piątek, 22 kwietnia 2016

T I L L D E A T H D O U S P A R T (Y)

Ostatnio scrollowałam przez dodane notki i na samym dole widniał post z datą 20-któregoś kwietnia 2011. To już 5 lat bycia wojowniczką internetu i prowadzenia czegoś, co niektórzy określają swoim miejscem w internecie. Trzeba jednak zaznaczyć, że wliczam w to też rok, kiedy blog był zamknięty, bo przecież nigdy nie porzuciłam swojej maski feszyn blogerki. Chciałam na początku przygotować małe podsumowanie i przywołać tu najbardziej żenujące teksty wraz ze zdjęciami, ale stwierdziłam, że zamiast self drag'u zaserwuję trochę przemyśleń, gdzie również zawrę odpowiedzi na pytania przewijające się tu i tam.

Zawsze chciałam mieć bloga. Zawsze. Będąc w podstawówce czytałam kilka, głównie poświęconych Stardollowi (jeśliby zliczyć pieniądze wydane na tę stronę, myślę, że mogłabym mieć nowy telefon), ale również kilka pamiętnikowych. Z całym fanatyzmem wyczekiwałam nowych wpisów moich ulubionych dziewczyn. W tamtym czasie zaczęłam również publikować na moim raczkującym instagramie flat lay'e tego, co ubierałam do szkoły. W gimnazjum, przypomnijmy. Obserwowały mnie 3 osoby na krzyż, ale ktoś zauważył, że ubieram się ciekawie i powinnam częściej robić takie zdjęcia. Posiadanie bloga nie było jednak wynikiem pragnienia bycia adorowaną, a przynajmniej nie w momencie jego zakładania, bo wtedy leżałam w łóżku wynudzona chorobą, Dla rozrywki wypełniłam wszystkie wymagane pola i odpaliłam Photoshopa, żeby zająć się swoim pierwszym w życiu nagłówkiem. Miałam o tyle łatwiej, że program graficzny nie był mi obcy, bo równolegle do powstania bloga udzielałam się na pewnej grze dla dziewczyn. Niewiele osób wie, ale przez pewien czas mówiło się nawet o wypłatach dla moderatorów. Gdyby nie jej rychły koniec, swoje pierwsze pieniądze mogłabym zarobić na rysowaniu wirtualnych ubrań i mebli. Sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, więc spakowałam manatki i wykorzystałam część swoich umiejętności przy tworzeniu bloga. Wspominam o tym, bo dużo osób pyta, jak zyskać czytelników. Ludzie z tej strony byli moimi pierwszymi czytelnikami.

Ciężko mi skomentować jakość tamtych postów, bo były to albo notki z pamiętnika (mało intymne, zwykła relacja dnia, bez refleksji), albo graficzne popisy o które właściwie nikt nie prosił, ale miałam wrażenie, że są potrzebne. Dopiero potem wdrożyłam się w tematykę czysto lifestyle'ową, próbowałam przemycać posty inspirowane artykułami z zagranicznych stron, ale wciąż streszczałam swoje tygodnie, bo przecież takie notki były gruntem na którym wyrosłam. Wydaje mi się, że to akurat spotykało się z pewnym uznaniem, co po dzień dzisiejszy mnie dziwi, bo przecież nie robiłam nic wybitnego i wartego uwagi.
W międzyczasie zainteresowałam się DIY i zrobiłam swego czasu słynne galaktyczne trampki (bo wtedy galaxy było modne... 5 lat temu...), dziwne nakrycia głowy i mój ponadczasowy ulubieniec: torebka z koszulki biurowej. Wychodziłam z założenia, że niezależnie od tego, czy będzie to miało zastosowanie w życiu codziennym, fajnie jest pokazać na blogu proces tworzenia. Czegokolwiek.

Przez cały ten czas nie pokazywałam swojej twarzy. A to jeszcze nie były czasy, kiedy ludzie myśleli, że zasłanianie się ręką, butelką drogiej wody czy telefonem jest fajne. Przez długi czas wydawało mi się, że takie rzeczy są po prostu skrajnie nieodpowiedzialne, a wszyscy w internecie są źli i mogą to wykorzystać przeciwko mnie. Wciąż jestem bardzo bojaźliwa i pewnych rzeczy bym nie zrobiła, ale mam do siebie dystans i nie boję się pokazywać tego, co kiedyś byłoby dla mnie nie do pomyślenia. Dwa lata temu oblewały mnie zimne poty, gdy dostawałam komentarze, że jestem brzydka i gruba, szczególnie zapadł mi w pamięć jeden, bardzo ciekawy "twoja twarz nijak odnosi się do stylu, który prezentujesz". Następnym razem proszę o dodatkową wskazówkę, bo wciąż nie wiem, czy powinnam zmienić twarz czy styl. Tak myślę o tym teraz, kiedy przeczytałam ich już setki. Once you've accepted your flaws no one can use them against you - George R. R. Martin.

Moją pierwszą sesją zdjęciową z Agnieszką był outfit z tego posta. Czułam się wtedy strasznie niezręcznie i w sumie dalej mi coś z tego pozostało, bo nie umiem się uśmiechać na zawołanie, co też często mi się wypomina, A jak kiedyś odpisałam pewnej pani, że to przez to, bo jestem martwa w środku, to zapytała, czy naprawdę napisałam to, co napisałam. Przez te wszystkie lata pozowania nauczyłam się jednak kilku ważnych trików, które sprawiają, że wyglądam na zdjęciach (na ogół) lepiej niż w rzeczywistości, co zauważyła nawet moja matka. Po pierwsze, zdjęcia z daleka, najlepiej od dołu, bo wtedy wygląda się na wyższego i to powszechnie znany fakt używany przez niejednego maluczkiego przywódcę w celach propagandowych. Zazwyczaj, kiedy piszę, że mam 158 cm to nikt nie wierzy. Po drugie, jak się patrzy w dół to eyeliner wygląda ładniej i można uniknąć efektu przyćpanych oczu (bardzo powszechne u mnie), dalej - głowa zdecydowanie uniesiona, dodatkowe podbródki nie są mile widziane. Kiedyś miałam naprawdę wielkie ambicje i chciałam dodawać po 10 zdjęć do notki, ale sama tego nie lubię oglądać, bo ileż można? wystarczą dwa dobre, żeby zobaczyć, jak ktoś wygląda. Pomoc Agnieszki w tworzeniu tego bloga jest nieoceniona, zawsze znajduje dla mnie czas, praktycznie w każdą sobotę o 12:00 wyruszamy w plener na zdjęcia, a wtedy wiadomo, kto pracuje ciężej. Przez pewien czas robiłyśmy zdjęcia w domu budowanym przez moich rodziców, więc miałam kilka białych, nieumeblowanych pokoi, gdzie mogłam pozować. Bajka szybko się skończyła i wbrew pierwotnym planom, moje ulubione miejsce zostało zagracone, a ja wygnana na przypadkowe ściany domów.

Po jakimś roku bardziej intensywnej pracy nad blogiem i jego tematyką przyszła pierwsza oferta ze współpracą chińskiego sklepu. Myślałam naiwnie, że naprawdę zostałam zauważona. Nic bardziej mylnego, ale wtedy naprawdę byłam podekscytowana swoją pierwszą paczką w której znalazła się kraciasta sukienka. Dalej wisząca w mojej szafie. Większy zaszczyt natomiast spotkał mnie, gdy znalazłam się na stronie The Ragged Priest (co zaś wydrukowałam i wkleiłam do swojego dziennika). Byłam nominowana w Company Blogger Award, dostałam nawet zaproszenie na imprezę w Londynie, ale czy ktoś sobie wyobraża puścić dziecko do serca Wielkiej Brytanii, bo tak? No właśnie. Dlatego rok później spróbowałam w konkursie Blog Roku. Szczerze mówiąc był to kolejny owoc nudnego wieczoru. Teraz będzie zabawny moment: ludzie na mnie głosowali. Myślałam, że dostanę 5 głosów i to od mojej rodziny, natomiast po pierwszej aktualizacji rankingu byłam w pierwszej dziesiątce. Byłam naprawdę zszokowana, bo chociaż nie miałam wielu czytelników, byli oni na tyle zmotywowani i zaangażowani, że prosili o głosy wszystkie osoby z ich kręgów. Mimo wzlotów i upadków, utrzymałam się na 7 miejscu, ale do Warszawy mnie nie zaprosili. Carolyn Dolly, blogerka, której chcą w Londynie, ale nie chcą jej w Warszawie, autobiografia.

O co często mnie pytacie, to jak zareagowali moi rodzice, znajomi, sąsiedzi, pies czy figurka Buddy. Normalnie. Tak sądzę. Moi rodzice dowiedzieli się przy okazji pierwszej współpracy, bo wolałam ich nagle uprzedzić, że zaczną przychodzić nieopłacone ubrania i to wcale nie jest czymś dziwnym. Znajomi z klasy dowiedzieli się przy okazji prowadzenia prezentacji na temat blogosfery w ramach zaliczenia z WOKu. Przeżyłam wtedy swój klasowy roast, więc teraz tylko nerwowo się pocę, gdy nasza nauczycielka z polskiego mówi coś krytycznego o blogowaniu. Bo wiecie, przez te wszystkie lata naprawdę starałam się walczyć ze stereotypem głupiej szafiarki, która albo nie pisze nic i dodaje same zdjęcia, albo pisze jak redaktorka agony column, a wtedy czytanie staję się w rzeczy samej agonią. Zawsze dużą wagę przywiązywałam do tekstu. Powiem więcej: wydaję mi się nawet, że napisałam też kilka mądrzejszych postów, które zostały odebrane pozytywnie, między innymi: notka noworoczna, kultura gwałtu i slut shaming, dying beauty. Wiecie, że ze względu na maturę musiałam się mocno ograniczyć, ale maj muszę przeżyć, a potem zamierzam znowu siedzieć po nocach i pisać, bo wtedy nawiedza mnie coś, co lajfstajlowe blogerki nazywają weną. Niektórych w nocy odwiedza kochanka z latarnią w kształcie piwonii, mnie odwiedza nuda i samotność. Muszę w końcu zmotywować się do pisania również po angielsku, bo ku mojemu zaskoczeniu ludzie z zagranicy są zainteresowani nie tylko zdjęciami, a zauważyłam to ostatnio, gdy wymieniłam w notce polski tytuł książki Marqueza. Nawet nie wspomniałam jego nazwiska, ktoś musiał tłumaczyć ten post na translatorze i skomentował, że również czytał tę książkę. Nie ukrywam, zrobiło mi się cieplutko na serduszku. Zdjęcia na blogu to jedno, ale to kim się jest albo kogo się udaje to drugie.

Ja udaję Carolyn Dolly, bo uważam, że Karolina nie jest wystarczająca ciekawa. Często mówię, że jestem spierdoxem za dnia i feszyn blogerką w nocy, bo nie ma w tym ani grama przesady. Nie wiem, w imię czego miałabym być w internecie tą samą osobą, którą jestem na co dzień. Wychodzę z założenia fake it until it's real. Pytacie czasem, czy naprawdę ubieram się w ten sposób. I tak, i nie. Do szkoły nie mam chęci zakładania najlepszych stylówek głównie dlatego, że ubrania szykuję z rana, a ich selekcja dokonuje się na podstawie sprawdzenia, co jest czyste i w miarę niewygniecione. Nie prowadzę też bujnego życia towarzyskiego, więc w swoich najlepszych outfitach chodzę na zakupy do Tesco. Czarnej szminki też na co dzień nie używam, chyba bym spłonęła na stosie w moim miasteczku. Ale czego się nie robi dla estetyki zdjęć.

Często też dostaję pytanie jak zacząć blogować? Nie wiem, trudno mi sformułować jedną odpowiedź, która byłaby uniwersalna dla każdej osoby. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że wymaga to dużo cierpliwości, ale przede wszystkim pasji. Jeśli nie wierzycie w to, co robicie, szybko porzucicie bloga. Jak widzicie, udzielam się w internecie bardziej lub mniej aktywnie od 5 lat, a wciąż jestem daleko w tyle za niektórymi dziewczynami, które dopiero pozakładały swoje blogi. I czasem nawet staram się znaleźć przyczynę tego zjawiska. Bo nie jestem tak ładna? Możliwe. Powiedzcie szczerze, ile znacie osób, które prosperują naprawdę świetnie, ale za ich twarzą nie ma nic więcej? Najlepiej moim zdaniem wychodzi to na snapchatach, gdzie naganiają swoich followersów, organizują Q&A i okazuje się, że ledwo potrafią sklecić zdanie, a najlepiej wychodzi im przewalanie włosów z jednej na drugą. Na blogach nikt nie wymaga od nich treści, zawsze można mamić ludzi jakimiś pustymi frazesami. Ale są ładne, szczupłe, nawet dżinsy i biały t-shrit będą na nich dobrze wyglądać, dostaną te lajki, bo ludzie naprawdę to lubią. Lubią kukły bez własnego zdania, które przyjemnie się ogląda. Przykro mi trochę, że nie wykorzystują swojej popularności, by promować reklamy Toma Forda z makijażem bez podziałów płciowych, milczą, kiedy chcą ograniczyć prawa kobiet, nie komentują, nie krytykują. Może nie taka jest ich rola?  Nie miałabym wyczucia, gdybym porównała się do Azealii Banks, ale wydaje mi się, że jednak mamy coś wspólnego. Jej też nie lubią, bo mówi za dużo, zbyt ostro, o niewłaściwych osobach. Widziałam masę komentarzy, że gdyby się zamknęła, mogłaby zrobić świetną karierę, bo jest wizjonerką, jeżeli chodzi o amerykański rap. Przez swój cięty język prawdopodobnie nigdy nie dostanie się na szczyty list przebojów, ale, sama odrzuciła formę, którą chcieli jej nałożyć. Ja też nie chcę być fajna dla wszystkich.  I w tym momencie zawsze staram się doszukiwać pozytywnego aspektu całej sytuacji: mam bardziej wyselekcjonowane grono odbiorców, które mnie rozumie lub stara się zrozumieć.

W końcu nadszedł czas tych gorzko-słodkich przemyśleń, kiedy zwracam się do Was. Stałych czytelników, wiernych obserwatorów, fanów snapchatowych careloke (bardzo podoba mi się połączenie carolyn i karaoke, prawa autorskie należą do użytkowniczki @vlekkeloze), a w końcu przypadkowych odwiedzających, bo w końcu Wy również przyczyniacie się do podbijania moich statystyk. Uwielbiam czytać Wasze wiadomości, komentarze, widzieć podsyłane zdjątka moich cytatów (i nawet mnie samej!) na mood boardach i zdjęciach na ścianie. Brzmi to dla mnie absurdalnie, bo wciąż nie wierzę, że gdzieś tam na końcu Polski, a nawet dalej, bo wiem, że poza granicami też się mnie czyta, są osoby, którym AŻ TAK podoba się to, co publikuję. Wtedy patrzę na pudełko z listami czytelników, czasami losuję przypadkowy i czytam, bo to namacalny dowód na to, że kogoś obchodzę, a poza tym historie i Wasze wspomnienia związane z tym blogiem często są bardzo intymne. Nie wiem, jak mam to ująć, żeby nie brzmieć jak 15-letni youtuber, który mówi, że bez lajków nie byłoby go już na świecie. Tu nie chodzi o liczby, o zaproszenia na eventy, darmówki z chińskich stron. Zawsze chciałam, żeby coś z tego bloga zostało w osobie czytającej. Jeśli mi się to udało, to nie zmarnowałam tych 5 lat.

39 komentarzy:

  1. Trzy ostatnie zdania są takie piękne - chyba ci się udało. Gratuluję z okazji tych 5 lat i życzę kolejnych! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Poznałam Cię w sumie dzięki snapchatowi twitterowiczów, zaintrygowałaś mnie, więc trochę pogrzebałam w twoich social media. Jesteś dość interesującą postacią z ogroooomną pasją, podziwiam Cię za takie podejście do tego internetowego świata. Piszesz bardzo przyjemnie, lubię Cię czytać, tutaj czy na tt, a mało kto potrafi mnie zainteresować zwykłym tekstem. Nigdy nie porzucaj tego co kochasz, bo robisz to dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ''dodatkowe podbródki nie są mile widziane.'' napisala na zdjeciu z tej samej notki majac drugi podbrodekXDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde, nie wiem, jak to skomentować :/
    Znam cię od dość niedawna, a jednak dostałam od Ciebie wiele, pamiętam każdy Twój komentarz, który zostawiłaś na moim blogu, pamiętam naszą rozmowę o weganizmie (ostatecznie zostałam jednak wegetarianką), ostatnio nawet zgłosiłaś się do pomocy przy tłumaczeniu mojego posta- niby nie jesteś celebrytą, a jednak mam z tobą więcej wspomnień niż z taką Lady Gagą, której "fanką" kiedyś byłam (gimbaza, dawno i nie prawda, nic do niej nie mam, po prostu wyrosłam).
    Czytam każdy Twój post, chociaż nie zawsze mam wenę na pisanie komentarzy. Czasem jest ich tak wiele, że nawet nie chce mi się scrollować na sam dół, bo wydaje mi się, że i tak go nie przecztasz :D
    Wiesz, co do tego fragmentu autobiografii- to może być coś. Planuję iść na studia filologiczne- tak, wiem, że będę pracować w Maku, ale ja to po prostu LUBIĘ- więc jeżeli kiedyś będę miała okazję napisać czyjąś biografię, to będziesz pierwszą osobą, do której się zgłoszę. Chociaż do tego czasu pewnie będziesz już taką gwiazdą, że nawet nie spojrzysz w moją stronę :")
    Podziwiam cię, bo ja jestem w blogsferze dopiero 4 lata, a swojego bloga mam zaledwie marne dwa i przez ten czas nie udało mi się zdobyć nawet w połowie tyle, co tobie. Masz tylu czytelników- tak, czytelników, a nie obserwatorów, bo moim zdaniem to dwa różne pojęcia, chociaż nie wykluczają się nawzajem, masz skille blogerskie, wyobraźnie, jesteś "mocna w gębie" (za co dodatkowy szacunek się należy) i wyrażasz siebie w swojej pasji. Wiem, trochę przesłodzone, ale każdy czasem zasługuje na taką chwilę.
    Mam nadzieję, że Twój blog przeżyje jeszcze dużo, dużo, a Ty razem z nim rzecz jasna, ale jednak Ty osobiście żyj dłużej. Tego Ci życzę i... powodzenia na maturze!
    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za maturę nie dziękuję, bo nie chce zapeszać, ale co do reszty - kłaniam się!

      Usuń
  5. Odkryłam Twój blog niedawno, ale już wiem, że jesteś wspaniałą osobą. Jesteś moją inspiracją co do bloga. Kocham Twój styl pisania, sama chciałabym dojść do tak wysokiego poziomu, jednak na razie dopiero zaczynam, a wiadomo, początki zawsze najtrudniejsze. Nie mogę się doczekać kolejnych Twoich postów, tak przyjemnie mi się je czyta. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Heh, również będąc w podstawówce czytałam kilka blogów poświęconych Stardollowi i sama się dziwię ile pieniędzy w tamtą stronę władowałam. Bym chyba miała z dwa nowe telefony jak nie więcej. Ale można powiedzieć, że dzięki tamtej stronie postanowiłam założyć bloga z czym teraz między innymi wiąże się mój adres. Gratuluję 5-roku blogowania i życzę jeszcze wielu takich rocznic :)
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. tyle miałam napisać i wszystko zapomniałam. Obserwuję Cię od niedawna, biorąc pod uwagę Twój blogowy staż, ale mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że jesteś jedną z najbardziej błyskotliwych i inspirujących osób na jakie trafiłam w internecie. Przyjemnie się Ciebie czyta, nie bredzisz od rzeczy o ałtficie i tym co jadłaś na śniadanie, a jeśli już piszesz o tak trywialnych rzeczach, to czyta się to jak dobrą książkę.
    Twoja postawa wobec blogosfery, lajków i cyferek jest godna pozazdroszczenia, wielu osobom z branży przydałoby się coś podobnego.
    Trzymam kciuki za kolejne 5 lat. Robisz świetną robotę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Już długo nie czytałam tak dobrego posta. Wzięty od serca, bez żadnego kręcenia i zmyślania. Twoja blogowa droga już sporo trwa! Propozycja od Londynu to naprawdę marzenie. Pozdrawiam Cię serdecznie, rób dalej co robisz, bo wychodzi ci to idealnie! ♥

    ZAPRASZAM DO MNIE ☺' klik

    OdpowiedzUsuń
  9. Życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu bloga i przede wszystkim na maturze .Czytam Twój blog od niedawna i bardzo mi się spodobał.Jest inny w sposób bardzo pozytywny.Fajnie ,że nie pokazujesz tylko stylizacji ale piszesz w notkach o sprawach na które warto zwrócić uwagę ,niekoniecznie związanych z modą.
    Powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeden z najbardziej szczerych i prawdziwych postów jakie przeczytałam na temat blogowania. Widać po tym jak piszesz, że blogowanie to cos co sprawia ci mega przyjemność. Jestem tu pierwszy raz i już wiem, że zostanę tu na dłużej.
    pisanewanilia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny post widać że włożyłaś w niego dużo pracy <3
    Śliczny wygląd bloga :* Takich blogów, jak Twój powinno być więcej
    Czekam na kolejny wpis <3 Pozdrawiam cieplutko


    Zapraszam na konkurs do wygrania Kylie Jenner Lip Kit
    Mój blog - klik ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytam twojego bloga od około roku? Chyba tak. Często zaglądam i nie mogę wyjść z podziwu. Twoja osoba jest bardzo... ciekawa, ujmująca? To chyba najlepsze określenia. No i twój styl, trudno go skopiować hah. Strasznie go lubię, no i twoje inspiracje. Ale może coś napiszę o poście, żeby nie było. Ale i tak znów zacznę chwalić hah. Nie zabijcie mnie ale się powtórzę-ujmujące. Niby porządny kawał tekstu ale tak miło mi się go czytało, krótka autobiografia hah. Widać jaką drogę przeszłaś(started from the bottom now we here... zawsze mam tą piosenkę w głowię gdy tak piszę) i jaka teraz jesteś. Przejrzałam starsze posty i wow, zmieniłaś się. Pozytywnie! Ogólnie ah, nie wiem za bardzo co napisać. Jesteś wspaniała, podziwiam cię i nie przestawaj pisać.
    Twirling Pages, Ola x

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja z każdego Twojego wpisu wyciągam coś :)
    Ślicznie:*

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Długi post ale warty przeczytania :)
    http://dociax.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej, w sumie to przez ograniczenia w Internecie, trochę przestałam być w miarę na bieżąco z Twoim blogiem. Ale, skoro trafiłam na notkę jubileuszową, to chcę pogratulować wytrwałości, pomysłu i zapału! I życzyć, żebyś i po maturze dalej znajdowała czas na prowadzenie bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeju, ale się cieszę, że tobie się udaje, że pniesz się w górę. Pamiętam twoje początki, jesteś nadal tą samą mądrą i kochaną Karolinką. Gratuluje!

    OdpowiedzUsuń
  17. ciota ale cb lubię .

    OdpowiedzUsuń
  18. Carolyn nawet nie pamiętam jak dotarłam do ciebie i do twojego bloga, ale twoje słowa są tak dyskretne, a przemyślenia tak rozważne, że czuję się, jakbym czytała jedną z najlepszych książek, czy tomików poezji(?) W każdym razie twój styl i sposób bycia są warte wiele, Trzymaj się i brnij w górę, jesteś jedyna na tym świecie, nikt nie jest do ciebie podobny a ty do nikogo. To jest w tobie piękne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie pamiętam ile już lat do ciebie zaglądam, ale muszę przyznać, że te 5 lat wystarczyły byś wskoczyła na najwyższy poziom blogowania. Jak dla mnie prowadzisz na prawdę świetnego bloga. Jest mi niezmiernie dobrze, że wiem, że istnieje wspaniała dziewczyna w tak młodym wieku, która posiada zdolność wyrażania swoich myśli tak pięknymi zdaniami. Twoje kilkudaniowe komentarze do zdjęć czasami przekazują więcej niż nie jakie inne dlugie farmazony :D
    Życze ci kolejnych lat z blogowaniem :D

    OdpowiedzUsuń
  20. wow gratuluje 5 lat bloga! uwielbiam go i mega podobają mi sie twoje zdjęcia��
    zapraszam do siebie: http://fenolovetaleina.blogspot.com/2016/04/diy-colorful-jars.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  21. Myślę, że większości ludzi nie obchodzi twój wygląd jako taki, tylko aura jaką wokół siebie roztaczasz. Dlatego jesteśmy blisko i cię lubimy, a ja się nawet czuję trochę jakbyśmy byli rodziną. <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Obserwuję Cię od niedawana (w sumie trafiłam na Twojego bloga poprzez twittera) i o rany, od razu przypadł mi do gustu. Uwielbiam Twój sposób pisania, a wszystkie stylizacje są przecudowne, zazdroszczę Ci tylu świetnych ubrań. Bardzo mi się spodobał fragment, w którym wspomniałaś, że w swoich najlepszych outfitach chodzisz na zakupy do tesco. Jak dobrze, że nie tylko ja tak mam :'))). Bardzo Ci gratuluję tych pięciu lat i życzę dalszych sukcesów w blogowaniu! :3

    http://sysiadelrey.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. masz świetnego bloga :D Gratuluję 5 lat!

    http://zyciepiszehistoriee.blogspot.com/

    Pozdrawiam Zuzia :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Szczerze mówiąc (a w zasadzie pisząc), jesteś jedną z moich ulubionych blogerek oraz inspiracją. Podoba mi się Twój styl zarówno pisania, jak i ubierania, prowadzenia strony, aż po sam jej wygląd. Uwielbiam przeglądać Twoje zdjęcia tak samo tu, jak i na instagramie (okej, ten komentarz będzie zawierał dużo powtórzeń). Bardzo się cieszę, że nie rezygnujesz z bloga, dalej piszesz, poruszasz właściwe według mnie tematy i życzę Ci, aby było tak dalej! <3
    Pozdrówka i gratuluję tych 5 lat!

    OdpowiedzUsuń
  25. Masz super bloga piszesz mega posty ! Naprawde gratuluję 5 lat ;)
    Zapraszam:
    gebalaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak czytam sobie tą notkę i nasuwa mi się tylko jedno pytanie: "dlaczego tak późno do Ciebie trafiłam?" Jesteś super dziewczyną z klasą, własnym zdaniem i czymś ciekawym do powiedzenia. To się ceni, brawo! Gratuluję Ci 5 lat :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Zawsze wiedziałam, że jesteś super laska i do tego jeszcze jesteś jedną z nielicznych typiarek z polskiej blogosfery, którą chciałabym widzieć w swoim future blogerskim girls gangu <333 życzę kolejnych 5 lat, a nawet 50 w tym internetowym śmieszkowym i trochę przerażającym świecie...
    Buzi,
    T.

    OdpowiedzUsuń
  28. Gratuluje sucksecu!
    Przez 5 lat, udalo Ci sie stworzyc super bloga!
    Zapraszam do siebie, na bloga w jezyku angielskim, ktory jest tlumaczony na 3 inne jezyki. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ale jesteś wytrwała :) zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  30. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  31. Pamiętam cię z fs hahah

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli obserwujesz mojego bloga, to dlatego, że Ci się podoba - nie uznaję obserwacji za obserwację. Regularnie natomiast odwdzięczam się za komentarze i z góry za nie dziękuję (◡‿◡✿)

.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}