niedziela, 29 stycznia 2017

TOO FACE The Grand Hotel Cafe.


Hej, póki co musicie mi wybaczyć, że publikuję zaległe haule zakupowe i recenzje zakupowe, ale historia wielkiej Brytanii próbuje mnie wykończyć, a ja jeszcze nie chce skończyć zabawy w studia. Może obędzie się bez poprawek i kryzys potrwa tylko do 10 lutego. Co do dzisiejszej gwiazdy - Grand Hotel Café z Too Faced. Mój swiąteczny prezent. Czy tylko ja nie lubię niespodzianek i lubię wszystkim powiedzieć, co chcę dostać lub wiedzieć, co dać? Na "zaskocz mnie", "wiesz, co lubię" reaguję niemalże pianą z pyska, bo co się okazuje - najbliższym osobom najtrudniej kupić satysfakcjonujący prezent. A po co bawić się w udawanie, że duperela, która nie przyda się kompletnie do niczego jest idealnym prezentem.
W tym roku trochę nie miałam na siebie pomysłu, wiec weszłam na stronę sephory i ujrzałam to cudo. Połączcie jedna z moich ulubionych Marek kosmetycznych z jednym z moich ulubionych filmów i oto jest, The Grand Hotel cafe. Poszłam już naciągać rodziców, kiedy zorientowałam się, że domku nie można zamówić przez internet. Ok, wiec gdzie można kupić stacjonarnie. Na Śląsku została jedna drogeria i to w Rybniku. Byłam pełna nadziei, że plan się może powieść, ale o dziwo nikt nie reagował równie emocjonalnie na wiadomość, że są to 3 palety z edycji limitowanej, jedna paletka too faced kosztuje zawsze coś koło 150 zł, a tu jeszcze miniaturka mascary bijącej rekordy popularności. I co? Psinco. Przez kilka dni sprawdzałam na stronie, czy może nie nadchodzi jakiś restock, ale taka informacja sie nie pojawiła. Kiedyś wsiadałam do autobusu z otwarta stroną sephory i akurat zrobili dostawę do wszystkich drogerii. Na Śląsku przynajmniej. Pamiętam, że zadzwoniłam do taty, a on mi powiedział, że mam się zając poważnymi sprawami, a ja mu powiedziałam, ze gdybym tylko o nich myślała, dostałabym do głowy.

Mimo wszystko, nie byłam pewna, czy znajdę pod choinką wymarzony zestaw, bo nikt nie zapisał sobie chociażby jego nazwy, ale najwidoczniej rodzice musieli się dogadać z ekspedientką w sephorze, że córka potrzebuje takiego różowego domku z kosmetykami.




Pepperermint Mocha zawiera paseczek z różem i cienie utrzymane w dość chłodnych odcieniach. Moim ulubionym jest sprinkles i coffee chip, pierwszy wydaje się być na zdjęciach jakimś pochodnych fioletu i na to liczyłam, jednak na powiece ma bardziej ciemno-różowawy, lekko czerwony kolor. Uwielbiam go łączyć z innymi burgundami. Coffee chip zaś idealnie nadaje się do smokey eyes z którymi ostatnio eksperymentuję. Do różu byłam średnio przekonana, bałam się, że będzie na mnie wyglądać dość cudacznie, ale nosiłam go kilka razy i jest całkiem niezły.


Eggnog latte ma kolejny duży paseczek z różem, peach cobbler, którego kilka razy używałam za transition shade. Myślę, że fajnie zgrywa się z brzoskwinkową paletą i pasuje do delikatniejszych, bardziej naturalnych makijaż (nie moich heh). Oprócz tego kocham się w brązach, idealnych na załamanie powieki. Zieleni jeszcze nie próbowałam, bo czekam na powrót glonów na głowie, a wtedy będę mogła pomyśleć o jakichś lookach przy jego użyciu. Rozczarowaniem jest niestety cold brew. Mój na zdjęciu jest już dziabnięty po kilku użyciach, ale jeśli sprawdzicie zdjęcia w Google, wygląda on nieziemsko. Niestety, tylko pierwsza warstwa jest tak błyszcząca. Jeśli się ją zetrze, dalej jest wciąż świecący cień, ale jakkolwiek próbowalibyście wklepać go palcem, mokrym, suchym, mokro-suchym, efekt będzie przeciętny.


Gingerbread House jest ostatnią paletką z tego zestawu. Jak można skojarzyć z piernikową nazwą - większość cieni to brązy, włącznie z dużym paseczkiem bronzera. Chociaż nie jestem przekonana do bronzerów, bo nie jestem specjalistką od konturowania, a większość tych, które próbowałam mają dla mnie zbyt pomarańczowy odcień. Prawdę mówiąc, bladziochom ciężko jest znaleźć chłodny bronzer, który wygląda jak cień, a nie rajstopy w spreju zaaplikowane na kości policzkowe. Z tym jest jednak inaczej, używam go sporadycznie, ale wygląda to estetycznie i dość delikatnie, mimo wszystko.  Co do cieni - piękny bazowy, ginger cream, chłodne brązy, złoto, które też było trochę przekłamane i winter dream, który jak dla mnie nie ma żadnego fioletowego pigmentu po nałożeniu na powiekę, po prostu się błyszczy. A szkoda, bo czegoś takiego wciąż brakuje mi w swojej kolekcji.


Ciężko mi podsumować tę paletkę. Ma dla mnie cienie bardzo ważne, których używam codziennie, ale rozczarowały mnie te, dla których właściwie tak wierciłam dziurę w brzuchu rodziców, a więc te śliczne połyskujące kwadraciki. Jak to się mówi, not everything that glitters is gold. Mimo wszystko polecam przetestować je samemu, widziałam nawet, że na vinted sprzedają nówki sztuki, pojedyncze paletki, więc można wybrać swoją ulubioną i za 1/3 ceny wypróbować, jak pachną święta według Too Faced. Ja swoje "książeczki" niezmiennie mam na blacie toaletki, bo w tygodniu nawet nie opłaca mi się ich chować do szuflady, gdyż praktycznie każdego ranka z nich korzystam.

9 komentarzy:

  1. Unpopular opinion, ale nie przepadam za paletkami, bo zazwyczaj jest tak, że użyję 2-3 kolorów, a reszta sobie leży, bo brakuje mi skilla, aby je umiejętnie nanieść na powiekę. Ale na Pepperermint Mocha może bym się skusiła, bo w sumie używam podobnych kolorów do codziennego makijażu. No i Candy Cane jest niebywale uroczy!

    A cienia w kolorze różu z drugiej paletki poszukuję od dawna i nie mogę nigdzie znaleźć :'(

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamy okazję zobaczyć Pani bloga po raz pierwszy, będziemy zaglądać częściej! ❤️ Zapraszamy Panią i czytelników do wzięcia w udziału w konkursie walentynkowym, w którym można wygrać perfumy Carolina Herrera Good Girl, Armani Acqua Di Gio Profumo oraz voucher. Pozdrawiamy! http://wisebears.pl/konkurs-walentynkowy/

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś pięknego :) Az chcę to mieć <3
    Zapraszam http://natalie-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, pozazdrościć prezentu a cienie na 2 paletce są obłędne!
    http://lovett-lov.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam już wiele o tej paletce i wygląda fajnie, cienie również przypadły mi do gustu, zwłaszcza te błyszczące
    lipcowaja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurde cienie są niesamowite 😊 super bardzo mi się podoba 😊😊

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli obserwujesz mojego bloga, to dlatego, że Ci się podoba - nie uznaję obserwacji za obserwację. Regularnie natomiast odwdzięczam się za komentarze i z góry za nie dziękuję (◡‿◡✿)

.post-body img { width:1200px; height:auto; } post-body img {border:none !important ;}