piątek, 26 grudnia 2014

I wish that I could be like the cool kids

#np Echosmith - Cool Kids


Boże narodzenie to od wielu lat święto, które darzę ambiwalentnymi uczuciami i raz znoszę je lepiej, a raz mam ochotę podpalić siebie (wyszło moje zainteresowanie samozapłonami) lub choinkę. W tym roku wydaje mi się, iż miałam większą świadomość, jakich sytuacji unikać, żeby nie zepsuć sobie wieczoru i dobrze się tego trzymałam. First of all, ostrożnie ze wszystkimi mediami społecznościowymi, gdzie będzie zatrzęsienie postów o prezentach. Podzielimy się na dwie części: zadowolonych szpanerów wstawiających swoje lustrzanki, iPhony z podpisami "kocham moich rodziców", "najlepsze święta", "bardzo szczęśliwy/a" oraz grupę osób, które narzekają na rodzinę, atmosferę, podarunki, ogólnie mówiąc, po co to komu. A teraz pomyślcie, że święta nie do końca kręcą się tylko i wyłącznie wokół prezentów. Dostaję białej gorączki, gdy ktoś pytała zaraz po wigilii, co dostałam. Zdaje sobie sprawę, że to tylko nieświadome pytanie, ale gdy byłam młodsza zawsze bardzo mnie smuciło i zazdrościłam cool kids, którzy mieli wysyp drogich rzeczy. Wtedy instynktownie włącza się pewna lampka i zaczynasz zadawać sobie pytanie, gdzie zawinił system. Coś jest nie tak z moją rodziną? Nie byłam wystarczająco dobra przez ubiegły rok? Zasłużyłam tylko na 3 pomarańczę i komplet piżam? Myślę, że spokojnie zapracowałam sobie na coś lepszego niż to.

Nie zamierzam zabawiać się w reformatorkę i rozkładać na czynniki pierwsze zagadnienia świąt i dlaczego je obchodzimy, ale pomyślcie przez chwilkę, czy naprawdę musisz oznajmić całemu światu, co dostałeś, gdy gdzieś obok ludzie przeżywają najgorsze święta w życiu. Nie mówię nawet o biednych osobach, mówię o dzieciakach dla których spotkanie z rodziną i przebrnięcie tematu świąt to zejście do piekieł.






pants - trifted / creepers - ebay / sweater - trifted / hat - ebay / bag - trifted

piątek, 19 grudnia 2014

Have yourself a merry little christmas!



#np Lady Gaga - white christmas

Siedzę chora w domu, więc korzystając z okazji, że nikogo nie ma, rozwaliłam wszystkie materiały na kanapie i zaczęłam pakować dzień wcześniej przygotowane papierowe pudełka origami. Składałam je kilka godzin, co chwilę wychodziły krzywe albo ja zapominałam w którym miejscu należy zgiąć i twór ten nawet nie przypominał z wyglądu pudełka. Mama powiedziała, że wygląda to okropnie, więc po kilku godzinach obklejania ich papierem i ozdabiania wstążkami byłam z siebie dumna, chciałam zadzwonić do niej, szyderczo się zaśmiać, a potem rozłączyć.  
Jeśli chodzi o to, czego użyłam: papier do pakowania, papier biały do wysadzenia paczek, gąbeczka, wydrukowane karteczki na imiona, koronka, 3 rodzaje wstążek i naturalne ozdoby.
Czytając notkę z tamtego roku dopiero przypomniałam sobie o papierze kredowym, cóż, trzeba to znowu odłożyć do przyszłych świąt.
W  tym roku zaszalałam, bo wszystkim paniom kupiłam minerały dopasowane do ich znaku zodiaku. Niezależnie, czy ktoś w to wierzy lub nie, dorzuciłam do pudełek ruloniki z wydrukowanymi właściwościami poszczególnych kamieni. Mam nadzieję, że będzie to przyjemna odskocznia od tego świątecznego natłoku poprawnych tradycji, a przy okazji nikt nie wezwie księdza na egzorcyzmy.
Minerały kupiłam na giełdzie w Katowicach, przyznam, że dawno tak szybko nie wydawałam pieniędzy, ale nie mogłam się oprzeć temu pięknu. Nawet jeśli nie przyjeżdża się z zamiarem kupowania, warto wstąpić i nakarmić oczy widokiem wymyślnie szlifowanych, jak i dzikich, naturalnych kamieni. Następna giełda odbędzie się w kwietniu i już jestem podekscytowana, aby dołączyć następne cudeńka do mojej kolekcji.

Gdyby nie udało mi się napisać już przed samymi świętami, to życzę Wam wszystkim, aby były spędzone w miłej, ciepłej atmosferze, niezależnie od tego, czy przez kilka godzin będziesz musiał patrzeć na nielubiane ciotki i próbować każdej potrawy, żeby nikt nie poczuł się urażony czy też ubierzesz ulubioną piżamkę i będziesz oglądał świąteczne filmy - niech ten jeden dzień w roku będzie dla Ciebie miły.

piątek, 12 grudnia 2014

chrześcijaństwo w Japonii

#np Guilty Crown Euterpe

Oddając się szkolnym obowiązkom, człowiek nieświadomie tworzy swoje opus vitae i tak było w przypadku pracy z religii, która z roku na rok jest ignorowana przez większość, ale z jakiegoś bliżej nieznanego powodu traktuję ją bardzo serio i pieczołowicie przygotowuję się do jej napisania. Jak już niedawno czytaliście, w październiku byłam na wykładach o ceremonii herbacianej i wtedy zainteresowały mnie ukryte elementy chrześcijaństwa, co dało pomysł na ogólną koncepcję mojego wypracowania. Miałam udostępnić już zeszłoroczne, ale z racji, że pisałam je ręcznie i gdzieś się zawieruszyło, udostępniam tegoroczne, bo wiem, że jest to również spore grono pasjonatów kultury japońskiej, więc lecim:

Chrześcijaństwo w Japonii

Początki chrześcijaństwa w Japonii związane są z działalnością jezuity, św. Franciszka Ksawerego, który przybył do kraju w 1549 r. Nowa religia została odebrana bardzo dobrze i prężnie się rozwijała, by za niecałe 40 lat osiągnąć 200 tysięcy wyznawców. Prześladowania zaczęły się w 1587 roku, gdy dwie chrześcijanki odmówiły szogunowi Taicosama zostania nałożnicami. Zakazano wtedy jezuitom ewangelizacji, wyrzucano chrześcijan z urzędów i wojska, a także spalono ponad 200 świątyń. Po powstaniu na półwyspie Shinabara, chrześcijaństwo zeszło do podziemi i narodziła się wspólnota zwana kakure-kirishitan, mająca cechy chrześcijaństwa katakumbowego, przeszło ono swego rodzaju transformacje. Niektórzy Japończycy twierdzą, że Jezus wcale nie umarł na krzyżu, a odbył podróż do kraju kwitnącej wiśni, gdzie według pewnych przekazów ożenił się i spłodził trzy córki. Dożył sędziwego wieku, a Jego grób ma znajdywać się w wiosce Shinto (500 km od Tokio)

Dziś chrześcijanie w Japonii stanowią mniejszość wyznaniową, wynika to też z faktu, że religijność mieszkańców wysp japońskich wiąże się z tożsamością narodową i tradycją, która jest zakorzeniona przede wszystkim w szintoizmie. Większość Japończyków przyznaje, że religia nie odgrywa w ich życiu większej roli, a samo chrześcijaństwo wydaje się o tyle atrakcyjne, co egzotyczne, dlatego przeniknęło do kultury masowej, a także mniej widocznych elementów tradycji japońskiej. Jego wpływów można nawet doszukać się w ceremonii herbacianej, której Chrześcijanie mieli używać jako sposób na ukrycie komunii podczas prześladowań. Do dziś wiele ogrodów herbacianych jest projektowane na planie krzyża, a gospodarz wznosi czarkę (nie jest również przypadkowy fakt, że wiele wysokość nich zdobi motyw krzyża) na wysokość głowy, aby okazać szacunek. Mówi się, że 7 uczniów mistrza Sen no Rikyu byli zdeklarowanymi chrześcijanami, a gdy kościoły były zajmowane przez żołnierzy, modlili się godzinami przy posążkach Matki Boskiej i ukrzyżowanego Chrystusa w pawilonie herbacianym.

Chociaż obecnie chrześcijaństwo stanowi niecały 1% wyznań Japonii, cieszy się popularnością, co zauważył o. Paweł Kozacki podróżujący po Tokio. Na swoim blogu podzielił się on się swoim szokiem, gdy odkrył, że japońskie kościoły są „wypożyczane”, aby pary innych wyznań bądź niewierzący zawierali śluby, bo taka oprawa w stylu europejskim, a więc coś niezwykle egzotycznego wydaje się być atrakcyjne dla Japończyków. Jeżeli przyzwolenie ze strony proboszcza może oburzać – kilka ulic dalej znajduje się budynek stylizowany na kościół, wypożyczany parom przez prywatne firmy, więc można się w zupełności odciąć od duchowej formy tego obrzędu, a pozostawić estetyczną, podobającą się formę, ale też młodzi, świadomi, że w kościele katolickim nie ma rozwodów – liczą, iż ich małżeństwo będzie wieczne i nic nie będzie w stanie ich rozdzielić.

W popkulturze japońskiej również pojawiają się odniesienia religijne, jak np. w komiksie Stigmata, gdzie występują duchowni, jeźdźcy apokalipsy, stygmatycy i demony, jednak największą furorę zrobiła kreskówka, anime o tytule Saint Onii-san, gdzie Budda i Jezus zstępują na ziemię. Bynajmniej nie w celu sądzenia żywych i umarłych, ale aby odpocząć od obowiązków świętych. W krótkim filmie obserwujemy życie dwójki, która ukrywa swoją tożsamość (a jak się okazuje, o cud przykuwający uwagę ludzi z małego miasteczka wcale nie jest trudno) i próbuje przeżyć przy niskim budżecie. Jezusa przedstawiono jako lekkoducha, fana seriali telewizyjnych na których temat prowadzi własnego bloga, zaś Budda został ujęty jako opanowany miłośnik malowania koszulek. Produkcja ta nie powinna być jednak odbierana jako bluźnierstwo, a humorystyczne przedstawienie świętości.
Jednak najdziwniejsze wydaje się, z jakim pietyzmem Japończycy przygotowują się świąt, które nie powinny ich dotyczyć, zważywszy na procent wyznawców, a jednak – kurismasu, czyli święta bożego narodzenia co roku są hucznie obchodzone i również wiążą się z nimi pewne tradycje. Już w połowie grudnia ulice miast przystrajane są lampkami, mikołajami, aniołkami i sztucznymi sosnami. W wigilijny wieczór rodzina zbiera się przy niskim stole z ogrzewaniem (kotatsu) i je specjalne kupione na tę okazję ciasto (kurisumasu keiki), niewypowiedziane słodkie, pełne kremu i czekolady. Świąteczną machinę napędzają głównie młode osoby, które święta traktują jak drugie walentynki i najbardziej przygnębiającą myślą jest spędzenie 24 grudnia samemu, dlatego serwisy randkowe działają z nasiloną intensywnością. Także wiele kobiet liczy, że tego wieczoru ich partner się oświadczy, bo takie oświadczyny mają mieć specjalną moc.

Podsumowując, mimo małej liczby wyznawców, chrześcijaństwo i jego elementy są zakorzenione w kulturze japońskiej i są chętnie asymilowane i przekształcone na potrzeby współczesnego społeczeństwa. Aby je całkowicie zrozumieć, odpowiednio zinterpretować, a przede wszystkim odnaleźć, należy zagłębić się w kulturę i mentalność tego kraju.

piątek, 5 grudnia 2014

DIY: mint & green tea refreshing scrub


#np Azealia Banks - Soda


Tydzień temu zrealizowaliśmy w grupie projekt na przyrodę, dostaliśmy medycynę i pomysł był, aby zrobić krem, ale zdecydowaliśmy się na zrobienie scrubu. Oczywiście ja, naczelna klasowa szamanka zostałam obarczona tym przyjemnym zadaniem, więc szybko znalazłam coś idealnego. Oprócz przedmiotu dzisiejszej notki wykonaliśmy jeszcze kawowo-kokosowy, który pokazywałam kilka miesięcy wcześniej. 
Wracając do tematu, nie spodziewałam się, że wyjdzie to coś tak atrakcyjnego, a jednocześnie skutecznego, bo zazwyczaj te dwie cechy wykluczają się w kosmetykach domowej roboty, więc tym razem byłam mile zaskoczona. Peeling usuwa martwy naskórek, a dzięki miętowemu olejkowi jest odświeżający i sama stosuję go z rana, po przebudzeniu.

Co będzie potrzebne:
1 szklanka cukru
3 łyżki soli epsom
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki miodu
2 torebki zielonej herbaty
2 torebki miętowej herbaty
6 kropel miętowego olejku eterycznego
szczelny pojemnik, łyżka, miska do wymieszania składników.

Do miski wrzucamy składniki, kolejność nie ma znaczenia. Ja zaczęłam od oliwy i miodu, a potem dodałam sypkie składniki i skropiłam olejkiem. Zmieniłam jednak sól, ponieważ nie miałam w domu tak wyszukanego rodzaju i zastąpiłam ją solą morską. Wszystko trzeba dokładnie wymieszać, a w razie czego dodać więcej miodu i oliwy, aby składniki lepiej się połączyły.
 Gotowy produkt najlepiej odstawić na kilka dni, żeby inne składniki lepiej zaabsorbowały herbatę, a przed samym użyciem wypróbować na ręce, czy scrub nie wywołuje u Was żadnych reakcji alergicznych, stay safe!


.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}