niedziela, 1 stycznia 2017

DEAR 2017 ME



Zbieram się od kilku dni do napisania tego posta, bo to kolejna z blogowych tradycji, aby pod koniec grudnia podsumować cały rok, ale trochę zabrakło mi słów. Pierwszy raz się gramolę i omijam pewne tematy, bo pierwowzór tej notki był tak emocjonalny i bezpośredni, że równie dobrze mogłabym go to wysłać listem do kilku osób. Piszę wszystko od nowa, machinalnie, na chłodno.

Nie wiem, czy jest sens robić dokładne podsumowanie wraz z opisem każdego miesiąca, tak jak robiłam to ostatnio, bo nie jestem pewna, na ile przeżyłam ten rok, a na ile przeszłam go jedynie somnambulicznym krokiem.
Od stycznia uczyłam się do matury, bo założyłam sobie, że to już taki deadline opieprzania się i pora na cięższą pracę. W praktyce powoli zaczęłam robić zadania z matematyki, bo każda matura próbna pisana na 30,32% nie dawała mi pewności, że na oficjalnej będę miała tyle samo szczęścia. Na początku przychodziło mi to opornie i więcej czasu zajmowała mi znalezienie w internecie teorii, którą trzeba było uzupełnić, niż jakiekolwiek obliczenia, ale wszystkie moje trudy zaowocowały 68% z tej części egzaminu. Od połowy kwietnia zaczęłam też czytać streszczenia wszystkich lektur i przerabiać we własnym zakresie motywy literackie, bo ustny polski był kolejną próbą przed którą drżałam, bo stres odcina mi wszystkie drogi logicznego myślenia, przez co zostaję z pustką w mózgu. Niewątpliwie zadziałało moje dziwne szczęście, gdyż dostałam temat z poprzedniego dnia, tylko z innym tekstem kultury. To w sumie wszystkie przygotowania, jakie podjęłam w związku z maturą. Co do angielskiego, który był dla mnie faktycznie ważny, bo liczył się na studia - zdałam się na moją wiedzę z internetu i mang, bo uczenie się z książek sprawia, że kwestionuję nawet present simple, a takie kombinowanie jest niezdrowe w kwestiach lingwistycznych (i nie tylko). Do czasu wyników żyłam w przekonaniu, że nie poszło mi jakoś olśniewająco, ale ostatecznie osiągnęłam swój cel, bo miałam ponad 90%. Wciąż nie czułam się bezpiecznie, jeśli chodzi o pozycję na liście zakwalifikowanych studentów, mimo to dostałam się w pierwszym rzucie na filologię angielską ze specjalizacją tłumaczeniową językiem japońskim!
Jakiś czas potem zaczęłam kurs prawa jazdy. Niestety części praktyczniej nie wspominam dobrze, z racji, że trafiłam na instruktorkę, która podczas 2 godzin jazd potrafiła powiedzieć "kurwa" i "ja pierdole" z 20 razy, usłyszałam nawet, że jej 15-letnia obsługuje samochód lepiej niż ja albo, że jeśli mnie nauczy jeździć, to nawet psa mogłaby wytrenować do prowadzenia. Teraz może się  to wydawać nieco zabawne, ale wtedy skręcało mnie ze stresu, gdy szłam w stronę toyoty yaris. Po przyjściu do domu potrafiłam cały dzień o komentarzach ze strony instruktorki, poważnie mi to ciążyło na psychice, bo byłam traktowana tam jak śmieć. Pod koniec kursu nasze stosunki nieco się unormowały, co nie zmieniło faktu, że nie zdobyłam się na zapisanie na egzamin. Nie chcę jeździć autem i szczerze żałuję, iż w ogóle się tego podjęłam.
W październiku przyszedł czas na pierwszą samodzielną podróż zagranicę, bo skończyła się długa laba i wzywała sosnowiecka uczelnia. Miałam wiele obaw związanych z tymi studiami, między innymi bałam się tego, że jak w anime, będę tą emo uczennicą siedzącą w tyle klasy, która mimo szczerych chęci zyskania przyjaciół, jest zbyt nieśmiała na jakąkolwiek interakcję międzyludzką, więc udaje, jakoby wybrała styl życia samotnika. Tak się jednak nie stało, bo zyskałam kilku znajomych, którzy zdają się mnie tolerować (?????) i mimo tego, że wielu ludzi uważa Sosnowiec za katabazę, dla mnie okazał się być świeżą glebą, na której mogłam odrosnąć.
Wir nauki zupełnie mnie pochłonął. Po miesiącu uświadomiłam sobie, jak bardzo niedoceniani są studenci filologii. Czas wolny zmalał mi do kilku godzin w ciągu weekendu, które i tak zwykle spędzałam mając pod ręką ćwiczenia czy kserówki. Wiedziałam, że przez studia będę miała mniej czasu na bloga, jednak nie sądziłam, że zacznę się ścigać z czasem robiąc zdjęcia 10 minut przed wyjściem z domu i pisząc notki na tablecie w autobusie. Moja motywacja do robienia czegokolwiek w internecie spadła do minimum, bo wiedziałam, że to, co publikuję, nie jest tak dobre, jak mogłoby być. Ale hej, wciąż tu jestem!
Tak mi zleciało do grudnia, gdzie przedświąteczny okres umilałam sobie najgłośniejszym chyba anime roku (oczywiście ze względu na parę gejów), czyli yuri on ice. Oprócz tego wzięłam się za nadrabianie lektur na literaturę angielską i od tygodnia gniję w łóżku. Jednak humanistyczna cząstka mnie nie pozwala przeczytać streszczeń w internecie, więc ostatnie dni 2016 poświęcam Guliwerowi.
Nie podchodzę śmiertelnie poważnie do postanowień noworocznych, chociaż fajnie wyznaczać jakieś cele, milestones, które będą nas doskonalić. Z ciekawości sprawdziłam, co pisałam w styczniu:
1. zdanie matury - yas bitch werk
2. dostanie się na jakieś sensowne studia (i żeby to nie wyglądało jak bieganie nago po akademiku w the sims 2) - chyba wolałabym, żeby to wyglądało jak bieganie nago po akademiku w the sims 2
3. zgłębienie tajników makijażu - nie sądzę, żebym była w ogóle blisko stwierdzenia, że jestem dobra w mejkapy, ale dużo się przez ten rok nauczyłam, a w szczególności wydawania pieniędzy na drogie kosmetyki, których mi potem żal używać i muszę sobie sama tłumaczyć, że skoro już zapłaciłam, to nie mogą się zmarnować. No, ale skoro ich nie umiem używać, to i tak będzie marnotrawstwo, czyż nie? Tak oto znalazłam się w chocholim kręgu.
4. więcej mówienia do kamery - nagrywam snapy, kiedy tylko mam coś sensownego do powiedzenia i pokrywa się to z moim czasem wolnym! strasznie się cieszę, że liczba oglądających stale rośnie, a Wy akceptujecie mnie taką, jaką jestem. Ba, nawet mówicie, że poprawia Wam to humor.
5. więcej książek - to prawdopodobnie najbardziej rozczarowujący punkt, bo wcale nie czytałam tak dużo, jak chciałam i mogłam, a przecież ileż to miesięcy przesiedziałam w domu. Lista z przeczytanymi książkami jest tragicznie mała, większą część niestety zajmują lektury, przez co bardzo wątpię, aby w tym roku pojawił się jakiś post z moimi ulubieńcami 2016 :(
6. więcej filmów - wciąż jest to dla mnie dziwna rozrywka, ale wydaje się mi się, że w porównaniu z innymi latami, zobaczyłam bardzo dużo filmów. Nawet w ubiegłym tygodniu zaliczyłam dwa - Magnolię i Neon demon.7. regularne prowadzenie dziennika - specjalnie go otworzyłam, żeby przekartkować te kilka wpisów, które przez ten rok poczyniłam i stwierdziłam, że przytoczę notkę z 1 stycznia: piszę czarnym długopisem Balmain, więc chyba powodzi mi się dobrze w tym 2016. Jestem ciekawa, jak go zakończę. Żałośnie Carolyn. Wróciłaś do swojego rozwalającego się pióra z początków liceum, którego chyba już nawet nie produkują.
8. częstsze zmiany mood boardów - nie sądzę, żebym robiła to jakoś super często, aczkolwiek staram się, aby kilka razy w roku wydrukować nowe inspiracje i wydaje mi się, że ten system działa. Gdybym robiła to częściej, nie zdążyłabym nawet wykorzystać wszystkich pomysłów.
9. zielona herbata co najmniej 2 razy dziennie - to moje minimum. W weekendy piję dużo, dużo więcej. Trochę nadużywam zielonej herbaty.
10. wypróbowanie nowych wegańskich przepisów - co prawda nie mam teraz czasu na gotowanie, bo wychodzę z domu po śniadaniu i wracam z uczelni koło 21:00, więc jestem na gastronomicznej łasce mojej matki, ale w miarę możliwości starałam się kontynuować dzieło cooking with spierdox i w rzeczy samej, przetestowałam dużo nowych przepisów. 
11. zrealizowanie drogiego ubraniowego życzenia - chciałabym się do tego odnieść, ale "drogie" jest pojęciem tak relatywnym, że nie wiem nawet o jaki próg cenowy chodziło mnie sprzed kilkunastu miesięcy. Chyba najdroższą rzeczą, jaką kupiłam w tym roku były lacie Rihanny i Pumy, na które nawet się nie czaiłam, ale u Agnieszki (fotograf-chan, jeśli jesteście tu pierwszy raz) wyglądały tak superancko, że po zobaczeniu korzystnej oferty w internecie stwierdziłam: biera.
12. last but not least: dożyć koncertu Justina Biebera w Krakowie - to jest w sumie śmieszne, bo przez  ten koncert to ja mogłam umrzeć. Dzicz była niesamowita, ale skłamałabym, gdybym nie powiedziała, że nie byłam podekscytowana. Macie czasem coś takiego, na co długo czekacie, że wychodząc z domu myślicie sobie "kurde, szkoda byłoby, jakby mnie teraz coś potrąciło". No, ja tak miałam.

W tym roku praktycznie nie myślałam o postanowieniach, chciałabym przede wszystkim przebrnąć przez ten 1 rok studiów, daj Boże bez uszczerbku na zdrowiu. Oprócz tego narzucam sobie obowiązek czytania przynajmniej jednej książki w miesiącu, wyłączając lektury i mangi. Życzę sobie więcej drogich kosmetyków, z którymi nie będę wiedziała, co zrobić, a mniej niezręcznych interakcji z ludźmi. Wcześniejsze chodzenie spać. Robienie estetycznych lunchboxów. Utrzymywanie porządku w garderobie. Nieodkładanie niczego na rano, bo i tak rano tego nie zrobię. Zadbanie o pielęgnację skóry. Zakup nowej, fancy biżuterii, bo gubię wszystkie pierścionki i kolczyki.

A dla Was drodzy czytelnicy mam tylko jedną prośbę: bądźcie z siebie dumni. 2016 zmęczył nas wszystkich i chociaż masa osób nawołuje do rozpoczęcia roku z miłością w sercu, czasem nie jest tak łatwo odciąć się od nawiedzającej przeszłości. Chciałabym Wam pokazać coś, co odkopałam w swoim folderze z inspiracjami, a co od dawna wisi na moim moodboardzie i przypomina mi, że moje emocje są moje. I nikt nie może mi dyktować, jak powinnam się czuć.

Od pewnego czasu zaczęłam odczuwać dyskomfort czytając wpisy, że ktoś jest do niczego, czuje się beznadziejnie, że nigdy nie doścignie dziewczyn, które nawet nie wyglądają tak, jak na zdjęciach w internecie. Z jednej strony chce się taką osobę przytulić, pocieszyć jakimś sentymentalnym tekstem, z drugiej strony mam ochotę mocno nią potrząsnąć i przywołać do porządku. Hej, koleżanko i kolego - 2017 to idealny czas, żeby zacząć grać w swojej drużynie. Rozmawiać ze sobą. Doceniać siebie. I feel like the worst so i act like i'm the best. Tego Wam życzę, żebyście kurka wódka pracowali nad pewnością siebie, a nawet jeśli jej poziom skoczy tylko o 1%, zawsze to krok naprzód.


40 komentarzy:

  1. Szczęsliwego Nowego Roku :)
    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. piekna notka i zdjecia,bardzo motywujący wpis

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ciebie bardzo szanuje Carelun. Życzę sobie kolejnego superowego roku z twoim blogiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. "moje emocje są moje. I nikt nie może mi dyktować, jak powinnam się czuć." Kocham! A co do filologi ja poddałam się w listopadzie, zdecydowanie mnie to przerosło, nie mówie o szacunku do ludzi którzy studiują inne filologie niż angielska, z mniejszym obeznaniem czy zapleczem.... btw powodzenia na sesji <3 @donthaveclass

    OdpowiedzUsuń
  5. Racja, pewność siebie jest bardzo ważna i trzeba nad nią pracować, bo kto w nas uwierzy jak nie my sami :) Świetne podsumowanie i zdjęcia
    http://nazywamsiemilena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że ten rok był dla Ciebie taki pozytywny :) Zapraszam do siebie:
    http://makeupcoscokocham.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że miałaś ciekawy rok :)
    Praca nad sobą i swoim charakterem jest bardzo ważna.
    Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że mimo stresu udało Ci się tyle osiągnąć. Naprawdę współczuje takiej instruktorki, ja trafiłam na bardzo sympatycznego faceta. Szczęścia w nowym roku i motywacji do pisania postów! przewrotowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Spełnienia wszystkich postanowień :-)
    Świetne zdjęcia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdanie matury- moja codzienna zmora! Często mi się zdarza, że piszę zbyt emocjonalnie. Staram się na blogu przyjmować raczej ogólnikową formę, a pamiętnik zachować dla siebie :)
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję dostania się na studia-bardzo ciekawy kierunek! :) Szkoda, że przez instruktorkę porzuciłaś myśl o jeździe samochodem- prawo jazdy naprawdę się przydaje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluję tyłu sukcesów :-) Pierwszy rok studiów zawsze jest ciężki - później się człowiek trochę przyzwyczaja do tego natłoku nauki.
    Życzę Ci aby ten 2017 rok był pełen przyjemnych wyzwań i radosnych chwil :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Super że wypisałaś sobie takie cele i teraz masz czarno na białym co zrobiłaś :D Fajnie sobie to tak podsumować!:)
    http://uglyographyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Super, że dostałaś się na wymarzone studia :) To ogromny sukces. I piękne słowa na koniec byśmy zdobywali pewność siebie, osiągali nawet jeśli to 1%, zawsze to coś :)
    Pozdrawiam cieplutko
    Zapraszam na mój blog :)

    OdpowiedzUsuń
  15. fajnie, że odnalzałaś się w nowym miejscu i szkole

    OdpowiedzUsuń
  16. Dużo sukcesików w poprzednim roku :) Oby było ich więcej - powodzenia na studiach!

    >> VANILLIA96.BLOGSPOT.COM <<

    OdpowiedzUsuń
  17. zazdroszczę Ci tych wszystkich postanowień i tego, że ich dotrzymujesz. Ja od kilku już lat nie robię żadnych list, po prostu czekam co mi czas przyniesie :) ale też unikam rozczarowań, bo nigdy nic mi nie wychodziło, więc w ten sposób przynajmniej nie wpędzam się depresję.
    Życzę Ci pomyślności na studiach, na drugim roku powinno być lżej, przynajmniej ja na amerykanistyce miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. dużo się u Ciebie działo :) gratuluję zdania matury oraz dostania się na studia. A co do nauki na kursie prawa jazy- osoby takie, jak instruktorka, na którą trafiłaś nie powinny w ogóle uczyć... zastanawiam się, jak w ogóle można tak traktować osobę?
    Życzę Ci wielu sukcesów oraz wspaniałych chwil :)
    pozdrawiam
    http://zyciejakpomarancze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak wiele wspomnień będziesz miała z roku 2016 :) Mam nadzieję, że postanowienia noworoczne z łatwością zostaną dotrzymane :) Życzę, aby 2017 był wspaniały <3
    Pozdrawiam Niecoinna

    OdpowiedzUsuń
  20. Zmotywowałaś mnie do napisania takich celów na 2017 rok będę się starała abym mogła tak jak Ty pochwalić się swoimi sukcesami :) Dobrze, że po koncercie wróciłaś zdrowa :D
    U mnie w tym roku tez pojawiła się pielęgnacja skóry :)

    OdpowiedzUsuń
  21. masz niesamowite zdjęcia i urodę! ;) życzę dalszych sukcesów ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Pamiętaj, że nikt nie jest idealny. Każdy ma jakieś wady, ale też zalety. Nie daj sobie wmówić komuś, że coś robisz źle, jeśli Ty uważasz, że jest dobrze. Rób to co kochasz, to co sprawia Ci radość. Po prostu ciesz się życiem. Ciekawy blog, chyba będę tu częściej zaglądała :) Zapraszam również na mojego bloga http://angiandangi.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Gorgeous ! a simple combination that results very well !
    Versaceバッグコピー
    服ブランド

    OdpowiedzUsuń
  24. jestem pod wrażeniem ile się u Ciebie działo :)

    pamiętam jak 7 lat temu jako pierwszy rocznik pisałam maturę z matematyki :) też uczęszczałam wtedy na korepetycje :) na szczęście nasza matura okazała się wyjątkowo łatwa :)

    wszystkiego dobrego w Nowym Roku ;*

    OdpowiedzUsuń
  25. O mamusiu ale wspolczuje takiej instruktorki. Ja mialam swietnego goscia,az chcialabym wrocic na kurs

    magdawiglusz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Szczęśliwego Nowego Roku! CO za super studia i specjalizacja! Genialnie, że spełniasz się w tym czego planowałaś! Powodzenia! :)
    https://lone-gunmens.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Szczęśliwego roku 2017 , świetnie że tyle udało ci się zrobić , widać że rok był ciekawy :)
    Śliczne fotki
    https://mylifeiswonderful9.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Oh my! You are so pretty! ◠‿◠ ♡

    Would you like to follow each other through GFC or Bloglovin? Lemme know ♥

    * Kórejské plátenkové masky na pleť *

    OdpowiedzUsuń
  29. Wszystkiego dobrego w nowym roku! Widać że rok 2016 był intensywny:)

    http://diamontsfashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  30. Życzę Ci, aby ten rok był dla Ciebie odpoczynkiem i żebyś naładowała baterię do pełna ;)
    http://my-natalias-place.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. great post as usual :)

    http://itsmetijana.blogspot.rs/

    OdpowiedzUsuń
  32. Chyba jestes pierwsza osoba ktorej post mnie tak wciągnął. Bardzo fajnie piszesz co jest ogromnym plusem! Super obrobione zdjecia, kocham ten klimat i Twoj styl! Gratuluje ciężkiej pracy jaka wykonałaś aby zdać dobrze mature. Ja takze musze sie za sie je wziac chociaz za mna dopiero (juz) polowa drugiej klasy liceum. No i podziwiam Cie za odwagę pójścia na prawko. Ka jeszcze nie jestem co do tego pewna. No i wspolczuje tej babki bo ostro przesadza. Denerwują mnie tacy ludzie.. nie wytrzymałabym z taka osoba i wykrzyczalabym jej kilka slow. Na pewno do Ciebie wroce. Powodzenia i buziaki! Czekam na wiecej takich postow

    http://caiawichowska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  33. też muszę zacząć więcej czytać :)
    Pozdrawiam i obserwuję :)
    kosmetyczny-kuferek-marty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  34. Samych sukcesów i pogodnych dni w nowym roku <3
    Zapraszam do mnie (blog o tematyce aktywnego i zdrowego stylu życia)Liczę, że zostawisz po sobie jakiś ślad: http://vickyemikor.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  35. Wyglądasz prześlicznie!
    xoxoklaudia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  36. Mi udało się zawalić matematykę na maturze. Czasem tak bywa. 2016 był intensywny. Mam nadzieję, że 2017 będzie dla Ciebie szczęśliwszy :)
    Mój Blog

    OdpowiedzUsuń
  37. Zazdroszczę wyników z matury , marzą mi się podobne.

    OdpowiedzUsuń
  38. ''bo uczenie się z książek sprawia, że kwestionuje nawet present simple'' - me too

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli obserwujesz mojego bloga, to dlatego, że Ci się podoba - nie uznaję obserwacji za obserwację. Regularnie natomiast odwdzięczam się za komentarze i z góry za nie dziękuję (◡‿◡✿)

.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}