piątek, 30 stycznia 2015

owsiankowy scrub

#np Tyga - wait for a minute ft. Justin Bieber

Jeśli potraficie tak daleko sięgnąć do odmętów swojej pamięci to w notce z postanowieniami noworocznymi napisałam punkt o ograniczeniu spożywania jajek, ryb i mleka, ale poszłam o krok dalej i postanowiłam całkowicie wykluczyć produkty odzwierzęce ze swojej diety. Z początku spotkało się to z ostrą krytyką mojej matki, która w końcu poddała się w walce i posłusznie kupuje mi wegańskie produkty, teraz tylko od czasu do czasu znajduje rozrywkę w moich nieudolnych próbach gotowania. Jednak proszę zwrócić na to uwagę - po 17 latach niedotykania się z jakimikolwiek sprzętami kuchennymi, w końcu dokonał się wielki przełom i ugotowałam pierwszy w życiu makaron (wiem, że zaczyna się robić emocjonalnie, ale nie kłamię z tym pierwszym razem, gdyby ktoś uznał to za żarcik kosmonaucik), smażyłam na oleju ryżowym, blendowałam i do pełni kulinarnego kręgu brakuje mi jeszcze upieczenia wegańskiego ciasta, ale wszystko małymi kroczkami. W ferie będę miała pusty dom, więc znowu zacznę używać kuchni jak Dexter swojego laboratorium. To jedynie taki mały wstęp do tego, że można. A jak tam Wasza postanowienia noworoczne?

Anyway, z jakiegoś powodu znowu radykalnie pogorszył się stan mojej skóry, więc mam wzmożoną częstotliwość nakładania wszystkich specyfików, a że w przeszłości bywało już niejednokrotnie, iż naturalne kosmetyki ratowały mnie bardziej niż te kupne, dzisiejszą gwiazdą notki jest owsiankowa maseczka do twarzy!

Co będzie potrzebne:
* pół szklanki zmielonych płatków owsianych
* 1 łyżka sody oczyszczonej
* 1 łyżka brązowego cukru (ja użyłam trzcinowego)
* 2 łyżki białego cukru
* 4 łyżki oleju kokosowego.


piątek, 23 stycznia 2015

ARTIST TO WATCH: UNO MORALEZ

#np Azealia Banks - Chasing time

Ostatnio stwierdziłam, że czas aby zapełnić puste ramki kurzące się na biurku i toaletce, bo zdążyłam już zostać wyśmiana za brak znajomych przez mojego przyjaciela. Jednak moje życie nie wpasowuje się w estetykę pokoju, dlatego zamiast szukać jakiś żałosnych zdjęć, postanowiłam obramować jednego z moich ulubionych mangaków, Junjiego Ito. Scrollowałam wyszukiwania w google, aż natknęłam na niecodzienną grafikę, która nie pasowała mi do kreski Ito, ale była równie dziwna. a w swojej dziwności fascynująca. Tak po raz pierwszy spotkałam się z Uno Moralezem.
Jeśli spróbujecie wpisać ten pseudonim, wyskoczy kilka jego stron i prac, ale właściwie trudno znaleźć więcej informacji na jego temat. Pochodzi z Rosji, ma 47 lat  i mówi, że tworzy grafikę, która często pokrywa się z tym, co widzi w swoich snach. Bardziej ekscentryczne prace proszą się o jakąś interpretacji, poszukiwań logicznej całości, ale w tym wypadku jest to niemożliwe. Należy jedynie cieszyć swoje oczy. 
A więc dzisiaj zapraszam na nieco perwersyjne, mroczne i miejscami przerażające, chociaż sam artysta mówi, że woli myśleć o swoich pracach bardziej w kontekście "zagadkowych" niż "strasznych".
Passion is a fire. This symbol seems very suitable for passion, and I use it very often myself
Uno Moralez.

piątek, 16 stycznia 2015

fav books of 2k14

#np Billy Joel - Uptown Girl 

Można odnieść wrażenie, że podsumowania roku 2014 we wszystkich formach nie znają końca i kolejne osoby prześcigają się w pokazywaniu swoich ulubionych rzeczy, ale często dostaję pytania o książki, więc stwierdziłam, że je pokażę. Nie czytam tak dużo, jakbym chciała, bo brakuje mi czasu, ale zawsze kupuję coś będąc w Empiku. Nie jestem też szczególnie zainteresowana tworzeniem obszernych recenzji, więc żeby nie zepsuć Wam zabawy, pobieżnie opiszę jedynie o czym one opowiadają. W takim razie, zapraszam:

Joanna Bator Rekin z parku Yoyogi i Japoński wachlarz: Właściwie pierwszą książkę znalazłam w comiesięcznych rekomendacjach Harper's Bazaar i gdy zobaczyłam na półce kolejną, bez wahania wzięłam i przeteleportowałam się do kasy. Autorka wyciąga wszystkie dziwne ciekawostki na temat Japonii, ale też porusza tematy bliższe Polakom, przykładowo odwieczną zagadkę tajemniczych automatów z używaną bielizną, a także bardziej antropologiczne spojrzenie na japońskie społeczeństwo. Uwielbiam, mogłabym przeczytać jeszcze nieskończenie wiele książek tego cyklu, wiedząc, że wszystkie są na tak wysokim poziome, jak powyższe dwie.

Richard Lloyd Parry Ludzie, którzy jedzą ciemność: Kolejna książka, którą zaproponowało mi Harper's Bazaar, długo wyczekiwałąm jej premiery, jednak było warto. Początkowo nudziły mnie długie wstępy opisujące życie ofirary zbrodni, której poświęcona jest książka, ale w końcu zrozumiałam, jak ważne to było, abym zaczęła coś czuć względem niej. Aby nie była dla mnie anonimową osobą, a prawdziwą osobą, którą znałam i w której przeszłości uczestniczyłam. Książka ma metaforyczny tytuł, ale gdy ją skończyłam - naprawdę czułam, jakby pochłonęła mnie ciemność. Ciemność Tokio i tajemnic, które skrywa: półświatka, perwersyjnych zbrodniarzy i nieudolnej policji.

Haruki Murakami Sputnik Sweetheart. Kolejna dziwna pozycja japońskiego pisarza, który znalazł uznanie zagranicą, czytałam już kilka jego książek, ale ta szczególnie zdobyła moje uznanie. Jest krótka, przyjemna i cieszę się, że wrzuciłam ją do plecaka przed podróżą do Budapesztu, bo umilała mi wieczory w hotelu. 

Sophia Amouruso #SZEFOWA interesowała mnie zaraz po wydaniu w Stanach. Nic dziwnego, książka szybko stała się kultowa i choć Sophia przyznaje, że nie chciała, aby była to feministyczna manifestacja, ale trudno jest przeoczyć sens tej książki. Możesz być #szefową, nawet jeśli jesteś najniższym pracownikiem. Ta książka nie tyle, co motywuje do działania, ale i daje nadzieję. Nawet jeśli dziś jesteś w sytuacji, że ledwo wiążesz koniec z końcem, jutro możesz być milionerką, zarządzającą jedną z najszybciej rozwijających się firm. Warto zacząć rok od tej pozycji.

Jack Kerouac Zbudź się, żywot Buddy: Może kiepsko się rozglądam za książkami o buddyzmie i innych systemach filozoficznych Wschodu, ale jej znalezienie zaskoczyło mnie na tyle, że automatycznie ją kupiłam. Ciekawe, bardzo autentyczne przestawienie postaci Buddy, które lepiej pomogło mi zrozumieć całą koncepcję buddyzmu. Czekam na okazję, by przeczytać inne pozycje Kerouaca.

piątek, 9 stycznia 2015

THIS WORLD IS IN A LOSING GAME

#np Marina & The Diamonds - Immortal

Wydawało mi się, że powrót do szkoły znowu uporządkuje nieco moje życie, natomiast zupełnie rozstroił mi się zegar, nauczyłam się chodzić spać po północy i zderzenie z rzeczywistością, która objawia się budzikiem o 6:00 było dość nieprzyjemnym doświadczeniem. Mimo wszystko, ostatnie dni przerwy świątecznej minęły mi bardzo przyjemnie. W sobotę licznik na blogu przekroczył 1000 obserwatorów, zrobiłam z dziesięć screenów i nie mogłam przestać dziękować na wszystkich portalach. Przez długi czas pisałam sama dla siebie. Na początku zrobiłam z tego bloga coś w stylu pamiętnika, moje notki były bardzo prywatne i pełne zdjęć ze znajomymi, w końcu przeszłam do fazy wszelkich skrajności i stawania na głowie, żeby kogokolwiek zachęcić do jego czytania. Cieszę się, że od dłuższego czasu nie muszę tego robić, a także cieszę się, że wydoroślałam i chociaż dalej patrząc wstecz na posty, łapię się za głowę, to chyba był to punkt potrzebny do zaliczenia, aby znaleźć się w tym miejscu. Dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Tym, którzy na bieżąco komentują i tym, którzy są przyczajonymi obserwatorami. Wszystkim, którzy śledzą mnie tam i tu, a wciąż nie znudzili się tym, co mam do powiedzenia.

Massive shoutout to my dearest followers since I've reached 1000 with your help! Glad to see you all sharing positivity here or on the other social medias. I'm always so happy to get your feedback although most of the time I'm too lazy to translate whole posts and my vocabulary doesn't allow me to give right meaning. Anyway, thank you so much, see ya on:


 cardigan - trifted / jeans - trifted / boots - ebay / hat - ebat / shirt - ? / tote bag - h&m



piątek, 2 stycznia 2015

Improve yourself. Keep changing. And never stop.

#np Natalia Kills - Rabbit hole

Nie od dziś wiem, że najlepsze teksty tworzę, gdy moje serce przepełnione jest goryczą i nienawiścią, dlatego wiem, że ta notka wcale nie będzie tak pochłaniająca, jak to, co napisałam w zeszłym roku dla siebie, w pamiętniku.  Nie żywię już urazy do sylwestra, zdanie a ja wolałabym zapytać, czy gdyby oni wiedzieli, co przydarzy im się w nadchodzącym roku, czy wciąż tak świetnie by się bawili? Gdyby nosili w sobie wiedzę o przyszłości, czy dalej ubieraliby swoje najlepsze stroje i beztrosko rozbijali kolejne kieliszki szampana? utraciło dla mnie większość pierwotnego sensu. Nikt z nas nie wie o przyszłości i mamy prawo się bawić. Niech o jutro martwią się Ci, którzy nie udają depresji i dysfunkcji społecznych, by w końcu upić się gdzieś z grupą przyjaciół, bo tego wymaga internet.


Miałam jednak podsumować rok 2014, ale nie wiem od czego zacząć? Przeglądam stare posty i ciężko mi sobie poukładać w głowie, że to naprawdę zdarzyło się w tym roku. W styczniu zaczęłam swoją pierwszą współpracę, a nawet dwie. Byłam zaskoczona, bo wierzyłam, że to naprawdę wyróżnienie i nowy poziom w prowadzeniu bloga. W lutym wygrałam rozdanie u The Ragged Priest i 4 ciuchy za łączną kwotę przekraczającą tysiąc złotych. Nie mówię tego, bo jest to coś, co można mi zazdrościć ze względu na pieniądze, bo nie zrobiłam niczego szczególnego i każdy mógł być na moim miejscu. Miałam dużo szczęścia, nic więcej, jednak wtedy naprawdę czułam, że los mi sprzyja i mogę coś osiągnąć. W późniejszym czasie marka ta repostowała moje zdjęcia na instagramie i kilka razy trafiłam na ich stronę główną, co wydrukowałam i wkleiłam do dziennika na pamiątkę. Marzec upłynął szybko i przełomowy był post na temat mojego postrzegania ciała, który miał największą liczbę wyświetleń zaraz po dodaniu i chyba przekonał ludzi, że oprócz ubrań mam coś do powiedzenia, w co jeszcze nie wszyscy wierzą. W kwietniu podjęłam się zaliczenia z WOKu przez prezentację na temat blogowania, sprawy przyjęły dziwny obrót i musiałam pokazać swój internetowy twór. Pierwszy raz wyszłam z nim do ludzi, do kogoś fizycznego, kto mógł użyć go przeciwko mnie w każdym momencie. Broniłam się przed tą chwilą przez długi czas, pielęgnowałam mój mały sekret i przejmował mnie niepokój, gdy widziałam jakiegoś znajomego obserwującego mnie na instagramie. W internecie nie jestem tą samą osobą i nie chciałam, żeby ktokolwiek mylił Carolyn z Karoliną, a tego dnia poczułam, jakbym straciła nad tym kontrolę. Mimo wszystko, dużo o tym myślałam i w gruncie rzeczy bardzo mi to pomogło, bo przestałam być przewrażliwiona na punkcie opinii innych osób, a nawet podsunęło pomysł na chorą zabawę pod tytułem "znajdź mnie w internecie, zobacz ilu mam obserwatorów, ilu ludzi mnie lubi. Widzisz? Jestem kimś, mało dla mnie znaczysz",

W maju skończyłam 17 lat, będąc mniejszą, myślałam, że to wiek bardzo nijaki, bo nie jest się już bezmyślnym gimnazjalistą (właściwie to te stadium dorastania tak czy siak mnie ominęło, bez różnicy), ale wciąż brakuje roku do dorosłości, więc właściwie co znaczy 17 lat? Dorosłość przeraża mnie jednak na tyle, że chciałabym w tym wieku trwać wiecznie. Napisałam też kolejną ikoniczną notkę, o kulturze gwałtu. Na weekend majowy udaliśmy się do Ostrawy, co było największym niewypałem całej podróżniczej kariery mojej rodziny. Przesiedzieliśmy dwa dni w centrum handlowym jedząc makaron i chodząc na seanse 5d, bo było za zimno na atrakcje zewnętrzne, a większość miejsc była zamknięta. W czerwcu nie zdarzyło się w sumie nic super ciekawego, oprócz tego, że kupiłam fioletową farbę Manic Panic za ponad 70 zł i nie złapała w ogóle. W ogóle. Nie były nawet ciemniejsze, po prostu umyłam włosy i wszystko się spłukało. Co za druzgocąca klęska.
Przez wakacje moją główną atrakcją było oglądanie do południa akt zbrodni, czytania książek i spanie. Pojechałam do Budapesztu i świetnie się bawiłam, zrobiłam swoje drugie zakupy w Lushu, tym razem byłam bardziej świadoma w jakim miejscu jestem, bo gdy przypominam sobie pierwszy raz w Chorwacji to robi mi się głupio. Pani zapytała, czy kiedykolwiek słyszałam o tym sklepie, odpowiedziałam uprzejmie "nie", ale pomyślałam "wtf czemu miałabym słyszeć o jakimś małym sklepiku w tym państwie, skoro jestem turystką, to chyba nie jest jakaś wasza atrakcja narodowa". Oh, well. Wróciłam do szkoły zmotywowana, ale chwilę później trafiłam do szpitala, co właściwie dalej wydaje mi się sytuacją dość abstrakcyjną, jednak wszyscy wiedzą, że były to dla mnie 3
tygodnie wyjęte z życiorysu. Wróciłam jednak w wielkim stylu i wystąpiłam w chórze na 140-leciu szkoły. Wracałam do domu w potarganych rajstopach, nie wiedziałam, kiedy to się stało, ale miałam nadzieję, że już po wszystkich zdjęciach. Zawsze mi się to przydarza, gdy założę rajstopy. W szkole przetrwałam do grudnia, gdzie tańczyłam jako cheerleaderka (damn, naprawdę rozwijam się artystycznie). Bardzo mnie to stresowało i kosztowało wiele ćwiczeń w domu, przed lustrem, ale dałam radę. Zatańczyłam końcówkę na samym przodzie. Myślę, że to czas, gdy rzucam wszystko i idę robić tło dla jakiejś światowej sławy gwiazdy.



Rok temu byłam bardzo zapobiegawcza i spisałam sobie statystyki, co ułatwia podsumowanie moich internetowych osiągnięć:
blog: 600 obserwatorów - przybyło prawie 400, mam wrażenie, że mogło być lepiej.
instagram: 840 - to jest chyba największy przebój, bo gdyby nie ostatnie czystki, gdzie straciłam 600 obserwatorów, to w ciągu roku zyskałabym ich ponad 2 tysiące. Na dzień dzisiejszy mam 2,4k.
tumblr: 1463 - to w sumie jakoś mało mnie interesuje. Przybyło ich 600 w ciągu ubiegłego roku.
twitter: 3417 - zaobserwowało mnie dokładnie 957 osób. Trochę się opuściłam w tweetowaniu, ale obiecuję to poprawić!
ask: 186 - z dniem dzisiejszym jest 1274.
To daje całkiem przyjemne uczucie, że człowiek nie stoi w miejscu, a ciągle się rozwija.


Jeśli chodzi o moje postanowienia, bo głównie o to męczono mnie na asku, to nie wiem, czy naprawdę oczekuję od 2015 jakiejś diametralnej zmiany w moim życiu, bo dużo udało mi się już zrobić, ale:
* zrezygnuję z picia mleka, jedzenia jajek i ryb: tyle na początek ze wstępu do weganizmu, nie wiem w jakim stopniu uda mi się to utrzymać i czy będzie to jedynie ograniczenie czy kompletne wykluczenie, ale w końcu muszę się zdobyć na ten krok.
* sprawdzę jak będę wyglądać w septumie
* zacznę się poważnie uczyć japońskiego, teraz troszeczkę sobie bimbam, chociaż samo zapisanie się na te lekcje, mimo iż więcej jest tam zabawy niż prawdziwej nauki dużo mi dało i w końcu mam jakiekolwiek podstawy, żeby się do tego zabrać.
* sprawdzę nowe, wegańskie i cruealty free kosmetyki.
* będę oglądać więcej filmów, a przede wszystkim stosując się do rady dyrektora - będę zapisywać wszystkie teksty kultury wraz z autorami w notesie i czytać, aż będę umiała je wszystkie na pamięć.
* zniszczę to, co niszczy mnie.
* kupię sobie nowy strój do ćwiczeń, żeby oglądający mnie ludzie na porannym joggingu o 6:00 jeszcze lepiej się bawili.
* Będę żyć tak, by być czyjąś woman crush.
To chyba tyle, nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Myślę, że jeżeli zaglądacie na mojego bloga, twittera, tumblr czy gdziekolwiek indziej, sami dostrzegacie zmiany, jakie u mnie zachodzą. Jestem podekscytowana nowym rokiem, nie dlatego, że jest nowy i oczekuję powiewu świeżości w moim życiu. Cieszę się, że mam jeszcze czas, mogę dalej kontynuować swoje dzieło, choćby to było leżenie w łóżku cały dzień i oglądanie anime, zajadając się Pocky. To dobrze wiedzieć, że ma się czas, ale z tej wiedzy wynika również pewna mądrość: nie marnuj go. Nie trzeba zabierać się za kilkadziesiąt nowych postanowień, by w końcu skończyć jak Max Fischer z Rushmore, który zajmował się prawie wszystkimi szkolnymi kółkami. Wystarczy znaleźć w sobie jedno ziarenko i pozwolić mu urosnąć. Jest już późno w nocy, a ja zabieram się za metafory, chyba czas kończyć. Chciałabym Wam tylko życzyć, abyście się rozwijali, ulepszali samego siebie i nie zatrzymywali się. Nawet jeśli coś nie wychodzi, zacznijcie cierpliwie od nowa.

Ilustracje z dzisiejszej notki pochodzą z #GIRLBOSS. jednej z najlepszych książek, jakie przeczytałam w ubiegłym roku, a ich autorką jest cudowna Jo Ratcliffe, Jeśli ktoś tego nie zna, polecam, można konkretnie zacząć nowy rok i ukierunkować się na działanie.

.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}