piątek, 31 października 2014

happy #ValfreHalloween

#np 『rockleetist 』 Can't I Even Dream?

Wesołego Halloween! Przyznam szczerze, że już miesiąc temu sprawdzałam, w jaki dzień wypada halloween i jak to rozplanować w czasie, a gdy zorientowałam się, że jest to piątek, dear Lord, czy to może być dzieło przypadku? Z pewnością nie, raczej dzieło zwykłej cykliczności, a jednak nie mogło być już lepiej dopasowane do mojego grafiku. Od tego momentu zaczęłam intensywnie myśleć, co można w takim dniu napisać na blogu, oprócz sztampowych postów typu: kopiowanie z google jakiś podstawowych informacji, żeby zabłysnąć swoją multikulturową wiedzą albo potoku słów, jak to bardzo amerykanizujemy Polskę i właściwie to już tydzień przed świętem zmarłym powinniśmy szorować groby i płakać nad marnością życia. Dla mnie halloween ma takie znaczenie, że mogę wyjść na ulicę w kokardkach z gałką oczną i wydaje się to w ten jeden dzień w roku społecznie akceptowane. Jeśli gustujesz w dziwacznych akcesoriach lub po prostu ubierasz dzień w dzień czerń, zaczynasz mimowolnie lubić 31 października. 
Wiecie lub nie, jestem samozwańczą giveaway whore, codziennie wynajduję różne konkursy i czasem myśle, że moje życie przypomina stereotypową amerykańską panią domu, której świat kręci się wokół wycinania kuponów z gazety, ale tak - zdarza mi sie zapisywać daty poszczególnych rozdań, aby niczego nie przeoczyć. I wlasnie jakieś 2 tygodnie temu dowiedziałam się o konkursie organizowanym przez Valfre, ilustratorkę, ktorej prace pokazywałam na blogu. Tu nawet nie chodzi o nagrodę i mowię to wszystkim, którzy mnie słuchają, liczy się sama możliwośc bycia jedną z jej dziewczyn, bo o to wlasnie chodziło. Wygrywa najlepsze przebranie. Uważam, że są o wiele lepsi ode mnie (cóż można wyczarować z 97% czarnej garderoby, gdy rysunki valfre to ekspozja kolorów), ale i tak wypadam nienajgorzej 

Nie lubię nazywać robieniem zdjęć na bloga sesjami, bo wydaje mi się, że to słowo zbyt wyniosłe, ale tym razem zanim cokolwiek przygotowałam z panią fotograf, make up i doczepianie sztucznych rzęs (o zgrozo) zajęły więcej czasu niż przewidziałam, na dworze zrobiło się ciemno i tyle było dobrego światło. Niektórym zdjęciom dodało to klimatu, inne wyglądają okropnie, ale powtarzanie tego całego procesu w inny dzień byłoby ponad moje siły i tak już nadwyrężone przez nieludzkie pozy, jakie przybierają Valfre Gals. Niemniej jednak, zapraszam na dzisiejsze zdjęcia:



piątek, 24 października 2014

blurring the line between real and the fake

#np Lana del Rey - National Anthem

Zbliżamy się nieustannie do mojego ulubionego okresu w roku, więc narasta we mnie ekscytacja, a jednocześnie zaczynam biegać z wszystkimi pomysłami, wiecznie czegoś mi brakuje i wymyka się, a byłam pewna, że już zostało pochwycone. 
To była poetyzacja tego, że najprawdopodobniej w halloween zapalę sobie świece w rytualnym kręgu i będę czytać wszystkie mangi Junjiego Ito, a może i nawet zaszaleję z czymś bardziej egzotycznym po przejrzeniu mojego ulubionego tumblr o horror mandze. Pytacie, skąd biorę pomysły na halloween - głównie stamtąd, czasem też przeglądam instagrama artystek makijażu i zachwycam się tymi dziełami, których ja oczywiście nie umiałabym powtórzyć. Poniżej kilka obrazków, aby lepiej wczuć się w ten klimat, tak jakby ktoś nie przechodził koło stoisk pełnych dyń i kiczowatych strojów. 











piątek, 17 października 2014

CAROLYN GOES HALLOWEEN: pumpkin face & hair mask

Hej! Mamy w końcu jesień, zbliża się halloween i chociaż ja uwielbiam to anty-święto w Polsce, w tamtym roku na bloggerze pojawił się wysyp postów, jak to źle kultywować zagraniczne tradycje i sprzedawać duszę poprzez wycinanie dyń i zbieranie cukierków. Dzisiaj zatem coś lżejszego, bo i do halloween pozostał tydzień. Myślałam, czy nie opublikować tej notki 31, ale jeśli z supermarketów mają poznikać sezonowe produkty, to lepiej zrobić to wcześniej, prawda? A poza tym, sama nie mogłam się doczekać. Jesień to dla mnie zimno, zimno, jeszcze zimniej i nagle przychodzi okres października, gdy człowiekowi robi się cieplej w sercu na widok babeczek z lukrowymi dyniami i kupuje zapas słodyczy dla dzieciaków, z gorzkim uczuciem, że jest się za starym na takie zabawy.

Bez dłuższego rozczulania nad sobą, przechodzę do jesiennego diy na które długo czekałam i cieszę się, że kolejny raz wcielam się w rolę królika doświadczalnego i testuję dziwne przepisy wyciągnięte z odmętów internetu. Bo trzeba przyznać, nie każdy ma odwagę do próbowania kosmetyków domowej roboty, prawda? 
Wszystkie proporcje, jakie podaję mają zapełnić moje słoiczki kupione w Pepco. Należy je modyfikować w zależności od własnych potrzeb. Głównym składnikiem jest puree z dyni, które w okresie halloweenowym można kupić w wielu marketach, ale o wiele zabawniej jest spróbować własnych sił kulinarnych i przyrządzić je w domu, a jest to banalnie proste (- powiedziała Carolyn, która ogranicza się do obsługi mikrofalówki). Według speców od gotowania najlepsza jest odmiana małych dyń (takiej właśnie używałam), jeśli chodzi o walory smakowe, ale z góry zakładam, że nie tego będziemy oczekiwali od maseczki na twarz i włosy. Swoim dynią odkrawamy górę z ogonkiem, przecinamy na pół i wydrążamy miąższ z pestkami. Wykładamy blachę papierem do pieczenia, kładziemy połówki dyni środkiem do dołu i wkładamy do wcześniej rozgrzanego pieca w temperaturze 200 C na 30-35 minut (nieźle wybrnęłam z tego, że nie napisałam prędzej, iż powinniście byli włączyć piec?). Po upływie tego czasu wystarczy tylko ściągnąć skórkę, która odchodzi bardzo łatwo i zmiksować wnętrze dyni na puree.

maseczka do twarzy:
2 łyżki puree / łyżeczka soku z żurawiny / łyżeczka miodu / szczypta brązowego cukru (jeśli potrzebujecie peelingu, można dodać go więcej) / szczypta cynamonu
Nakładam ją po prysznicu, pozostawiam na ok. 10-15 minut i dokładnie myję twarz.


maska do włosów: 
2 łyżki puree / 1 łyżeczka miodu / 1 łyżeczka jogurtu / 1,5 łyżeczki oleju kokosowego
Maskę nakładam na suche bądź zwilżone włosy na ok. 10 minut, a następnie dokładnie je myję. 

Samo wykonanie nie potrzebuje swojego opisu, wystarczy wszystko wpakować do słoiczka lub pierw do miski i dokładnie wymieszać. Ważne jest również, aby pamiętać o odpowiednim przechowywaniu, najlepiej trzymać je do tygodnia w lodówce.

A tak prezentują się moje dwa słoiczki: ciemniejszy (z cynamonem) to maseczka do twarzy, a jaśniejszy - do włosów.

Składniki zawarte w dyni wygładzają skórę, złuszczają martwy naskórek, regulują zawartość wody w komórkach, pomagają przy podrażnieniach, a więc w kosmetykach, czy też nie - po dynie warto sięgać, a gdy jesienią pojawiają się w sklepach, warto je kupować. A Wy, wykorzystujecie jakoś dynię?

piątek, 10 października 2014

people who cant handle all black outfits are weak

#np Guren no yumiya 

W niedzielę byłam na pokazie japońskiej ceremonii herbacianej, a także sama miałam okazję zrobić własną herbatę, co na początku bardzo mnie stresowało, bo czuwali nad nami Japończycy, ale okazało się, że wylądowałam przy stoliku z panią, która zna język, więc tylko na nią zerkałam i czekałam na jakieś tłumaczenie. Dlatego, gdy wyszłam z budynku odmówiłam modlitwę dziękczynną w jej intencji. Przed wyjściem zrobiłam sobie jeszcze miliard zdjęć z mistrzami herbaty, niektórzy nawet robili sobie zdjęcia ze mną (ho-ho). To taka mała notka z pamiętnika, bo cudownie spędziłam dzień i dawno tak dobrze się nie bawiłam. 
Jeśli chodzi o szkołę, well, powoli wychodzę na prostą z moimi zaległościami, a bieżące oceny są dość zadowalające, dlatego czasami pasuję i idę spać na 2 godziny, wtedy nie czuję już niczego. Chociaż chciałabym, aby to trwało dłużej niż 2 godziny.

Mam też małą niespodziankę dla wszystkich miłośników chokerów: wszyscy kupujący z Catpaw dostają 10% zniżki na hasło 03carolyn, które należy podać przy zamówieniu. Od siebie mogę dodać tylko tyle, że mój księżyc jest piękny i starannie wykonany, przyszedł priorytetem w brązowej kopercie z logiem sklepu, a teraz jest moim dziennym towarzyszem. 
 fringe sweatshirt - trifted // creepers - ebay // leggings - basic // hat - ebay 
moon choker - CATPAW // rose socks - takko fashion

piątek, 3 października 2014

messy october inspirations

#np cruisin for a bruisin

Byłam naprawdę dobrej myśli i z zapałem zabrałam się do pracy, ale mój entuzjazm szybko zgasł, gdy zostałam przytłoczona jej nadmiarem, a dziennie cieszyłam się na myśl o pójściu spać. Pierwszy tydzień powrotu po chorobie był tylko do rozeznania się, ile tak naprawdę jest do nadgonienia. W wyniku tego w następnym tygodniu mam prawie codziennie sprawdziany i kilka zaległych prac do oddania, więc cały weekend siedzę przy książkach, jedynie w niedzielę idę na pokaz japońskiej ceremonii herbacianej i chociaż pochłonie mi to cały wieczór, to jestem strasznie podekscytowana na samą myśl o wzięciu udziału w czymś takim! W kolejny piątek zaś nie wiem, jak będzie z notką, ponieważ przypada 140-lecie mojej szkoły, a ja występuję w przedstawieniu o 18:00, dlatego obstawiam, że wygodniej byłoby opublikować ją w sobotę rano, a i będę już (daj Boże) do tego czasu miała świeże zdjęcia, więc zapraszam Was na coś wybitniejszego za tydzień, gdyż dzisiaj jedną ręką piszę na laptopie, a drugą rozwiązuję stos zadań z matematyki, a końca nie widać. Krótko, znowu informacyjnie, ale zapraszam na szybkie inspiracje, wybrane z mojego magicznego folderu i lądujące na październikowym moodboardzie.




.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}