piątek, 22 stycznia 2016

favourite books & mangas of 2015


Całe szczęście, że ten blog jest o wszystkim i niczym, raz można udawać, że zna się na modzie, a za drugim razem być krytykiem literackim. Internet to jednak wspaniałe miejsce na zmarnowanie swojej młodości.

Z książkowym podsumowaniem miałam mały problem: nie przeczytałam w tym roku niczego nadto rewolucyjnego. Owszem, kiedy już znalazłam trochę czasu, by położyć się w łóżku lub w wannie z jakąś lekturą, pochłaniałam je dość szybko i były to czasem naprawdę przyjemne książki, ale nie nastąpiła po nich żadna refleksja. Tak na przykład przeczytałam Ucząc psa czytać Carrola. Kiedyś wróciłam do dodanego na instagramie zdjęcia z okładką tej książki. Wpatrywałam się w nią przez chwilę, a dopiero potem przypomniałam sobie o czym ona właściwie była. Mogłabym wymienić jeszcze co najmniej kilka tytułów, które pamiętam jak przez mgłę, chociaż wiem, że dostarczyły mi rozrywki podczas czytania i powinnam je wspominać pozytywnie. Mimo wszystko wyselekcjonowałam kilka pozycji zarówno z książek, jak i z mang, które moim zdaniem warto przeczytać. Zawsze chcę przedstawić ogólny zarys fabuły, a kończę na bardzo subiektywnej ocenie, więc nie miejcie mi tego za złe. Właściwie powinniście się cieszyć, bo to mniej spoilerów dla Was.

Włóczędzy dharmy, Jack Kerouac
Z tą książką rozpoczęłam zeszłoroczne wakacje. Ostatnio również umieściłam tu jedną z jego pozycji, ale Włóczędzy dharmy są jeszcze lepsi. W dodatku, na miłość boską, to klasyka! Kiedy słyszycie nazwisko Kerouac, pierwszy tytuł, jaki powinien Wam przyjść do głowy to właśnie ten. Ciężko mi to ubrać w słowa, co prawda oświecenia przez tę książkę nie dostałam, ale naprawdę przyniosła mi jakiś wewnętrzny spokój i uważam ją za lekką, przyjemną, idealną na letnią lekturę. Buddyzm jaki się tam pojawia znacznie odbiegał od mojego wyobrażenia. Obok górskich wędrówek i pisania haiku mamy libacje alkoholowe i orgie. Żeby lepiej zrozumieć o co właściwie chodzi, trzeba trochę poczytać o ruchu beat generation, który reprezentował Kerouac. Jeśli się tego nie wie, trudno. Wciąż ma się w ręce fajną książkę, trochę szaloną, a trochę kojącą przez bogate opisy górskiego krajobrazu i samotnej wędrówki.


Kangoku Gakuen Akira Hiramoto

Niestety nie mam fizycznej kopii tej mangi, ale jeżeli kiedykolwiek ukaże się w Polsce to pójdę na kolanach do najbliższego Empiku. Zaczęłam od anime, które było całkiem fajne. Mamy szkołę z internatem do której uczęszczają głównie dziewczyny, chłopców jest pięciu. Te kilka sztuk organizuje super-tajną akcję z podglądaniem damskiej szatni/łaźni, ale zostają przyłapani i po wniosku podziemnej rady uczniowskiej (robi się ciekawie) dyrektor skazuje ich na więzienie. W większości polskich szkół nie ma papieru toaletowego, ale w Japonii, a tym bardziej w anime można mieć na terenie szkolnym mały budynek z celami, bo w sumie czemu nie? Animacja kończy się w dość głupim, acz ważnym momencie, bo odwracają się role: ci, którzy byli katami, stają się ofiarami. Manga jak się domyślacie idzie dalej, moim zdaniem wtedy dopiero nabiera tempa. Wbrew pozorom nie jest to odpowiedź na stanfordzki eksperyment więzienny, a pełna humoru i głupich scen opowieść o relacjach damsko-męskich. Oczywiście nie polecałabym kiczowatego love story, ale musicie mi zaufać, że w tym wypadku bliżej do wynaturzenia i perwersji niż pocałunków na szkolnym boisku. Właściwie ta manga jest tak wielowątkowa, że trudno ją opisać jednym hasłem. Jedynym minusem, jaki może razić w oczy jest zamiłowanie autora do kobiecego ciała, opinające majteczki, prześwitujące staniki czy w ogóle roznegliżowane postacie mogą odstraszyć niektórych czytelników. Na powyższym obrazku widzimy ucznia, który musi udawać dupomaniaka (ukłon w stronę polskich tłumaczy), aby przypodobać się dyrektorowi (dupomaniak #1) i nie wylecieć ze szkoły.



Goth scenariusz: Otsuichi, rysunki: Kendi Oiwa
To musiało być przeznaczenie, jeśli zupełnie przypadkowo natrafiłam na jedną z najlepszych mang, jakie miałam w ręce. Brakowało mi trochę do darmowej wysyłki, więc wrzuciłam Goth do koszyka, zachęcona estetyczną okładką i lapidarnym opisem na stronie. Manga jest opowiada historię dwojga nastolatków, zafascynowanych śmiercią, śledzących poczynania morderców i cieszących się widokiem rozkładającego ciała w lesie. To jedna z tych opowieści, gdzie człowiek wyłącza logiczne myślenie i przestaje się zastanawiać, jak wiele skrajnie niedorzecznych i dziwnych wydarzeń może spotkać dwie osoby (nauczyciel - seryjny zabójca, próba pogrzebania żywcem, porwanie, odnajdywanie denatów, mroczne sekrety z dzieciństwa). Wypowiedzi bohaterów czasami kojarzą się z czarno-białymi blogami smutnych nastolatek, ale zazwyczaj są ciekawe, pokazują znieczulenie i wyrachowanie dwójki licealistów dla których śmierć spowszedniała. Prym wiedzie bezimienny chłopak, który na zakończenie proponuje koleżance swoje usługi, gdyby jeszcze kiedyś zapragnęła umrzeć. Hashtag squad goals.

Biała gejsza Chelsea Haywood
Poniekąd jest to dalsza przygoda po ciemnych ulicach Roppongi, o których można przeczytać w reportażu "ludzie, którzy jedzą ciemność" opowiadającym przebieg śledztwa po zaginięciu brytyjskiej hostessy. Uplasowałam go w zeszłym roku jako jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam i nic tej pozycji na razie nie zagraża, jednak książka Chelsea Haywood, modelki, która porzuciła pracę i wraz z mężem ruszyła do Tokio, aby napisać, czym jest praca hostessy. Poznajemy oczywiście wachlarz świrów, którzy płacą obrzydliwe sumy za możliwość pogadania i zjedzenia obiadu z cudzoziemką, godziny pracy i ilości alkoholu katujące organizm kobiety, czyli jak wyglądało życie zamordowanej Lucy Hale. Myślę, że książka zasługuje na duże uznanie przez wytrwałość autorki, o mały włos niepochłoniętej przez mrok dzielnicy czerwonych latarni. Wystawiła swoje małżeństwo i samą siebie na próbę, ale świat dostał wiarygodne źródło wiedzy o tej specyficznej profesji, jaką jest japońska hostessa.

Souichi i jego głupie klątwy, Junji Ito
Byłam w rozterce, czy napisać o Tomie czy może o Souichim, ale ta pierwsza bohaterka jest większości fanów horroru dobrze znana, a ten drugi zdaje się mniej. Kolejnego tomu z kolekcji Junjiego Ito wyczekiwałam od dawna, bo premiera cały czas się przesuwała, ale na szczęście paczka dotarła do mnie w połowie grudnia i mangę pochłonęłam w pierwszy wolny weekend. Nie jest to może najwybitniejsze dzieło Ito, ale jest w tym rankingu ze względu na to, za co kocham jego mangi - kreska i klimat. Historie zawarte w tomie były owszem dziwne, ale nie całkowicie absurdalne, co trochę mnie zasmuciło .Owszem, wszakże mamy biegające kukły, które wysysają dusze prawdziwych ludzi, ale przypomnijmy, że Junji Ito jest też autorem opowiadania o kupie. Za bohatera tej mangi dostajemy młodziaka imieniem Souichi, który wmawia rówieśnikom, że ssie gwoździe przez niedobór żelaza, znika na noc, by przybijać kukły w lasku cyprysowym i o dziwo, jego klątwy się sprawdzają. Przeważnie.

W Japonii czyli w domu Rebecca Otowa
Uwielbiam poznawać różnice kulturalne między Japonią, a Europą, a nic nie obrazuje tego lepiej niż książki pisane przez obcokrajowców, czyli gaijnów. Oczywiście nie mam na myśli zupełnych laików, którzy są po raz pierwszy w Japonii i szukają automatów z używaną bielizną licealistek, ale ludzi, którzy mają pojęcie, dlaczego niektóre rzeczy wyglądają tak, a nie inaczej. Ludzi, którzy już wrośli w kulturę Japonii. Książka napisana przez Amerykankę, która poślubiła Japończyka i słoneczną Kalifornię dla japońskiej prowincji musiała mi się spodobać. Patriarchalne społeczeństwo kraju kwitnącej wiśni wymaga, aby zamężna kobieta całkowicie poświęciła się domowi i wychowaniu dzieciom. Rebecca zwraca uwagę na różnice kulturowe, ale nie ocenia, co jest lepszym, a co gorszym rozwiązaniem. Czasem można się naprawdę zdziwić, że tradycje japońskich wsi kultywowane są do dzisiaj, jak na przykład ta, ustalająca hierarchię kąpieli w domu. Inna kiedy są goście, inna dla stałych domowników. W tej całej książce jednak najciekawsza jest dla mnie rola kobiety w japońskim domu.

14 komentarzy:

  1. Czytałam "Białą gejszę". Niezła książka, zapadał mi w pamięć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lovely post dear! Have a great weekend! xx

    OdpowiedzUsuń
  3. "Włóczędzy dharmy" wydaje się być dla mnie ciekawą pozycją.

    OdpowiedzUsuń
  4. Żadnych z tych książek nie czytałam haha ale może kiedyś, ferie sie zbilaża to trzeba bedzie zaopatrzyć się w empiku

    http://magdawiglusz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde, tyle fajnych tytułów mnie omija! A nie mogę przeczytać nawet swoich ulubionych :C Tyle książek, tak mało czasu... Nie mogę się doczekać końca szkoły :v
    http://rena-uchiha.blogspot.com/2016/01/pierwsze-podrygi-na-ulzzanga-makijaz.html
    A tutaj pojawiłaś się Ty x"D
    http://rena-uchiha.blogspot.com/2016/01/rena-obserwuje-instagram.html

    OdpowiedzUsuń
  6. O musze zacząc czytać! Zaciekawiłas mnie :3

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba przeczytam tę ostatnią książkę C:

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam jak na IG pytałam się ciebie o tą książkę :) zrobiłam screena, żeby nie zapomnieć tytułu (haha) Możesz mi powiedzieć gdzie można ją zdobyć? Zgaduje, że w empiku ją znajdę :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chodzi o książkę Rebecci? Jeśli tak to kupiłam ją akurat w Tesco na wyprzedaży :)

      Usuń
  9. Nigdy nie słyszałam o tych książkach, bo szczerze mówiąc nie interesuję się takimi :) Ale jak dla kogoś kto lubi np. Japońską kulturę to pewnie bardzo fajne.

    http://seethelifeofthisbetterparties.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja w tym roku nie przeczytałam żadnej szałowej książki, chyba, że jedną ;)
    http://my-natalias-place.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie słyszałam o nich, ale z chęcią po nie sięgnę
    Odbicie lustra…

    OdpowiedzUsuń
  12. Odkąd udało mi się przeżyć miesiąc w Chinach, jestem skutecznie zniechęcona do azjatyckiej kultury i wszystkich rzeczy z nią związanych XD Oczywiście wiem, że Chiny i Japonia to dwa zupełnie inne światy i pobożnym życzeniem każdego Chińczyka jest, by jego żona wyglądała jak Japonka, ale jakoś po prostu za każdym razem, kultura państw wschodu mnie do siebie zniechęca.
    Nie mniej jednak przeżyłam swego czasu w gimnazjum fascynację tymi klimatami, głównie za sprawą pięciotomowego cyklu Lian Hearn, więc mam co nieco dobrych wspomnień o książkach oscylujących w tych klimatach. Szczególnie zaintrygowała mnie ostatnia pozycja, bo o tyle, o ile popkultura tamtych rejonów skutecznie mnie odstrasza, o tyle wszystkie kwestie związane z przywiązaniem i pielęgnowaniem tradycji są dla mnie fascynujące. Być może pewnego dnia się na nią zdecyduję.
    Pozdrawiam serdecznie!
    vojcikowna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli obserwujesz mojego bloga, to dlatego, że Ci się podoba - nie uznaję obserwacji za obserwację. Regularnie natomiast odwdzięczam się za komentarze i z góry za nie dziękuję (◡‿◡✿)

.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}