których tłustość mnie obrzydzała, ale i takie rzeczy jadł człowiek po kilkugodzinnym marszu. A pogoda była nieznośna, upały strasznie mi dokuczały, aż pojawiała się wysypka na rękach. Wyglądałam jak trędowata, a jednak coś wewnętrznie mnie radowało, że mój wstręt przed słońcem urzeczywistnił się, nawet jeśli jest to postać swędzących krostek, które po powrocie do hotelu wyglądały, jakby ktoś pisał Braillem na moich rękach.
❁ ❁ ❁

shoes - lovelyshoes.net / earrings, hat, sunglasses - ebay / skirt - trifted / bag - vintage / top - h&m

piątek, 1 sierpnia 2014

you're doing it right!

Jakiś czas temu napisałam notkę o firmach, które unikam, więc czas na przeciwieństwo, czyli marki, które zasłużyły na brokatową gwiazdkę z napisem you're doing it right.
Jestem przekonana, że oprócz ludzi, którzy mają znaczenie globalne jest mnóstwo małych sklepików, biznesów, które również odwalają kawał dobrej roboty, ale ta krótka lista prezentuje wyłącznie wybrańców, którzy w ostatnim czasie zyskali moją sympatię.

LIME CRIME

Kosmetyki Lime Crime robią furorę na całym świecie, wegańskie i cruelty free prędko kradną serca blogerek i celebrytek. Jeśli ktokolwiek miał z nimi styczność, nie powie złego słowa o kolorze, trwałości czy opakowaniu, bo wysoka jakość jest w cenie produktu opatrzonego hologramowym jednorożcem - maskotką firmy. Ciężko jednak mieć z nimi styczność, ponieważ kosmetyki są niedostępne w Polsce i trzeba je sprowadzić ze Stanów.
Warto zwrócić szczególną uwagę na twórczynię marki, a teraz jedną z najbardziej wpływowych osób świata makijażu, Doe Deere. Ludzie mówią wiele rzeczy na jej temat, ale ja przeczytałam wystarczająco dużo wywiadów, aby wyrobić sobie własne. Xenia, bo tak nazywa się naprawdę urodzona i wychowana w Rosji CEO Lime Crime przebyła długą drogę na szczyt i nawet teraz pracuje w laboratorium ze sztabem chemików, a w prowadzeniu firmy pomaga jej mąż i matka.



ALWAYS
Do niedawna Always kojarzyłam z głupimi piosenkami w reklamach i kobietami tańczącymi w białych sukienkach podczas okresu, co wyglądało mało przekonująco, ale z drugiej strony skłaniało mnie do rozważań, jak ja wzięłabym się za promowanie podpasek. Okazało się, że można to zrobić dobrze, a przy tym stworzyć kampanię uderzającą w czuły punkt patriarchalnego społeczeństwa i pokazać, że #LikeAGirl nie jest negatywnym określeniem.

Myślę, że ta kampania jest na tyle przekonywująca, że nie wymaga komentarza. Pierwszy raz zobaczyłam ją na Tumblr, ale teraz cieszę się, że została przetłumaczona na polski i pojawia się między filmikami na YouTube, zawsze oglądam ją do końca i myślę "damn, w końcu ktoś zrobił to dobrze"

LUSH
Lush jest dobrze znaną i ogólnie lubianą firmą słynącą z ręcznie wyrabianych, wegańskich kosmetyków i walce z testowaniem kosmetyków na zwierzętach. Z tym ostatnim wiążę się kontrowersyjna kampania, choć dam sobie rękę uciąć, że duża z Was o niej nie słyszało. Londyński Lush przy Regent Street przez 10 godzin prowadził na performerce testy. Te same testy, które laboratoryjne przechodzą setki zwierząt dziennie. Jaqueline Traide była zmuszana do jedzenia, wstrzykiwano jej różne substancje, zgolono głowę. Mimo, że artystka nie odczuwała bólu i był to tylko performance, przesłanie było jasne - przyzwalamy na czyjeś cierpienie. 



H&M
Rzadko chodzę po sieciówkach, ale zawsze byłam fanką H&Mu. Trzymają poziom, a przede wszystkim dbają o środowisko i są świadomi swoich działań. Ich kosmetyki nie są testowane na zwierzętach, nie sprzedają prawdziwych futer, a skóry pochodzą od zwierząt hodowanych dla mięsa. Od 2004 współpracują z UNICEF i doglądają, aby w ich fabrykach nie zatrudniano nieletnich, a płace pozwalały wyżyć pracownikom. Niedawno zorganizowali akcję H&M Conscious, gdzie zbierano stare ubrania, aby dać im nowe życie, a moda nie poszła na marne.

Kogo z tej listy wspieracie albo o kim powinnam jeszcze wspomnieć?

Na zakończeniu chciałam wspomnieć, że wyjeżdżam do Budapesztu, więc przez tydzień lub dwa nie będą pojawiać się posty na blogu. Przepraszam i liczę na zrozumienie :(
.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}